Reklama

Reklama

Eksplozje na maratonie w Bostonie

Kreml oczekuje od USA oficjalnych informacji o zamachowcach z Bostonu

Kreml oczekuje od strony amerykańskiej oficjalnych informacji nt. narodowości podejrzanych o dokonanie poniedziałkowego zamachu w Bostonie - przekazał w piątek Dmitrij Pieskow, sekretarz prasowy prezydenta Federacji Rosyjskiej Władimira Putina.

Wcześniej doradca rosyjskiego prezydenta ds. polityki zagranicznej Jurij Uszakow poinformował, że Putin wie już o tym, że podejrzani mieszkali przez jakiś czas w Rosji. - Prezydent został powiadomiony o tym, co podają media - powiedział Uszakow, dodając, że Kreml nie dysponuje oficjalnymi informacjami na ten temat.

Reklama

Pieskow oświadczył, że wszystkie napływające wiadomości wymagają weryfikacji. - Z dużą uwagą śledzimy doniesienia mediów - oznajmił, dodając, że nie wie, czy jakieś informacje na ten temat napływają do Moskwy za pośrednictwem służb specjalnych.

Rzecznik Kremla przypomniał, że "od początku poprzedniej dekady, gdy na Północnym Kaukazie trwała wojna, Putin niejednokrotnie mówił, że nie ma swoich i obcych terrorystów; że nie wolno ich kokietować, różnicować, z jednymi rozmawiać, a z innymi - nie, bo wszyscy oni zasługują na izolowanie".

Bezpośrednio po tragedii w Bostonie, w depeszy kondolencyjnej do amerykańskiego prezydenta Baracka Obamy, Putin zadeklarował, że Rosja "w razie potrzeby będzie gotowa pomóc władzom Stanów Zjednoczonych w prowadzonym przez nie dochodzeniu".

Putin ostro potępił zamach, określając go jako "barbarzyńską zbrodnię". Wyraził przekonanie, że "walka z terroryzmem wymaga aktywnej koordynacji wysiłków całej wspólnoty światowej".

Agencja ITAR-TASS, powołując się na źródło policyjne na Północnym Kaukazie, podała, że czeczeńscy bracia Tamerlan i Dżochar Carnajewowie, podejrzani o zdetonowanie dwóch bomb przy mecie Maratonu Bostońskiego, nie byli notowani przez policję w Rosji.

- Sądząc po podawanych przez media nazwiskach, nie trafiali oni w pole widzenia organów ochrony prawa w Rosji. Nie figurują w bazach danych osób podejrzanych bądź osób, które mogły mieć związek z organizacjami terrorystycznymi i ekstremistycznymi - przekazał rozmówca agencji.

Informator ITAR-TASS dodał, że rodzina Carnajewów przed laty prawdopodobnie mieszkała przez krótko w stolicy Czeczenii - Groznym. - Informacji o nich zachowało się bardzo mało - powiedział.

Z kolei rzecznik czeczeńskiego prezydenta Ramzana Kadyrowa, Alwi Karimow, oświadczył, że Carnajewowie "od lat w żaden sposób nie są związani z Czeczenią". - Według wstępnych danych, uzyskanych od kompetentnych organów, rodzina Carnajewów wiele lat temu wyjechała z Czeczenii do innego regionu Federacji Rosyjskiej - oznajmił Karimow, cytowany przez agencję Interfax.

Natomiast radiu Echo Moskwy rzecznik Kadyrowa powiedział, że "światopogląd braci ukształtował się w USA". - To tam wyrośli. I to tam tkwi korzeń zła - dodał.

Sam Kadyrow wyraził żal, że w Bostonie zginęli ludzie. - Bardzo ubolewamy, że tak się stało, że zginęli ludzie. Wiemy coś o tym nie ze słyszenia. Winę za to, co wydarzyło się w Bostonie, ponoszą amerykańskie służby specjalne - oświadczył prezydent Czeczenii.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Władimir Putin | pieskow

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje