Gen. Jaruzelski - zdrajca czy bohater?

"Sąd podjął salomonową decyzję"

"Tyle lat po tym wydarzeniu potrzebny był wyrok salomonowy; to próba dania satysfakcji tym, którzy ucierpieli; winnych osądzi historia" - w ten sposób wyrok w procesie autorów stanu wojennego ocenił poseł PSL Stanisław Żelichowski.

Sąd Okręgowy w Warszawie wymierzył w czwartek karę 2 lat więzienia w zawieszeniu na 5 lat Czesławowi Kiszczakowi. Sąd uniewinnił b. I sekretarza KC PZPR Stanisława Kanię, a sprawę członkini rady państwa Eugenii Kempary - umorzył.

Reklama

"Słuchając uzasadnienia miałem wrażenie, że wszystkie zarzuty były tak mocnego kalibru, że ich konkluzją będzie bardzo surowy wyrok, chociaż tyle lat po wprowadzeniu stanu wojennego potrzeba było wyroku takiego trochę salomonowego" - powiedział dziennikarzom Żelichowski. Jak zaznaczył, historia i Bóg dla tych, którzy w niego wierzą, ocenią winę oskarżonych.

"Jestem pełen uznania dla sędziów, którzy próbowali pogodzić rzeczy, które wydają się nie do pogodzenia, czyli dać satysfakcję ofiarom i dobrać się do skóry katom; szukano kompromisu" - podsumował polityk Stronnictwa.

Frasyniuk: Wyrok zgodny z oczekiwaniami

"Ten wyrok jest zgodny z oczekiwaniami ludzi. 20 lat czekaliśmy na Trybunał Konstytucyjny, to widać tyle trzeba było poczekać i na ten wyrok. Ale doczekaliśmy się. Społeczeństwo oczekiwało właśnie tego - że stan wojenny zostanie osądzony. Wymiar kary nie ma tu takiego znaczenia. Ja osobiście, jako były więzień, mam dużą satysfakcję. Wygrała demokracja" - uważa Władysław Frasyniuk

"Wyrok ws. Kani także oceniam pozytywnie. Wieść ludyczna w środowisku była taka, że on dlatego właśnie, że okazał się tak miękki w tej sprawie, został utrącony. Oczywiście nie mam żadnych materiałów, ale tak się wtedy mówiło" - dodał.

Środowisko "Wujka" częściowo usatysfakcjonowane

Przedstawiciele środowiska związanego z katowicką kopalnią "Wujek", gdzie w grudniu 1981 r. od milicyjnych kul zginęło dziewięciu górników, z reguły z satysfakcją przyjęli wyrok, skazujący gen. Czesława Kiszczaka za wprowadzenie stanu wojennego.

Uczestnicy strajków w śląskich kopalniach w grudniu 1981 r. zaznaczają jednak, że wydany po wielu latach wyrok skazujący jest "wymęczony". Przywódca strajku w kopalni "Wujek", Stanisław Płatek, nazwał go "namiastką sprawiedliwości".

"Moim zdaniem to wyrok 'zastępczy'. O sprawiedliwości nie może być mowy, dopóki ostatnia osoba pokrzywdzona w stanie wojennym nie znajdzie zadośćuczynienia. To, że sąd wreszcie uznał kogoś za winnego, jest satysfakcjonujące wyłącznie pod względem moralnym; natomiast wysokość kary to już sprawa sądu" - powiedział Płatek.

Prof. Machcewicz: Wyrok to akt sprawiedliwości historycznej

"Przyjmuję ten wyrok z satysfakcją, jako akt sprawiedliwości historycznej, krok w kierunku zadośćuczynienia za stan wojenny. Cały ten proces, a także wyrok, jest potwierdzeniem tego, że stan wojenny był nielegalny. Dzisiejsza decyzja sądu jest napiętnowaniem zbrodni, jakie wówczas popełniono. W tym przypadku nie są ważne konkretne wyroki, w końcu dwa lata w zawieszeniu dla gen. Kiszczaka to wyrok nieproporcjonalny do skali represji w czasie stanu wojennego. Nie chodzi jednak o to, aby sprawcy stanu wojennego trafili na wiele lat do więzienia, ale o to, by jednoznacznie stwierdzić, że doszło wówczas do złamania prawa i przestępstwa. Jest to tym bardziej istotne, że w Polsce procesy dotyczące zbrodni komunistycznych toczyły się bardzo opieszale, często kończyły się albo umorzeniem, albo z braku dowodów" - uważa historyk, prof. Paweł Machcewicz.

Forum: Kiszczak skazany. Co myślicie o wyroku?

Dowiedz się więcej na temat: sady

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje