Reklama

Reklama

Kataklizm w Japonii

Poziom promieniowania w Tokio taki jak przed awarią

Sytuacja w japońskiej elektrowni atomowej wydaje się stabilizować, a poziom promieniowania w niezbyt oddalonym Tokio jest taki jak przed awarią - uspokajali na konferencji prasowej w Warszawie przedstawiciele Państwowej Agencji Atomistyki.

- W elektrowni Fukushima sytuacja nie uległa wyraźnym zmianom, wydaje się w miarę stabilna - zaznaczył dyrektor Departamentu Nauki, Szkolenia i Informacji Społecznej w PAA Piotr Jaracz. Według niego, udało się podnieść poziom wody nawet w najbardziej narażonym reaktorze, nie wydaje się, aby zagrażał kolejny wybuch. Do chłodzenia reaktorów Japończycy sprowadzają na miejsce awarii specjalne, bardzo wydajne pompy, które będą czerpać wodę ze studni głębinowych, być może uda się także uruchomić pompy uszkodzone przez tsunami.

Reklama

W niektórych nieewakuowanych rejonach poziom promieniowania jest pięciokrotnie wyższy niż przed awarią - jednak przeciętna osoba bez istotnego uszczerbku na zdrowiu może tam przebywać do 1200 dni (o ile będzie spożywać wyłącznie nieskażone produkty). W Tokio poziom promieniowania jest taki sam, jaki był przed awarią. - Czas pracuje dla nas - reaktory wydzielają coraz mniej ciepła, a uwolnione izotopy promieniotwórcze ulegają rozpadowi - podkreślił Jaracz.

Rząd japoński podniósł dopuszczalną dawkę napromieniowania dla osób walczących z awarią ze 100 do 250 milisiwertów. Według ekspertów, w Polsce w razie poważnej awarii można byłoby powołać ochotników, którzy byliby narażeni na niezagrażającą poważnymi konsekwencjami dawkę maksimum 500 milisiwertów - w takich wypadkach pracownicy mają indywidualne dozymetry pokazujące wielkość dawki i wymieniają się przy pracy, by uniknąć zbytniego napromieniowania.

Wiele osób pyta w aptekach o płyn Lugola, który podawano po awarii w Czarnobylu. Jak wyjaśnił dyrektor Centrum do Spraw Zdarzeń Radiacyjnych, Andrzej Kowalczyk, płyn Lugola nie jest już stosowany. Zastąpiły go tabletki jodowe. Tabletki te są wprawdzie dostępne w niektórych aptekach, ale tylko na receptę (50 tabletek kosztuje około 15 zł). Zapasy tabletek przechowuje Agencja Rezerw Materiałowych - w każdym województwie jest minimum jeden punkt z tabletkami. Gdyby zaszła konieczność, w ciągu kilku, kilkunastu godzin rozpoczęłaby się dystrybucja - w zeszłym roku system został ćwiczebnie wypróbowany i wiadomo, że działa sprawnie. Nie ma powodu do paniki - Japonia jest daleko, a nawet tam nie wydaje się tabletek ludności.

Same w sobie związki jodu w nie są wprawdzie - w rozsądnych dawkach - trujące, ale w przypadku uczulenia na jod może dojść do niebezpiecznej reakcji alergicznej. To jeszcze jeden argument przeciw przyjmowaniu preparatów jodu na własną rękę - mówił Jaracz.

Towary sprowadzane z Japonii, na przykład samochody, będą rutynowo sprawdzane - na razie jednak nic nie wskazuje, by istniało zagrożenie promieniowaniem - zaznaczył rzecznik Państwowej Agencji Atomistyki Stanisław Latek. Zwłaszcza lotniska wyposażone są w bardzo czułe bramki wykrywające materiały radioaktywne. Urządzenia te alarmują nawet gdy wykryją słabe promieniowanie izotopu potasu, występującego naturalnie w bananach czy nawozach sztucznych.

Nawet gdyby jakieś towary lub żywność okazały się skażone jodem 131, wystarczy zmagazynować je na pewien czas, a problem sam się rozwiąże - połowa promieniotwórczego jodu rozpada się w ciągu ośmiu dni, po 16 dniach - jest go tylko jedna czwarta, po kolejnych - jedna ósma. Po awarii w Czarnobylu skażone mleko przerabiano na mleko w proszku, które po kilkudziesięciu dniach nie stanowiło zagrożenia dla zdrowia. Gorsze byłoby skażenie promieniotwórczym cezem, który ma okres półrozpadu 30 lat - ale nie powstaje go wiele.

Dowiedz się więcej na temat: Japonia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje