Reklama

Reklama

Kataklizm w Japonii

Relacje Polaków mieszkających w Japonii

- Pierwszy raz w ciągu dwóch lat przeżyłem podobne trzęsienie ziemi. Nawet w Hokkaido, gdzie zwykle wibracje są słabe, budynki trzęsły się na tyle mocno, że wszystko pospadało z półek. Ciągle słyszymy syreny alarmowe - mówi INTERIA.PL Michał Mazur, Polak mieszkający w Sapporo.

- Jestem w kontakcie ze znajomymi w Tokio, którzy musieli opuścić swoje miejsca pracy z powodu groźby zawalenia budynku. Popękane chodniki, zbliżająca się do wybrzeża fala tsunami i strach to główny temat wszystkich stacji telewizyjnych, które przestały nadawać regularne programy - dodaje Michał Mazur.

Reklama

- Trzęsienie ziemi nie jest w Japonii niczym zaskakującym i każdy mieszkaniec wie jak należy się zachować w sytuacji kryzysowej - opowiada - Zarówno w szkołach, jak i miejscach pracy odbywają się specjalne treningi, gdzie wyjaśnia się zasady postępowania w przypadku katastrofy. W większości prywatnych mieszkań w standardowym wyposażeniu są specjalne plecaki, gdzie wsadzono użyteczne przedmioty, jak latarka, rękawiczki, zestaw pierwszej pomocy, zapałki, czy radio. W większości dużych miast istnieje możliwość udania się do tzw. "Centrum Prewencji Trzęsień Ziemi", gdzie można uzyskać wszystkie konieczne informacje, a nawet doświadczyć efektów trzęsienia ziemi na własnej skórze za sprawą specjalnego symulatora komputerowego - opowiada specjalnie dla INTERIA.PL Michał Mazur.

- Trzęsienie ziemi spotkało mnie z synem w trakcie przesiadki na samolot do Stanów Zjednoczonych. Przed samym lotem nagle zarządzono ewakuację lotniska i musieliśmy stać w zimnie czekając, aż sytuacja się unormuje. Na zewnątrz rozciągnął się przed nami smutny obraz zniszczeń: popękane ściany, zawalony sufit i rozbite szyby. Dzisiejszą noc spędzimy na lotnisku gdyż wszystkie loty zostały odwołane i są nikłe szanse, że jutro sytuacja się zmieni. Japończycy zareagowali na wszystko ze spokojem, przygotowani od dawna na podobną ewentualność. Obcokrajowcy są dużo bardziej nerwowi, ale wszyscy starają się zachować zimną krew - opowiada dla INTERIA.PL Edyta Rzepka z lotniska Narita w Tokio.

- Czas spędzamy z zaprzyjaźnioną rodziną oraz innymi spotkanymi ludźmi. Panuje atmosfera życzliwości i wszyscy nawzajem się wspierają. Poznałam się z pewnym młodym małżeństwem, którzy udawali się właśnie na swoją podróż poślubną, tak niefortunnie przerwaną. Obsługa lotniska troskliwie się nami zajmuje, rozdysponowując ciepłe koce, wodę, krakersy i na bieżąco nas informuje o sytuacji. Po głównej fali trzęsień ziemi nadal odczuwalne są towarzyszące im wstrząsy wtórne - opowiada Edyta Rzepka.

- W Chibie, oddalonej o koło 300 km od epicentrum trzęsienia, wstrząsy były wyraźnie odczuwalne, trwały kilka minut, potem zaś był jeszcze silniejszy wstrząs wtórny. Nadal co jakiś czas czuć kołysanie - relacjonuje z kolei Eliza Gromada, polska japonistka przebywająca w Tokio - W naszym biurze dwukrotnie nas ewakuowano, nim w końcu zadecydowano, że mamy się rozejść do domów, głównie z powodu zagrożenia tsunami. Współpracownicy na początku nawet nie zwrócili uwagi na kołysanie, ale gdy wstrząsy nagle przybrały na sile, natychmiast pochowali się pod biurkami, a gdy się uspokoiły wyszliśmy na zewnątrz budynku, do pobliskiego parku. Tam z głośników informowano ludzi, by zachowali spokój. Nie wiadomo skąd sączyła się woda, były popękane chodniki. Po powrocie do biura nikt już nie myślał o pracy - wszyscy śledzili wiadomości o szkodach wyrządzonych przez katastrofę i zbliżającym się tsunami. Szczególnie przestraszyły nas zdjęcia z pobliskiej Ishihary, gdzie palą się zbiorniki z gazem.

Dowiedz się więcej na temat: trzęsienie ziemi | ziemie | mieszkanie | pierwszy raz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje