Polski Hyde Park

Podziemia pałacu Potockich „Pod Baranami” na Rynku Głównym w Krakowie miały być miejscem spotkań studentów. I od 62 lat jest to najlepsza scena kabaretowa w Polsce. A przez wiele lat była ona miejscem, w którym omijano, a nawet wyśmiewano cenzurę i głośno wypowiadano opinie dotyczące ustroju i polityków. Duszą i mentorem Piwnicy był, i mimo śmierci wciąż pozostaje, Piotr Skrzynecki.

- Nie stawiamy sobie żadnych apriorycznych programów. Uwolnić się od schematów starych, nie przyjmować nowych, to chyba nasze największe marzenie. Przede wszystkim jednak zrozumieć i poznać siebie - mówił w maju 1956 roku na krótko po inauguracji Piwnicy pod Baranami Piotr Skrzynecki. Początkowo działała ona jako studencki Klub Młodzieży Twórczej należący do Krakowskiego Domu Kultury. Jednak szybko przekształciła się w kabaret, którego pierwsze przedstawienie odbyło się w grudniu 1956 roku - dwa miesiące po ogłoszeniu przez Gomułkę "odwilży". Program inaugurujący działalność był składanką muzyczno-recytatorską. Scenę zdobiły reprodukcje obrazów Kandinskiego, de Silvy i Picassa. Wstęp był wolny, a gości częstowano czerwonym, polskim winem. Na prowizorycznej, zbitej z desek scenie wystąpili wtedy m.in. Barbara Nawratowicz, Pusia Pawełek, Krzysztof Litwin i Ryszard Fischbach.

Reklama

W założeniu miejsca pomagali między innymi rzeźbiarz Bronisław Chromy i kompozytor Krzysztof Penderecki, jednak osobistością, która przez ponad 40 lat kształtowała Piwnicę był Piotr Skrzynecki. Jego występy słynęły z mikrofonowych improwizacji, w których - niczym wirtuoz - łączył powagę z kpiną, a głębokie przemyślenia z drwiną i ironią. Jednak to nie on, a reżyser i scenarzysta Krzysztof Zrałek (Pankiewicz) był pierwszym konferansjerem kabaretu. Piotr Skrzynecki pojawił się w tej roli dopiero po kilku przedstawieniach. Na jego występ publiczność żywiołowo zareagowała, choć - jak wspominał po latach - w dość zaskakujący sposób. -  I kiedy spróbowałem ludzie zaczęli się strasznie śmiać, chociaż w ogóle nie rozumieli, co mówię - mówił Skrzynecki.

Pierwsze przedstawienia nie wzbudziły zachwytu. Ale szybko, bo już na przełomie lat 50. i 60. działający w sercu Krakowa kabaret zyskał uznanie i popularność. Teksty do przedstawień pisał Wiesław Dymny, muzykę komponował Zygmunt Konieczny, a piosenki wykonywali między innymi Ewa Demarczyk, Krystyna Zachwatowicz, Marek Grechuta i Krzysztof Litwin. Potem miejsce niektórych z nich zajęli Halina Wyrodek, Anna Szałapak, Zbigniew Preisner, Grzegorz Turnau i Jacek Wójcicki. - To cud, kompletny cud, że stale przychodzą nowi wspaniali kompozytorzy, śpiewacy, scenografowie, aktorzy. I tak bez specjalnych pieniędzy, właściwie z niczego powstają nowe pomysł, programy - oceniał kolejną zmianę Piotr Skrzynecki.

To dzięki niemu Piwnica powoli obrastała legendą, on zaś - stał się jedną z największych osobistości Krakowa i uosobieniem piwnicznego stylu.

Nie brakowało w nim jawnej krytyki wobec panującego w Polsce ustroju. Wyśmiewano cenzurę cytując fragmenty z przemówień partyjnych i teksty z Trybuny Ludu. Polityczne monologi głosem W. Gomułki wygłaszał Wiesław Dymny. Aleksandra Maurer śpiewała wiersze zakazanego przez cenzurę emigracyjnego poety Stanisława Balińskiego. Zbigniew Raj wykonywał zaś "Akt abolicji" do tekstu wyroku z marca 1983 r., skazującego Obywatela Skrzyneckiego Piotra na grzywnę za to, że "(...) nie opuścił zbiegowiska publicznego, pomimo wezwania do tego uprawnionych organów MO i swoją postawą, opanowaniem i spokojem jakby podtrzymywał demonstrujący tłum na duchu". A po 13 grudnia w Piwnicy pod Baranami śpiewano "Dekret o Stanie Wojennym".

Piotr Skrzynecki również wielokrotnie, głośno wyrażał swoje polityczne zapatrywania. W 1970 r. zorganizował wielki bal na pożegnanie komuny, a w trakcie przedstawień rozdawał "materiały do budowy lepszej przyszłości". Były nimi rupiecie: stare zabawki, deski, połamane meble. Na początku lat osiemdziesiątych, podczas występów w warszawskiej Stodole na scenie zawisła klatka z popiersiem Lenina. Ambasada radziecka uznała to za afront i zażądała wyciągnięcia konsekwencji. - Chcieliśmy do klatki wsadzić papugę, ale się nie mieściła. Wzięliśmy to, co było pod ręką - tłumaczył potem Skrzynecki zniesmaczonym aparatczykom PZPR.

Oprócz występów kabaretu, Piwnica pod Baranami organizowała "opłatek" i "jajeczko". Urządzała widowiska plenerowe; Hołd Pruski i Wjazd księcia Józefa Poniatowskiego do Krakowa. Zapraszała również na bale. Jeden z najsłynniejszych zorganizowany został w latach 70-tych w Sukiennicach. Występujący i publiczność hucznie obchodzili kolejne rocznice istnienia sceny. W 1965 roku z okazji 10-lecia powstania widzowie zostali zaproszeni na program, którego tytuł zaczerpnięto z broszury dla gospodyń wiejskich: "Jak żyliśmy, jak żyjemy i do czego doprowadziliśmy nasze mieszkania". Osiem lat później goście piwnicy mogli obejrzeć "Feeries Fanstastiques, czyli życie Stanisława C. z Krakowa, czyli Chiny wczoraj i dziś".  

Od początku utworami śpiewanymi w Piwnicy były fragmenty prozy: Biblii, wywiadu z Adrianną Gierek, córką Edwarda Gierka, instrukcji obsługi. W pałacu Potockich wybrzmiewała Dezyderata i opublikowany w starej encyklopedii przepis na rozmnażanie ślimaków. Na wzór Marcela Duchampa scenę kabaretu zdobiły "martwe przedmioty", a kostiumami były zwykle zdekompletowane stroje, stare peruki i dziurawe kapelusze. Zasiadający na widowni musieli być przygotowani na wszystko. Zdarzało się, że rzucano w nich poszatkowaną kapustę, pieniądze, porwane szmaty i lano wodę.

Piwnica wielokrotnie wyruszała w tournée. Jej przedstawienia można było oglądać m.in. w Arezzo, Kolonii, Paryżu i Wiedniu. O Piotrze Skrzyneckim i jego podopiecznych kręcono filmy dokumentalne i pisano książki. - Nasz kabaret jest formą otwartą. Koniecznie musi przyjść pianista, musi przyjść konferansjer, musi przyjść publiczność. Artyści w zasadzie nie muszą przychodzić - mawiał o przedstawieniach spiritus movens Piwnicy.

Piotr Skrzynecki odszedł w 1997 roku. Po jego śmierci Towarzystwo Przyjaciół Piwnicy pod Baranami i artyści kabaretu na wspólnym zdecydowali, że Piwnica istnieć będzie dalej. Od 1998 roku tradycją stały się koncerty w Teatrze Juliusza Słowackiego obchodzone w dniu urodzin Piotra Skrzyneckiego.   

ew

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy