Reklama

Reklama

Eksplozje na maratonie w Bostonie

Analitycy Eurasia: Zamachowcy z Bostonu to "samotne wilki"

Okoliczności przeprowadzania zamachu w Bostonie i tożsamość domniemanych sprawców sugerują, że działali na własną rękę i nie mieli powiązań z międzynarodowymi organizacjami terrorystycznymi - sądzi amerykańsko-brytyjski ośrodek badawczy Eurasia Group.

- Dopóki nie wyłonią się dowody wskazujące na takie związki, ataki na bostońskim maratonie nie będą miały wpływu na politykę USA wobec rodzimego i międzynarodowego terroryzmu - zaznacza komentarz ośrodka zajmującego się oceną ryzyka politycznego.

Reklama

- Na szczeblu polityki zagranicznej skutkiem zamachów może być zarysowanie się większego pola do zacieśnienia amerykańsko-rosyjskiej współpracy między agencjami wywiadu i bezpieczeństwa, ale nie będzie to jakościowa zmiana stosunków między państwami - dodają analitycy Eurasia.

Nie wykluczają zarazem, iż społeczne niezadowolenie Czeczenów, któremu dają wyraz w internecie, mogło mieć wpływ na poglądy braci Dżochara i Tamerlana Carnajewów, którzy przyjechali do USA wraz z pochodzącą z Czeczenii rodziną w wieku dziewięciu i 16 lat, ok. 10 lat temu.

- Z dotychczasowych doniesień wyłania się obraz Tamerlana Carnajewa jako głęboko religijnego młodego człowieka, który w amerykańskiej kulturze nie widział dla siebie miejsca, i jego młodszego brata nastolatka - twierdzą analitycy.

- Choć na obrzeżach Bostonu mieszka spora społeczność z rejonu Kaukazu i Morza Kaspijskiego, nie ma dowodów, że wśród niej działała politycznie lub ideologicznie aktywna komórka będąca zagrożeniem dla sąsiadów, stanu Massachusetts lub USA - wskazują.

Starszy z braci zginął w piątkowej strzelaninie z policją. Młodszy jest nadal poszukiwany. W Watertown na przedmieściach Bostonu trwa obława.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje