Reklama

Reklama

Afera Amber Gold. Mąka: Marcin P. wprowadził resort gospodarki w błąd

Szef Amber Gold Marcin P. wprowadził w błąd Ministerstwo Gospodarki oświadczając, że spełnia warunki by kierować domem składowym; gdy resort to ustalił, niezwłocznie wykreślił Amber Gold z rejestru domów składowych - powiedział przed komisją śledczą były dyrektor Departamentu Administrowania Obrotem w Ministerstwie Gospodarki Jarosław Mąka.

Rejestracja Amber Gold

Spółka Amber Gold została wpisana do rejestru domów składowych, dane zamieszczone we wniosku uznawaliśmy za prawdziwe; następnie zawiadomiliśmy o tej rejestracji biuro kontroli - mówił komisji śledczej b. dyrektor Departamentu Administrowania Obrotem w Ministerstwie Gospodarki Jarosław Mąka.

Reklama

Na wstępie przesłuchania poseł PiS Jarosław Krajewski spytał o - złożony w grudniu 2009 r. w resorcie gospodarki - wniosek Amber Gold o wpisanie jej do rejestru domów składowych, do którego firma ta została wpisana na początku stycznia 2010 r.

Krajewski wskazywał, że we wniosku spółka podała adres, pod którym mieściła się opuszczona kamienica z powybijanymi oknami. "Był to budynek w opłakanym, fatalnym stanie. Czy tak powinna wyglądać siedziba domu składowego, który jest pod nadzorem ministra gospodarki?" - pytał poseł. Dodał, że dopiero po trzech miesiącach spółka zmieniła siedzibę.

Odpowiadając Mąka przyznał, że dopiero podczas wtorkowego przesłuchania dowiedział się jak wyglądała ówczesna siedziba Amber Gold. "Dane przedstawione we wniosku uznajemy za dane prawdziwe. Na tym etapie nie sprawdzamy siedziby, ani nie kontrolujemy tych informacji" - powiedział Mąka.

"Jeśli chodzi o sprawy departamentu, który ja reprezentowałem w tym czasie, to do nas należały warunki rejestracji, więc przyjęcie wniosku" - wskazał. Świadek dodał, że ówcześnie obowiązujące przepisy przewidywały, iż uznawało się, że dane zamieszczone we wniosku są prawdziwe.

"Jakiś czas po zarejestrowaniu powiadomiliśmy biuro kontroli ministerstwa, że tego typu rejestracja została dokonana. Sprawami kontroli przedsiębiorców nadzorowanych przez ministra gospodarki zajmuje się i nadzoruje biuro kontroli" - powiedział Mąka.

Świadek podkreślił jednocześnie, że Amber Gold podając we wniosku miejsca składowe wskazała również BGŻ i skrytki składowe.

Krajewski pytał świadka, czy resort gospodarki wykazywał jakiekolwiek zainteresowanie realnością siedziby spółki Amber Gold jako domu składowego, która bardzo szybko otrzymała zgodę na prowadzenie działalności.

"Gdybym miał z tym domem współpracować jako przedsiębiorca na pewno bym sprawdził z kim ta współpraca będzie przebiegała" - stwierdził Mąka.

"Taka siedziba spółki Amber Gold powinna dać do myślenia również funkcjonariuszom publicznym (...), że jest to podmiot, który zamierza prowadzić działalność koncesjonowaną (...) i przedstawia swoją siedzibę jako kamienicę w opłakanym stanie. Rozumiem, że w tamtym czasie nie mieliście takiej refleksji, wiedzy, ani nie było to w państwa zainteresowaniu" - ocenił Krajewski. 

Marcin P. wprowadził resort gospodarki w błąd

Odpowiadając na pytania Andżeliki Możdżanowskiej (PSL) Mąka przyznał, że Marcin P. wprowadził w błąd resort gospodarki, co "znalazło odzwierciedlenie w późniejszych działaniach" tego resortu.

"Po otrzymaniu informacji z Komisji Nadzoru Finansowego, że P. był skazany (...) wezwaliśmy P. do złożenia zaświadczenia o niekaralności. Wtedy była taka zabawa w ciuciubabkę ze strony Amber Gold, które nie nadsyłając nam zaświadczenia o niekaralności P. dokonało zmiany na stanowisku prezesa i przysłano nam zaświadczenie o niekaralności Katarzyny P. (żony Marcina P. - PAP)" - powiedział świadek.

Mąka podkreślił, że informacja o zmianie na stanowisku prezesa Amber Gold nie została przyjęta przez MG. "W związku z tym (...) wystąpiliśmy sami do Krajowego Rejestru Skazanych o informację. Otrzymaliśmy ją 7 czerwca 2010 r. i wynikało z niej, że P. ma na swoim koncie już pięć wyroków" - powiedział.

Dlatego - jak zeznał - 22 czerwca 2010 r. wykreślono Amber Gold z rejestru domów składowych. Zawiadomiono o tym fakcie sąd rejestrowy w Gdańsku, KNF, gdański oddział banku BGŻ oraz Prokuraturę Rejonową Gdańsk-Śródmieście. Prokuratura została też poinformowana o złożeniu przez Amber Gold oświadczenia niezgodnego ze stanem faktycznym.

"15 lipca dostaliśmy pismo z prokuratury o odmowie wszczęcia dochodzenia w sprawie złożenia nieprawidłowego oświadczenia" - zeznał Mąka. 

Spotkanie z ABW

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) spytała, kiedy - od momentu wpłynięcia w końcu grudnia 2009 r. do MG wniosku Amber Gold ws rejestracji spółki jako domu składowego - po raz pierwszy doszło do spotkania z przedstawicielem ABW. "Czy to był styczeń, czy luty 2010 r." - dopytywała.

"To był dosyć krótki okres. Poinformowałem wtedy, że jest zaskakujący wniosek, w którym na skład chcą przyjmować metale szlachetne i jako ministerstwo właściwe do spraw gospodarki my nie mamy możliwości niezarejestrowania tego wniosku (...) natomiast naszym zdaniem wymagało to oceny ze strony służb" - zeznał Mąka, który był dyrektorem Departamentu Administrowania Obrotem w Ministerstwie Gospodarki.

Dodał, że przekazał funkcjonariuszowi Agencji kserokopie dokumentów. Jak zeznał, funkcjonariusz miał odpowiedzieć, że "przekaże je do weryfikacji odpowiednim komórkom u siebie".

Mąka powiedział, że gdy okazało, że szef Amber Gold Marcin P. był karany, jego spółka została wykreślona z rejestru domów składowych - doszło do tego w czerwcu 2010 r. Zeznał, że wpłynął wtedy kolejny wniosek o zarejestrowanie Amber Gold jako domu składowego, tym razem z Niemiec. "Dla nas to było zaskakujące, że firma zarejestrowana w Gdańsku, dostarcza dokumenty z Niemiec" - powiedział Mąka.

Doszło więc wtedy do spotkania z przedstawicielem ABW w tej sprawie. "Odniosłem wrażenie, że nie kierowały tym panem emocje" - powiedział świadek, pytany o przebieg rozmowy z funkcjonariuszem ABW.

Szefowa komisji Małgorzata Wassermann (PiS) odnosząc się do tych informacji zwróciła uwagę "opinii publicznej", że już na początku 2010 roku doszło do powiadomieniu ABW o firmie Amber Gold i jego właścicielu, a komisja śledcza dysponuje dokumentami w tej sprawie.

Poseł Marek Suski (PiS) pytał świadka czy jest możliwe, by szef Amber Gold Marcin P., który ukończył technikum ekonomiczne, miał "ogromną wiedzę i umiejętność wykorzystywania luk w prawie", czy w jakimś sensie "musiał być przez wysokich fachowców informowany i kierowany". "Panie pośle skłaniam się ku drugiej części pytania" - odparł Mąka.

"W momencie, w którym otrzymaliśmy faks, gdzie w jego stopce był numer telefonu z Kolonii, spowodowało to, że nabraliśmy jeszcze większej czujności, jeśli chodzi o tego typu firmę" - dodał.

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) spytał świadka, dlaczego Amber Gold nie była traktowana ze specjalną uwagą przez departament przez niego kierowany, skoro była pierwszym od lat wnioskodawcą, występującym o rejestrację domu składowego. Mąka odpowiedział, że jak wyszły na jaw nieprawidłowości związane z Amber Gold i Marcinem P., jego departament trzykrotnie na stronach internetowych zamieszczał informacje o tych nieprawidłowościach.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy