Reklama

Reklama

Nowocześnie, widno i czysto

Mają być funkcjonalne i łatwe do posprzątania - mawiali architekci przedwojennych, modernistycznych budynków. Nowy styl budowania przewrócił do góry nogami obowiązujące zasady. Z fasad i wnętrz zniknęły ornamenty, domy wieńczyły płaskie dachy, a ciężkie bryły - aby nadać im lekkości - podpierano betonowymi słupami. Kształt budynków zwykle przybierał albo formy kubiczne - zwykłych sześciościanów albo zaokrąglone, które miały przypominać kadłuby transatlantyków.

W niepodległej Polsce inspiracją dla architektów były nie tyle podróże przez ocean, co budowa portu w Gdyni - wizytówki niepodległości i postępu. Dzięki inżynierowi Eugeniuszowi Kwiatkowskiemu wioska rybacka szybko przeistoczyła się w nowoczesne miasto - jedyne w Europie, którego cała śródmiejska architektura powstała w jednym okresie - modernizmu. O pięknie budynku miała decydować jego funkcjonalność. Tak było w przypadku zbudowanego w centrum Gdyni gmachu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, zaprojektowanego przez Romana Piotrowskiego. Gładka elewacja zaokrąglona a jednej strony połówką walca i podobnie jak na statku długie rzędy okien. "Gdyński okrętowiec" sprawiał wrażenie, jakby za chwilę miał odpłynąć.

Reklama

Budynek jest połączeniem dwóch brył. Niższa - to część mieszkalna, wyższa - biurowa. Oprócz siedziby ZUS-u przed wojną urzędowało w nim kilkanaście instytucji, między innymi Izba Przemysłowo - Handlowa, Konsulat Niemiec, towarzystwa ubezpieczeniowe i redakcje gazet. Na parterze mieściła się Cafe Bałtyk - popularna przedwojenna kawiarnia, miejsce tzw. Wieczorów Czwartkowych. Ich organizatorem był gdyński malarz Zygmunt Cywiński, a gośćmi: Zofia Nałkowska, Maria Dąbrowska, Boy-Żeleński i Melchior Wańkowicz. W czasie okupacji modernistyczny lokal przemianowano na Cafe Berlin a po wojnie upaństwowiono. Teraz swoje biura ma tam m.in. Urząd Miasta.

W stylu marynistycznym i w duchu Le Corbusier - francuskiego architekta i czołowego przedstawiciela modernizmu - powstał w Warszawie Szklany Dom, czyli dom Powszechnego Zakładu Ubezpieczeń Wzajemnych. Najnowocześniejszy i najbardziej luksusowy budynek mieszkalny przedwojennego Żoliborza zaprojektował Juliusz Żórawski. Pięciokondygnacyjny gmach podzielono na dziesięć klatek i 117 mieszkań. Powierzchnia najmniejszych nie przekraczała 40 metrów kwadratowych, największe miały ponad sto metrów. Budynek posiadał zaplecze socjalne, kotłownię i  podziemny garaż na 20 aut - bardzo dużo jak na ówczesne czasy. Na płaskim dachu powstały tarasy rekreacyjne dla mieszkańców. To na nich w 1948 roku władze Warszawy urządziły przyjęcie dla Pabla Picassa, kiedy artysta przyleciał do Polski na organizowany we Wrocławiu Światowy Kongres Intelektualistów. Do dziś w budynku przetrwały modernistyczne klamki, drzwi na taras z oknem w stylu okrętowego bulaja, kręte, betonowe schody i krata, którą zdobią busole, kompasy i róże wiatrów.

Modernistyczne budynki powstawały też w "polskim Chicago" - jak przed wojną nazywano Katowice. Stolica województwa śląskiego była obok Gdyni miastem o najnowocześniejszej architekturze. A symbolem postępu i techniki był oddany do użytku w 1932 roku Drapacz Chmur - pierwszy w Polsce wieżowiec zaprojektowany przez Tadeusza Kozłowskiego. Katowicki drapacz chmur miał 17 kondygnacji, w tym dwie pod ziemią i był połączeniem dwóch budynków. W niższym, sześciopiętrowym, znajdowały się biura Śląskiej Izby Skarbowej. Wyższy - 14-piętrowym, mającym 62 metry  wysokości - był domem dla pracowników urzędu. Nowoczesne mieszkania miały centralnie ogrzewane i ciepłą wodę. A na wysokości czwartego piętra budynki połączono przejściem, by idący do pracy nie musieli wychodzić na ulicę.

Aby szybkie windy działały bez zarzutu a zimą w całym gmachu było ciepło, palacz i windziarz dostali mieszkania na ostatnim piętrze. Projektanci postanowili w ten sposób zmusić ich do solidnej pracy. Windziarz dbał o dźwigi by nie musieć chodzić schodami na samą górę. A palacz pilnował pieca, bo inaczej jemu pierwszemu brakowałoby ciepłej wody.

Masywny wieżowiec- najlepszy przykład polskiego funkcjonalizmu - został zbudowany na bazie ważącej ponad tysiąc ton stalowej konstrukcji. Jej budowa była ratunkiem dla śląskich hut, które odczuwały skutki kryzysu gospodarczego. O budowaniu stalowego szkieletu powstał nawet film dokumentalny, który wyświetlano w kinach. Budynek był dumą mieszkańców miasta i obiektem zazdrości Niemców. Widać go było zza ciągnącej się kilka kilometrów za Katowicami granicy.

Kiedy oddawano do użytku drapacz chmur, w Krynicy-Zdroju dochodziły końca prace wykończeniowe w Patrii - luksusowym hotelu zbudowanym przez Jana Kiepurę. Na jego budowę namówił słynnego tenora inżynier i przemysłowiec Zygmunt Protassewicz, mąż Jadwigi Smosarskiej. Czterokondygnacyjny budynek został zbudowany na wzór hoteli w alpejskich kurortach i był najnowocześniejszym obiektem w mieście. Miał centralne ogrzewanie, centralę telefoniczną i wielkie obrotowe drzwi, które przetrwały do dzisiaj. Wciąż też można jeździć przedwojennymi windami a w łazienkach podziwiać oryginalną armaturę. Były w nie wyposażone wszystkie pokoje, podobnie jak w radioodbiorniki i ciepłą wodę. W budynku była przeszklona restauracja, sala balowa, cocktail bar i basen. Hol i recepcję wyłożono marmurem i alabastrem. Mozaiki na podłodze Patrii przypominają te z Sejmu. Po oddaniu do użytku hotelu jego architekt Bohdan Pniewski włączył się do prac nad kompleksem sejmowym.

Modernistyczny gmach uroczyście otwarto na Boże Narodzenie 1933 roku. Zarządzał nim ojciec tenora, Franciszek Kiepura. Po wojnie hotel został znacjonalizowany i przeobrażony w sanatorium i takim jest do dzisiaj. Nie pozwolono w nim zamieszkać artyście, kiedy pod koniec lat 50-tych odwiedził Krynicę. Wdowa po tenorze, Marta Eggerth, próbowała odzyskać budynek. Jednak NSA podtrzymał orzeczenie, które zapadło przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym w Warszawie w styczniu 2007 r. W myśl wyroku roszczenia były bezzasadne ponieważ Jan Kiepura otrzymał za hotel po wojnie odszkodowanie.

Polski, przedwojenny modernizm w Polsce, podobnie jak w innych krajach,  był w architekturze odpowiedzią na nowe wymagania człowieka dotyczące estetyki, ładu i higieny. Obok eleganckich willi i budynków użyteczności publicznej powstawały pierwsze modernistyczne osiedla. Po wojnie kubistyczne formy domów dały początek pseudo-modernistycznym blokowiskom a sposób ich budowania był do końca lat 80-tych sztywno określony wytycznymi KC PZPR. Trudno jednak dopatrzeć się w nich piękna. Za to obiekty powstałe przed kilkudziesięciu laty wciąż wydają się atrakcyjne i nowoczesne. Modernistyczna, przedwojenna estetyka jest wciąż chętnie stosowana przez architektów i projektantów.    

ew

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy