Nikifor – odmieniec, który ujmował za serca

To jeden z najbardziej płodnych polskich artystów – stworzył kilkadziesiąt tysięcy prac. Przez lata był niedoceniany, żył w biedzie, wytykano go palcami. Dziś dzieła Nikifora Krynickiego są modne, a sam malarz doczekał się sławy, o jakiej nie marzył.

Nikifor z pochodzenia był Łemkiem - po matce, która wychowała go samotnie. Odziedziczył po niej wadę słuchu i wymowy. Później przez całe życie nie mógł odkleić od siebie łatki odmieńca "upośledzonego umysłowo". Jego ojcem prawdopodobnie był Polak, według legendy znany malarz, który przebywał wówczas w jednej z krynickich willi.

Reklama

Nikifor urodził się w 1895 roku i od najmłodszych lat używał imienia lub przezwiska Nikifor. W pierwszej formie brzmiało to Netyfor, a sam malarz tak podpisywał pierwsze prace. Jego twórczość została odkryta dopiero w 1930 roku przez ukraińskiego malarza Romana Turyna. I nawet wówczas sytuacja Nikifora nie zmieniła się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Sam Nikifor, a właściwie Epifaniusz Drowniak, przez całe życie pracował w cieniu. I to dosłownie, bo poza wadą słuchu i wymowy, miał też kłopoty ze wzrokiem. Miał jednak umiejętność, której mogli mu pozazdrościć inni - pamięć. To, co zobaczył, przelewał na papier.

Jego twórczość została zakwalifikowana do nurtu tzw. malarzy naiwnych. Był prymitywistą, co oznacza, że jego obrazy przypominały nieco malunki dzieci, charakteryzują się prostymi technikami i przywiązaniem do szczegółu. Nikifor szczególnie upodobał sobie Krynicę, która jest głównym tematem jego prac. Krynickie cerkwie, uliczki, wille - to wszystko pojawia się na jego obrazach. Nic dziwnego, bo to miejsce, które traktował szczególnie. Dość powiedzieć, że w ramach akcji "Wisła" był przynajmniej dwukrotnie przesiedlany, ale za każdym razem wracał, pieszo, do Krynicy.

Nie wiadomo, kiedy zaczął malować. Miał jednak idola, którego starał się w pewien sposób odwzorowywać. Często swoje prace podpisywał: "Matejko". Poza "Nikiforem" przylgnął do niego też inny przydomek - "Matejko z Krynicy".

Tak znany i tak doskonały jak Jan Matejko nigdy nie został. Miał jednak coś, co ujmowało. Jego obrazy były proste, ale ciepłe. Prymitywne, ale wykwintne. Naiwne, ale radosne. Być może dlatego stał się jednym z najbardziej znanych twórców polskiego prymitywizmu.

Co ciekawe, Nikifor był bardzo płodnym artystą i w życiu niemal nieustannie malował. Stworzył kilkadziesiąt tysięcy dzieł, a pracował wszędzie. Często jego obrazy były tworzone na kartonowych pudełkach, tekturach z bloku, czy innych, dziś powiedzielibyśmy, śmieciach. Malował na zużytych zeszytach, paczkach papierosów, pudełkach po czekoladzie. Format jego prac zazwyczaj był niewielki. Niektóre jego prace są dwustronne, a brało się to prawdopodobnie z biedy i oszczędności. Malował głównie akwarelą lub farbą olejną, rzadziej kredkami (dopiero w ostatniej fazie twórczości). Charakterystycznym elementem jego prac jest cienka, czarna kreska, którą obmalowywał np. kontury budynków. Kolorem dopiero wypełniał środek, a robił to w tak interesujący sposób, że niemal każda jego praca budzi podziw połączony z radością, tęsknotą i nostalgią.

"Ile to razy słyszałem - ja go, panie, widziałem jak siedział przy murku i malował. Grosze chciał, ale kto by to kupował... Skąd człowiek miał wiedzieć, że to będzie tyle warte! I żal, że przegapił taką okazję. Środki masowego przekazu wylansowały nie tylko Nikifora, ale i mit Nikifora: prostaczka, którego talent nagle odkrywają... Nikifor stał się za życia legendą i wciąż wiemy o nim mało. On sam nie wiedział o sobie za wiele, po prostu był. Był malarzem i jego obrazki mówią o nim więcej niż chciał, czy mógł wyrazić słowami. Zresztą rozumieli go nieliczni, a i oni nie zadawali sobie trudu, by wysłuchiwać jego bełkotliwych opowieści. Więc legenda rosła i wciąż go otacza, nawet po śmierci" - pisał o Nikiforze Aleksander Jackowski, antropolog, krytyk sztuki, autor wielu prac o sztuce ludowej i naiwnej.

Oddzielną historię życia Nikifora stanowią jego relacje z ludźmi. Można powiedzieć, że to przez ludzi wiele przecierpiał, ale z drugiej strony miał do nich szczęście. Nie da się ukryć, że większość traktowała go jako odmieńca, pośmiewisko. Nie darzono go zbytnią sympatią, a raczej patrzono na niego z przymrużeniem oka. Byli jednak też tacy, którzy dostrzegali w nim coś więcej. Przede wszystkim wybitnego artystę, ale także po prostu człowieka.

Nikifor wiele zawdzięcza Elli i Andrzejowi Banachom. To małżeństwo, z którym się zaprzyjaźnił, a które spopularyzowało jego twórczość na nowo. Tworzyli wystawy, poświęcali mu artykuły, a przede wszystkim odwiedzali go i opiekowali się nieco starszym już Nikiforem. Podobnie jak Marian Włosiński, który opiekował się nim niemal do końca życia. Historię jego relacji z Nikiforem przedstawia film "Mój Nikifor" z Krystyną Feldman w roli głównej.

Długo chorował na gruźlicę. Ostatnie lata życia stanowiły dla niego ogromny wysiłek intelektualny i fizyczny. Lata biedy, głodu i niedojadania zrobiły swoje, a wyniszczony organizm Nikifora nie mógł długo się bronić.

Zmarł w domu opieki społecznej w Foluszu koło Jasła w 1968 roku. Został pochowany na starym cmentarzu w Krynicy. W 2003 roku sąd w Muszynie rozstrzygnął, że Nikifor właściwie nazywa się Epifaniusz Drowniak. Poświęcono mu dwa pomniki - w Krynicy i we Lwowie. W ukochanym mieście znajduje się też muzeum poświęcone jego twórczości.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje