Malarze Niepodległej

Malarki Olgę Boznańską i Melę Muter wybuch I wojny, a potem odzyskanie przez Polskę niepodległości zastały w Paryżu. Dla Jacka Malczewskiego 1918 rok był przełomem w jego życiu artystycznym. A Wojciech Kossak w październiku 1918 roku zamienił mundur austriackiej armii na uniform rotmistrza 3. Pułku Ułanów.

Mela Muter - córka właściciela warszawskiego domu handlowego i mecenasa sztuki - od początku XX wieku mieszkała w Paryżu. Była jedną z najstarszych twórców Ecole de Paris i pierwszą z nich, która zamieszkała w stolicy Francji. Ceniono ją bardzo mówiąc, że ma świeży i młody talent oraz wybitną indywidualność. Obracała się w kręgach paryskiej elity intelektualnej. Organizowała w Paryżu modne przyjęcia na których bywali Marc Chagall i Jules Pascin. Do jej znajomych należeli: Rainer Maria Rilke, Diego Rivera i Auguste Perret. Z uznaniem o sztuce Polki mówił Henri Matisse. We Francji uważano, że jest najlepszą portrecistką. Uwieczniła m.in. Władysława Reymonta, Henryka Sienkiewicza, Rabindranatha Tagore i Auguste’a Rodina.

Reklama

Na wieść o wybuchu wojny Muter weszła w skład komisji rewizyjnej działającego w Paryżu Towarzystwa Artystów Polskich. Rok 1918 też był dla niej wyjątkowy - wtedy paryska Galeria Cheron zorganizowała wystawę będąca podsumowaniem twórczości artystki. Potem jeszcze dwukrotnie organizowano retrospektywy malarki. Najpierw w 1953 roku w Cercle Volney w Paryżu, gdzie zaprezentowano jej 120 dzieł. Przed rokiem w Warszawie, z okazji 50. rocznicy śmierci Muter odbyła się wystawa "Portrecistka" przybliżająca postać i twórczość polskiej artystki.

W ciągu 70 lat Muter stworzyła ponad tysiąc rysunków, obrazów i akwareli. Pod koniec życia borykała się z problemami finansowymi. Pomimo niedostatków i postępującej ślepoty nie przestawała jednak malować. Dopiero w latach sześćdziesiątych z pomocą przyszedł jej polski dyplomata i kolekcjoner Bolesław Nawrocki. Odnalazł malarkę w niemal kompletnej nędzy i zmagającą się z kataraktą oczu. Opłacił jej operację i Mela Muter ponownie zobaczyła swoje dzieła. Za namową Nawrockiego zdążyła jeszcze spisać swoje wspomnienia. Zmarła w Paryzu 14 maja 1967 roku w wieku 91 lat.

Smutna pani w koczku

Dla Olgi Boznańskiej pierwsza wojna światowa była trudnym okresem. Paryż, gdzie mieszkała, opustoszał. Przestały napływać zlecenia i malarce było coraz trudniej zarobić na utrzymanie. Mimo biedy nieustannie malowała. Polka nie ulegała modom ani nie podążała za nowymi trendami. Nie współpracowała z grupami artystycznymi. Unikała plenerów i malowania jasnymi barwami, tak charakterystycznymi dla królującego w Europie impresjonizmu.

Według tych, którzy odwiedzali jej paryską pracownię była ekscentryczką. Nosiła kok upięty na modłę przełomu wieków, kapelusze a także długie, powłóczyste suknie. Otaczała się psami, hodowała myszy a nawet szczury.

W okresie międzywojennym o tragicznej sytuacji artystki wielokrotnie informowano w kraju. Młode Państwo Polskie zakupiło nawet kilka jej płócien, przyznało malarce nagrody i organizowało wystawy, które wzbudzały uznanie. Schorowana artystka w ostatnich latach życia nie opuszczała swojej pracowni. Malowała niemal do końca. Zmarła w październiku 1940 roku w wieku 75 lat pozostawiając po sobie ponad 1200 płócien, pasteli i szkiców. Większość z nich trafiła do prywatnych kolekcji.

Kilkanaście jej prac można zobaczyć w Muzeum Narodowym w Warszawie i Krakowie. Tam też, w 2015 roku, w 150. rocznicę urodzin malarki odbyła się wielka wystawa retrospektywna Olgi Boznańskiej. Przedstawiono na niej prawie 170 dzieł artystki, a także kilka obrazów wybitnych malarzy, m.in. Édouarda Maneta i Diego Velazqueza.

Symbolista i romantyk

Jan Matejko widział w Jacku Malczewskim swojego następcę. Jak to napisał w liście do jego ojca Juliana Malczewskiego "kontynuatora własnego imienia". Autor Bitwy pod Grunwaldem chciał, żeby Jacek Malczewski ćwiczył się w malarstwie historycznym. Malarz miał jednak swoją wizję sztuki. Wychowany w patriotycznej rodzinie, w atmosferze narodowego mesjanizmu był romantykiem, nie chciał malować zamierzchłej przeszłości. Dlatego też opuścił Kraków i wyjechał do Paryża, gdzie powstały pierwsze szkice do późniejszych kompozycji m.in. "Lilli Wenedy".

Po powrocie do Krakowa Malczewski wykładał na ASP, a w 1912 r. został rektorem uczelni. Funkcję tę pełnił do wybuchu wojny. Potem wyjechał do Wiednia. Pod wpływem wojny i walki o niepodległość malarz ponownie sięgnął do wątków biblijnych. W obrazach przywoływał postać proroka Ezechiela, któremu - podobnie jak Chrystusowi - nadawał własne rysy twarzy.

Od 1918 r. zaczął zdawać sobie sprawę, że jego malarskie wizje należą do przeszłości. Ojciec symbolizmu w malarstwie polskim przełomu XIX i XX wieku rozpoczął obrachunek z przeszłością. Wtedy to powstał cykl obrazów "Moje Życie". Pojawił się też temat śmierci. Artysta stworzył tryptyk "Mój pogrzeb" - wizję swojej ostatniej podróży.

Na swoje 70. urodziny i 50-lecie pracy malarskiej zorganizował wystawy obrazów w Krakowie, Lwowie, Warszawie i Poznaniu. W XIX-wiecznym dworze w Lusławicach, gdzie mieszkał, założył szkółkę malarską dla utalentowanych, wiejskich dzieci.

W ostatnich latach często wspominał rodzinny Radom. Chciał odwiedzić miasto przed śmiercią. To marzenie jednak się nie spełniło, bo pod koniec życia artysta stracił wzrok. Zmarł w 1929 roku w Krakowie. Zgodnie z ostatnim życzeniem, został pochowany w Krypcie Zasłużonych na Skałce, we franciszkańskim habicie tercjarskim.

Reporter bitew  

Kiedy wybuchła I wojna światowa Wojciech Kossak został powołany do armii austriackiej. Miał 58 lat. Nawet podczas wojny malował sceny z życia legionistów, były one jednak różne od jego romantycznych wizji z przedwojennych obrazów. Służąc w cesarskiej armii w 1915 roku został mianowany profesorem malarstwa batalistycznego w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Po trzech latach porzucił austriacki mundur, by pod koniec października 1918 roku rozpocząć służbę w Wojsku Polskim, w 3. pułku ułanów.

Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości wrócił do Krakowa, a rok później - do swojej działalności pedagogicznej. Malował niemal bez przerwy - w Krakowie i Warszawie, gdzie wynajmował na szóstym piętrze hotelu Bristol pracownię malarską. Tematami obrazów Kossaka były bitwy, utarczki, szarże, pobojowiska, ale również umizgi ułańskie do dziewczyn i portrety oficerów. Wtedy też zaczęły powstawać obrazy o tematyce legionowej: "Sen żołnierza", "W Karpatach", "Szarża pod Rokitną". W latach trzydziestych namalował "Zaślubiny Polski z morzem", "Na trybunie podczas rewii kawalerii w Krakowie" - obraz przedstawiający Józefa Piłsudskiego, a potem - "Rapsodię ułańską".

Nie przestał malować również podczas okupacji. Tworzył portrety i scenki rodzajowe. Zasłaniając się podeszłym wiekiem odmówił namalowania portretu Hansa Franka. Jedne z ostatnich jego prac to "Portret Zofii Jachimeckiej", "Jasyr tatarski" i "Farys". W dniu śmierci poprosił, by nałożono mu farby na paletę, ale zabrakło mu sił, by podejść do sztalug. Zmarł 29 lipca 1942 r.

Tadeusz Makowski, Zofia Stryjeńska, Wacław Piotrowski, Karol Hiller, Witkacy, Ludomir Ślendziński, Ferdynand Ruszczyc i wielu, wielu innych. Dla większości obszar sztuki przestał być wyłącznie sferą przetrwania narodowej tradycji. Zaczął - jako dziedzina, w której rodzi się nowy stosunek do otaczającej rzeczywistości, nie zagrożony utratą tożsamości.

ew

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje