Amber Gold. Rostowski zeznaje przed komisją śledczą

W środę sejmowa komisja śledcza przesłuchuje byłego ministra finansów w rządzie PO-PSL Jana Vincenta Rostowskiego. Do jednego z wielu spięć doszło, kiedy przewodnicząca Małgorzata Wassermann przytoczyła fragmenty zeznań złożonych przez funkcjonariuszy ABW. Rostowski powiedział, że nie oglądał tych zeznań i z uwagi na sposób, w jaki Wassermann prowadzi komisję, nie może mieć do niej pełnego zaufania, że "tak było". "Jak pan śmie, mając taką historię trzyletnią w swoim ministerstwie, mówić do mnie coś takiego i obrażać mnie którąś godzinę?" - odpowiadała Wassermann.

"Ja tylko chcę powiedzieć, że wtedy, kiedy Platforma Obywatelska rządziła, kiedy ja i wielu kolegów piastowaliśmy wysokie funkcję w państwie, to dla nas najważniejszą podstawą naszego działania była konstytucja, ustawy zgodne z tą konstytucją i praworządność. Tego niestety dzisiaj nie można powiedzieć" - oświadczył na początku Jacek Rostowski.

Reklama

W odpowiedzi na te słowa przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) odpowiedziała: "a dla nas najważniejsze jest to, żeby był porządek, żeby była uczciwość, sprawiedliwość, żeby przestępcy byli w więzieniach, a ludzie niewinni nie dostawali politycznych wyroków".

Rostowski powiedział na to, że "aby to było możliwe potrzebna jest praworządność".

"Notatka bardzo mnie zaniepokoiła"

Po tym przewodnicząca przeszła do zadawania pytań. Zaczęła od tego, kiedy świadek dowiedział się o istnieniu Amber Gold. Rostowski odpowiedział, że dowiedział się z notatki ówczesnego szefa ABW Krzysztofa Bondaryka, która 24 maja 2012 r. została wysłana do najważniejszych osób w państwie m.in. do ówczesnego prezydenta Bronisława Komorowskiego czy ministra finansów. Była to informacja z art. 18 ustawy o ABW, czyli mogąca mieć istotne znaczenie dla bezpieczeństwa i międzynarodowej pozycji RP. W piśmie poinformowano, że w ocenie Agencji Amber Gold to piramida finansowa, a środki klientów wyprowadzane są do należących do spółki linii lotniczych OLT Express, oraz że w najbliższych dniach ABW złoży zawiadomienie do prokuratury.

"Ta notatka bardzo mnie zaniepokoiła" - mówił. Jak dodał, był zaniepokojony rozbudową linii lotniczych OLT Express.

Świadek mówił, że po otrzymaniu notatki 28 maja 2012 r., wezwał b. wiceszefa MF Andrzeja Parafianowicza i rozmawiał z nim na temat realizacji. Parafianowicz zapewniał go, że MF ściśle współpracuje w kwestii Amber Gold z ABW, który jest w tej realizacji instytucją wiodącą. Jak dodał, wydał swojemu zastępcy polecenie, aby jak najściślej współpracować z ABW.

"Poinformowałem premiera Donalda Tuska o możliwości upadku linii OLT Express podczas wyjazdu rządu do Włoch" - powiedział.

„Nie myślałem, że piramida finansowa może być taka duża"

Przewodnicząca komisji dopytywała świadka, czy pytał swojego zastępcę Andrzeja Parafianowicza, w którym urzędzie skarbowym zarejestrowany jest Amber Gold, czy płaci podatki i jakie ma obroty.

"Nie" - odparł krótko Rostowski.

Dopytywany dlaczego go to nie interesowało świadek zeznał, że tym zajmował się wiceminister Parafianowicz.

"Z mojego punktu widzenia (...) problem nie polegał na tym, ile podatku oni (Amber Gold - PAP) są winni. Problem polegał na tym, że było OLT, które mogło upaść i spowodować bardzo poważne problemy dla ludzi, którzy nie mogliby wrócić do kraju" - stwierdził Rostowski. Dodał, że później okazało się, że większość lotów przewoźnika odbywała się po kraju.

"Myśmy wtedy nie wiedzieli, ja nie myślałem, że ta część finansowa tego problemu, czyli że sama piramida finansowa może być taka duża" - dodał.

Sprawę Amber Gold zostawił zastępcy

Szefowa komisji pytała jednak, jak to możliwe, że w kontekście sprawy Amber Gold ministra finansów interesowało to, co de facto powinno zainteresować ministra infrastruktury.

"Już było wiadomo, że jeżeli jest to piramida finansowa, to jest to działalność przestępcza i to było najważniejsze" - odparł.

"Właśnie dlatego poleciłem ministrowi Parafianowiczowi, aby ściśle w tej sprawie współpracował z ABW" - dodał, odpowiadając na kolejne pytania szefowej komisji.

"I niczym więcej się pan już nie interesował w tej sprawie?" - dopytywała Wassermann. "Do upadku Amber Gold nie interesowałem się tą sprawą" - odpowiedział Rostowski.

Jak tłumaczył, w pierwszej połowie 2012 r. Europa była "na krawędzi katastrofy, bo szło w kierunku rozkładu strefy euro". "Już mieliśmy w Polsce ostre spowolnienie, które powodowało znaczne pogorszenie stanu finansów publicznych. Minister finansów głównie zajmował się tymi sprawami, i skoro miał bardzo kompetentnego zastępcę, który tym się zajmował, to jemu to zostawił" - powiedział były szef MF.

"Prokuratura nie chciała tej sprawy ciągnąć"

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann pytała o informację ws. Amber Gold, którą na posiedzeniu Sejmu w końcu sierpnia 2012 r. przedstawi Rostowski.

"Poinformowałem (...) jakie zasadnicze prawo zostało złamane przy tym oszustwie, tzn. Prawo bankowe, dlaczego to się stało i głównie na skutek tego, że prokuratura nie chciała tej sprawy ciągnąć. Ale także dlatego, że UOKiK akceptował, czego dowiedziałem się później, reklamy ze strony Amber Gold, które nigdy nie powinny być akceptowane, jakie były niedociągnięcia służb skarbowych w tym zakresie (...) i jakie działania podjęliśmy" - powiedział Rostowski.

Jak podkreślił, wśród podjętych działań wyróżnił spotkanie Komitetu Stabilności Finansowej 16 sierpnia 2012 r. oraz "rekomendacje" z niego płynące. 

"Jak było widać, że Amber Gold upada to pierwsza rzecz, którą musieliśmy się zająć to były potencjalne skutki dla stabilności całego systemu finansowego i dlatego powołałem jako przewodniczący Komitetu Stabilności Finansowej posiedzenie tego komitetu, na które zaprosiliśmy także ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina i ABW" - powiedział b. minister finansów.

Słowne przepychanki

Przesłuchaniu Rostowskiego towarzyszyły liczne spięcia między przewodniczącą komisji i Rostowskim; Wassermann zadawała pytania, a świadek prosił o możliwość dokończenia odpowiedzi. W efekcie między przewodniczącą i świadkiem wywiązywały się długie wymiany zdań. W wymianę argumentów włączał się także w kilku momentach pełnomocnik Rostowskiego, prof. Marek Chmaj.

W pewnym momencie Witold Zembaczyński (Nowoczesna) zgłosił wniosek formalny, aby ze względu na wagę przesłuchania Rostowskiego zawrzeć "dżentelmeńskie" porozumienie. Pytał, czy będzie szansa na to, aby inni członkowie komisji nie musieli "czekać 3,5 godziny" na możliwość zadania pytania świadkowi. Postulował, aby były tury pytań.

Wassermann przyznała posłowi Nowoczesnej rację, ale zaznaczyła, że "niektórzy świadkowie mają taki zwyczaj, (że) odpowiadają bardzo długo, a niektórzy krócej". 

Jednak potem znowu nastąpiła długa wymiana zdań między Wassermann i Rostowskim m.in. na temat pracy urzędów skarbowych, w tym Pomorskiego Urzędu Skarbowego.

"Jeśli chodzi o Pomorsku Urząd Skarbowy to ja uważałem (...), że ten Pomorski Urząd Skarbowy działał, wtedy byłem przekonany, że na pewno działał prawidłowo, prowadził kontrolę itd. Teraz oczywiście przy takim bardzo dokładnym prześwietleniu jakieś słabości może występują, ale nie jestem przekonany, że to było tak złe, jak pani wielokrotnie próbowała, uważam nieskutecznie, udowodnić" - powiedział Rostowski do przewodniczącej komisji.

"Musi pan przyznać, że takie informacje szokują"

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) zapytała świadka, czy wie, gdzie rozliczali się szefowie Amber Gold Marcin i Katarzyna P. Rostowski odpowiedział, że nie. Dopytywany, czy wie, kiedy został sformułowany na piśmie wniosek, aby przeprowadzić postępowanie wyjaśniające, czy małżonkowie P. mają nieujawnione źródła dochodu, Rostowski odpowiedział, że nie wie. Wassermann przypomniała, że był to 14 lutego 2012 r.

Posłanka PiS zwróciła uwagę, że I Urząd Skarbowy w Gdańsku w 2011 roku odnotował zakup przez AG udziałów w spółkach za 62,5 mln zł, zakup nieruchomości za 40 mln zł i ok. 80 pojazdów zarejestrowanych w 2011 r. na Amber Gold. "Musi pan przyznać, że takie informacje szokują w obliczu tego, że te spółki nie składają żadnych deklaracji, nie składają CIT-u. W związku z powyższym, skąd te 100 mln zł (suma za zakup udziałów w spółkach i zakup nieruchomości - PAP)" - pytała przewodnicząca. Rostowski odpowiedział na to, że "są jeszcze inne możliwości, dlatego uważam, że pani cała teza jest niesłuszna". "Samochody i nieruchomości kupuje się z przychodów, a nie z zysków, więc to, że nie składali oczywiście było nie do przyjęcia, ale to nie znaczy, że nie mogli mieć środków, aby kupić samochody, nieruchomości itd" - mówił.

Wassermann mówiła, że jeżeli urząd skarbowy ma podatnika, który się nie rozlicza, a wskazuje na majątek 100 mln zł, to powinno wzbudzić wątpliwości. Rostowski odpowiedział: "w pełni się zgadzam".

Wassermann stanowczo: Koniec tych bzdur

Przewodnicząca zapytała, czy skoro był dokument o postępowaniu wyjaśniającym dot. majątku małżonków P., a kontrola do upadłości nigdy nie została przeprowadzona, to czemu istniało przekonanie, że b. naczelnik I Urzędu Skarbowego w Gdańsku Violetta Gorecka dobrze pełniła swoje obowiązki. Rostowski odpowiedział, że do 30 sierpnia 2012 r., kiedy odbyła się w Sejmie debata na temat Amber Gold nie wiedział o nieprawidłowościach. Wówczas z mównicy sejmowej b. szef MF zwolnił dwóch naczelników urzędów skarbowych w Gdańsku.

"Fundamentalny błąd w pani tezie jest następujący: pani zakłada, że piramida Amber Gold upadłaby szybciej, gdyby urzędy skarbowe, służby skarbowe bardziej konsekwentnie egzekwowały powinności papierowe, albo nawet finansowe, od Amber Gold. Ja zasadniczo z tą tezą się nie zgadzam, dlatego, że jestem przekonany, że człowiek taki jak Marcin P. - bardzo przebiegły, gdyby był przyciskany, to zatrudniłby przestępczego, ale bardzo sprawnego księgowego, który by mu te wszystkie papiery przygotowywał i urzędu skarbowe by te wszystkie obowiązki papierowe dostawały od Amber Gold i jeszcze w dodatku dostawałyby pieniądze. Tutaj tkwi zasadniczy błąd w tezie pani przewodniczącej i posłów PiS. Zakładacie, że takie działanie ze strony urzędów skarbowych, jakkolwiek by nie było naganne i jakkolwiek by nie było niesłuszne, to prawidłowe działanie doprowadziłoby do szybszego ukrócenia piramidy. Obawiam się, że mogło być dokładnie odwrotnie" - mówił Rostowski.

W odpowiedzi Wassermann powiedziała: "koniec tych bzdur". Dodała, że to nie są odpowiedzi na pytania.

Rostowski stwierdził, że "absolutnie nie akceptuje (stwierdzenia), że takie działania służb, mimo, że powinny mieć miejsce, spowodowałyby szybszy upadek Amber Gold". Jak dodał, "P. by się przygotował, wszystkie papiery by przekazywał" i płacił podatki. Jak stwierdził, wówczas "jeszcze później urzędy by się zorientowały, co się dzieje".

"Piramidy - tak jak w Egipcie - są różnego rozmiaru"

"Np. Get-Back jest znacznie większą piramidą" - podkreślił, odpowiadając szefowej komisji Małgorzacie Wassermann (PiS) na pytanie, co mógł zrobić Parafianowicz, jako Generalny Inspektor Informacji Finansowej, gdy 2 listopada 2011 r. dowiedział się o sprawie Amber Gold od szefa KNF.

Faktem jest, że kontrola została wszczęta w Amber Gold - pierwsza w ogóle - na początku lutego 2012 r., czyli trzy miesiące po rozmowie z Jakubiakiem - mówił Rostowski. "Wtedy nikt nie wiedział, jak wielka ta piramida się okaże. Przewodniczący Jakubiak myślał, że to jest piramida, ale są piramidy - tak jak w Egipcie - różnego rozmiaru, np. Get-Back jest znacznie większą piramidą" - wskazał odpowiadając szefowej komisji Małgorzacie Wassermann (PiS) na pytanie, co mógł zrobić Parafianowicz, jako Generalny Inspektor Informacji Finansowej, gdy 2 listopada 2011 r. dowiedział się o sprawie Amber Gold od szefa KNF.

Jak powiedział, za rządów PO-PSL "była jedna taka afera - bardzo szokująca, dzisiaj, jak wiemy, za waszych rządów są znacznie bardziej szokujące afery, pięciokrotnie bardziej szokujące".

Na te słowa Rostowskiego zareagował wiceszef komisji Jarosław Krajewski (PiS): "To jest nieprawda, więc proszę nie wprowadzać w błąd". "To jest prawda i nie wprowadzam w błąd" - odparł Rostowski.

"Nie mówił pan, szanowna Platformo, łamiecie konstytucję"

Wtedy pełnomocnik świadka Marek Chmaj zapytał Krajewskiego, czy zadał pytanie, czy wygłosił oświadczenie. W reakcji Wassermann pytała Chmaja, w jakim trybie się wypowiedział.

"Bardzo proszę o przestrzeganie przepisów ustawy, przypominam pani, pani przewodnicząca, że składała pani ślubowanie poselskie, na podstawie artykułu 104 i zobowiązała się pani do przestrzegania konstytucji i obowiązującego prawa RP" - odpowiedział Chmaj.

"Panie mecenasie, a ja panu przypominam - jak pan tak często i chętnie zabiera głos - gdzie pan był, jak było 17 członków TK? Nie widziałam, by pan wyszedł do TVN lub gdziekolwiek indziej i mówił: szanowna Platformo, z którą czuję się tak bardzo związany, łamiecie konstytucję wprost. Koniec tematu" - zwróciła się do niego Wassermann.

A Chmaj odpowiedział jej: "Pani przewodnicząca, w jakim trybie pani wygłasza takie oświadczenia, żądam przestrzegania prawa na tej sali!".

Na to z kolei zareagował Krajewski: "Ja też żądam, by pan się dostosował do konstytucji i ustawy o sejmowej komisji śledczej!"

A Chmaj odparł, że jego wypowiedź jest na podstawie konstytucji i ustawy o komisji.

"Nie wiem, nie pamiętam"

W toku przesłuchania przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS) pytała świadka, co zrobił Andrzej Parafianowicz, b. wiceminister finansów, który pełnił też funkcję Generalnego Inspektora Kontroli Skarbowej oraz Generalnego Inspektora Informacji Finansowej, po tym jak na początku listopada 2011 r. otrzymał pierwszą informację o Amber Gold.

We wtorek Parafianowicz przyznał przed komisją, że 2 listopada 2011 r. ówczesny szef KNF Andrzej Jakubiak poinformował go o problemie z Amber Gold. "Z tego co pamiętam, mówił mi o narastającym problemie, zwłaszcza w kontekście braku reakcji prokuratury na składane zawiadomienia. Sugerował, czy służby skarbowe nie mogłyby przyjrzeć się temu tematowi" - mówił Parafianowicz.

"Co zrobił minister Parafianowicz po tej wiedzy, jaką uzyskał od pana Jakubiaka?" - pytała Rostowskiego szefowa komisji śledczej.

"Nie wiem, co zrobił, wiem tylko jakie były skutki. Skutki były takie, że I Urząd (Skarbowy w Gdańsku) rozpoczął nareszcie, po de facto trzech latach kontrolę w Amber Gold" - odparł b. szef MF.

"Czy mógł zrobić coś innego, czy zrobił coś innego - nie wiem" - dodał.

"Czy dobrze pan się bawi?"

Przesłuchanie Rostowskiego przez Wassermann ciągle przerywały wymiany zdań między nimi. Włączał się w nie również pełnomocnik świadka Marek Chmaj. W pewnym momencie Wassermann zwróciła się do Chmaja z pytaniem, czy dobrze się bawi. Chmaj zawnioskował o uchylenie tego pytania, a Wassermann się na to nie zgodziła. Wtedy pełnomocnik Rostowskiego odwołał się do komisji. W głosowaniu nie uchylono pytania, ale Wassermann przeszła do kolejnych zagadnień.

Chciała m.in. wiedzieć, dlaczego pozwolono, aby kontrolę dot. działalności Amber Gold prowadził urząd skarbowy, a nie został uruchomiony (Generalny) Inspektor Informacji Finansowej i nie wysłano stosowanego wniosku do Urzędu Kontroli Skarbowej, który - jak powiedziała Wassermann - ma mocniejsze uprawnienia.

"Oczywiście nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale mogę przypuszczać, że to jest dlatego, że nikt nie przypuszczał, że ta piramida (Amber Gold) jest tak duża. Ale oczywiście to jest tylko przypuszczenie" - powiedział Rostowski.

Jak kontynuował, Marcin P. zakupił na początku dwie "malutkie linie lotnicze". "Problem naprawdę z liniami lotniczymi powstał w kwietniu, jak rozkręciła się olbrzymia linia lotnicza OLT" - powiedział świadek. Wassermann zwróciła uwagę, że na te dwie linie w sumie przelano 299 mln zł.

"Wasze kłamstwa będą obnażone"

W tym momencie znowu doszło do wymiany zdań między świadkiem i przewodniczącą komisji. Wassermann oceniła, że Rostowski jest bardzo nieelegancki, ponieważ jej przerywa. Na to b. szef MF odpowiedział, że Wassermann cały czas uprawia politykę, a on nie ma zamiaru na to pozwolić swoim kosztem. Na kolejne uwagi, że jest "bardzo nieelegancki", Rostowski odparł: "Będę jakoś z tym żył".

Następnie Wassermann, odnosząc się do rządów Rostowskiego w resorcie finansów, powiedziała, że będzie miał poczucie humoru dopiero podczas obrad komisji śledczej ds. wyłudzeń VAT. "Na tę dopiero czekam, czekam z wielką antycypacją (...) wtedy zobaczymy, jak te wasze kłamstwa będą obnażone" - odpowiedział jej Rostowski.

"Najwięcej dziadostwa było u pana w ministerstwie"

Wassermann wróciła do wystąpienia Rostowskiego w Sejmie z końca sierpnia 2012 r., kiedy przedstawiał informację nt. Amber Gold. Jak wskazywała, wówczas Rostowski mówił, że trwa kontrola i wyciągnie daleko idące wnioski i surowe konsekwencje. Jak przypomniała przewodnicząca, Rostowski wyciągnął konsekwencje wobec dwóch naczelników urzędów skarbowych, a w ogóle "nie dotknął" kolejnego naczelnika urzędu skarbowego ani Urzędu Kontroli Skarbowej.

"Teraz powoli, ale konsekwentnie pokazujemy panu, że najwięcej "dziadostwa" było u pana w ministerstwie (...). Była sytuacja, w której u pana był największy problem, to pana departamenty i Inspektor Informacji Finansowej i Kontroli Skarbowej, mimo wiedzy i ogromnych możliwości, nie zrobili nic" - wytykała Wassermann.

Pytała, dlaczego w kontekście afery Amber Gold nie doszło do kontroli w bankach w zakresach przeciwdziałania praniu brudnych pieniędzy.

Rostowski odpowiedział, że 30 sierpnia 2012 r. w Sejmie zapowiedział, że będą kontrole dotyczące aparatu skarbowego. "Był audyt całości systemu skarbowego i także, jak reagowały na te informacje banki, nie wiem jakie były następstwa" - powiedział.

"Przyszłam do polityki, żebyście z niej na zawsze odeszli"

Do wymiany zdań ponownie doszło na tle dyskusji dotyczącej przerwy w przesłuchaniu. Rostowski powiedział, że przyda się ona Wassermann, finalnie sam o nią zawnioskował.

"Ja dla polityki przyszłam dlatego, żebyście z niej na zawsze odeszli" - zwróciła się do Rostowskiego Wassermann, zarzucając mu cynizm.

"Skoro Bondaryk tak zeznawał, to się mylił"

Wiceprzewodniczący komisji Jarosław Krajewski (PiS) pytał świadka o notatkę ABW z 24 maja 2012 r. do najważniejszych osób w państwie nt. zagrożenia ze strony Amber Gold. Rostowski przyznał, że była to dla niego "bardzo istotna informacja".

Krajewski przytoczył zeznania ówczesnego szefa ABW, gen. Krzysztofa Bondaryka, który mówił przed komisją w maju, że "oczekiwał, że adresaci tej informacji poufnej w zakresie swoich kompetencji podejmą działania w związku z przekazaną im informacją". Jak mówił poseł PiS, Bondaryk wskazał, że oczekiwał podjęcia konkretnych działań ws. Amber Gold m.in. od Rostowskiego. "Pan minister Rostowski, początkowo z dość dużą rezerwą, odniósł się do informacji, o których państwo tutaj mówicie, że były bez znaczenia, ale jednak po pewnym czasie zrozumiał powagę sytuacji i prosiłem go o bardziej intensywne działania aparatu skarbowego i aparatu finansowego. Co prawda GIIF (Generalny Inspektor Informacji Finansowej) już współpracował z nami, ale uważałem, że należy zwiększyć ten wysiłek" - zeznawał Bondaryk.

Krajewski zapytał Rostowskiego, czy to prawda, że odnosił się z rezerwą do notatki ABW. Rostowski zaprzeczył. "Gdybym odnosił się z rezerwą, to nie poinformowałbym premiera parę dni później" - mówił b. szef MF.

Według Rostowskiego "skoro (Bondaryk) tak zeznawał, to się mylił".

Wiceszef komisji pytał, czy Bondaryk wskazywał świadkowi, jakie działania powinien podjąć aparat skarbowy, finansowy. Według Rostowskiego b. szef ABW chciał tylko wytycznych do dalszej współpracy. "Ja mu powiedziałem, że wszelka pomoc będzie" - relacjonował Rostowski. Dodał, że b. wiceszef MF Andrzej Parafianowicz od 6 czerwca 2012 r. sprawdzał konta Amber Gold.

Krajewski pytał również, czy Rostowski, po spotkaniu z Bondarykiem, polecił Parafianowiczowi ustalenie, czy ws. Amber Gold doszło do zaniedbań organów skarbowych. Świadek odpowiedział: "Na tym etapie nie". Dopytywany, czy nakazał wówczas Parafianowiczowi kontrolę w urzędach skarbowych, w których podatnikiem było Amber Gold, Rostowski odpowiedział ponownie: "Na tym etapie nie".

Zapytany z kolei, czy oczekiwał od Parafianowicza regularnych raportów lub regularnych informacji ws. Amber Gold, b. szef MF odpowiedział: "Nie, nie oczekiwałem".

Jak dodał, "parę innych rzeczy też na świecie się działo poza aferą Amber Gold".

Krajewski przywołał również drugą notatkę ABW z 6 sierpnia 2012 r. do najważniejszych osób w państwie zatytułowaną "Dotyczy problemów ze skutecznym wdrożeniem śledztwa ws. Amber Gold". Jak mówił poseł PiS, szef ABW wskazał w tym piśmie, że Komisja Nadzoru Finansowego podejmowała działania ws. doprowadzenia do wszczęcia śledztwa dot. Amber Gold, ale przez dwa lata były one nieskuteczne. Rostowski odpowiedział na to, że stało się tak, bo "prokuratura działała tak, jak działała".

Rostowski zapytany, czy po zapoznaniu się z tą notatką rozmawiał z ówczesnym premierem Donaldem Tuskiem, jakie działania jako minister finansów podejmie ws. Amber Gold, zaprzeczył. Dodał, że w notatce chodzi tylko o relacje między ABW a KNF. Zaprzeczył też, by po zapoznaniu się z notatką spotkał się z Bondarykiem.

Rostowski żałuje

Wiceszef komisji Jarosław Krajewski (PiS) zapytał Rostowskiego, czy ma poczucie odpowiedzialności za brak właściwych działań instytucji państwowych w tej sprawie oraz, czy ma coś do powiedzenia osobom pokrzywdzonym w wyniku działalności Amber Gold.

"Bardzo żałuję, że te osoby straciły pieniądze, ale nie uważam (...) że działania np. organów skarbowych, mimo że tam były bardzo poważne zaniedbania, gdyby tych zaniedbań nie było, ukróciłyby albo uniemożliwiłyby to oszustwo na bardzo znaczącą skalę" - odpowiedział b. szef MF.

"Oczywiście mam wielkie współczucie dla tych ludzi, ale mimo waszych tez, nie uważam, że inne działanie uniemożliwiłoby rozwój tej piramidy, tego oszustwa, ani nawet koniecznie ukróciłyby" - dodał Rostowski 

Krajewski pytał też, jakie konsekwencje wyciągnięto wobec osób odpowiedzialnych za aferę Amber Gold. B. minister finansów przypomniał, że odwołał dwóch naczelników urzędów skarbowych z Gdańska; podkreślił, że to była jego indywidualna decyzja.

Rostowski mówił także o "działaniach dyscyplinarnych wobec niektórych pracowników" i upomnieniach. 

Przewodnicząca komisji Małgorzata Wassermann (PiS), powołując się na zeznania tych pracowników w prokuraturze, wtrąciła, że "wszczęto pod kamery postępowania dyscyplinarne (...) jak kamery zgasły, to wszystkie sprawy zostały umorzone". "Jedyną osobą, która po wybuchu afery przeprowadziła absolutny audyt, wyciągnęła do końca konsekwencje, nie raz w bardzo trudnych warunkach, był pan minister (Jarosław) Gowin" - powiedziała Wassermann, wskazując, że to Gowin m.in. doprowadził do ukarania b. prezesa Sądu Okręgowego w Gdańsku Ryszarda Milewskiego.

Krajewski następnie zapytał Rostowskiego o to, czy miał wiedzę nt. tego, że ówczesny wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz miał zaproponować "zrehabilitowanie" zwolnionej przez Rostowskiego naczelnik urzędu skarbowego. Rostowski zaprzeczył; podkreślił, że taka propozycja była "absolutnie" bez jego wiedzy.

Poseł PiS pytał także b. szefa MF, które instytucje prawidłowo zareagowały na sprawę Amber Gold. Rostowski powiedział, że szybko zareagowała Komisja Nadzoru Finansowego.

Rostowski: Służby mogły powstrzymać Amber Gold

Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał świadka, m.in. o to, na czym polegał "defekt prawny", który sprzyjał temu, że Amber Gold pozostawało "całkowicie poza nadzorem bankowym".

"Nie było defektu prawnego; nie widzę tutaj defektu prawnego" - odpowiedział świadek. Tłumaczył, że Prawo bankowe zakazuje przyjmowania depozytów przez instytucje, które nie są licencjonowane i nadzorowane przez KNF. "To było ewidentne dla przewodniczącego (KNF, Andrzeja) Jakubiaka i powinno być ewidentne dla pani prokurator (Barbary) Kijanko, że Amber Gold kłamie" - mówił b. szef MF. "Ona tego nie rozumiała, mówiła, że nie ma znamion łamania prawa" - dodał. Prok. Kijanko to pierwsza prokurator, która - w Prokuraturze Rejonowej Gdańsk-Wrzeszcz - zajmowała się sprawą spółki Amber Gold po złożeniu pod koniec 2009 r. zawiadomienia przez Komisję Nadzoru Finansowego.

"Amber Gold nie mógłby funkcjonować, gdyby prokuratura podjęła stosowne środki (...)" - kontynuował Rostowski.

Odpowiadając na kolejne pytania Zembaczyńskiego, b. szef MF stwierdził, że "praprzyczyną" rozwoju Amber Gold było to, że ludzie, widząc, co się dzieje z ceną złota, uwierzyli, że na złocie można bardzo dużo zarobić. "I P. z tego skorzystał" - stwierdził Rostowski. W tym kontekście wskazał na to, że w styczniu 2010 r. cena złota wynosiła ok. 1096 dolarów za uncję, a w lutym 2012 r. - 1775 dolarów.

"Skoro to nie aparat skarbowy był zdolny do tego, żeby powstrzymać Amber Gold, to czyli kto był zdolny, który z elementów aparatu państwa?" - pytał poseł Nowoczesnej. "Prokuratura, policja, potem ABW" - odparł świadek.

Dopytywany, które instytucje - w jego ocenie - zawiodły, świadek odpowiedział: "Różne instytucje nie zadziałały tak, jak powinny. Na pierwszym miejscu uważam, że prokuratura. Także UOKiK, który akceptował te kontrakty Amber Gold na lokaty".

"Była cała seria różnych rzeczy, które się stały, m.in. bardzo poważne zaniechania - ja uważam - dwóch urzędów skarbowych" - dodał w innej części przesłuchania.

Zembaczyński zapytał też świadka, czy był należycie i na czas informowany o zagrożeniach związanych z pojawieniem się Amber Gold i czy czuł się pomijany w obiegu informacyjnym.

"Nie czułem się pomijany w żaden sposób" - odparł Rostowski. Odnosząc się do pytania o to, czy, jako szef MF, został poinformowany o sprawie na czas, stwierdził, że duża część aktywów wpłynęła do Amber Gold dość późno. "Nie chcę powiedzieć, że to było na czas, ale na pewno nie czułem się w jakimkolwiek momencie omijany" - wskazał.

Odpowiadając na kolejne pytania, Rostowski stwierdził, że jego relacje z ówczesnym wiceszefem MF Andrzejem Parafianowiczem układały się dobrze. "Nigdy nie miałem powodu, aby przypuszczać, że jakiekolwiek moje polecenie byłoby niewdrożone. Relacje były poprawne, normalne" - zeznał b. szef resortu finansów.

Rostowski trafi przed Trybunał Stanu?

Poseł Witold Zembaczyński (Nowoczesna) pytał Rostowskiego, czy według niego b. szef Amber Gold był "słupem" oraz skąd miał pieniądze na prowadzenie firmy. Rostowski odpowiedział: "nie wiem, czy był 'słupem', nie wiem, skąd miał pieniądze".

Świadek dopytywany, czy ktoś dysponuje tą wiedzą, odpowiedział, że "ja nie wiem, czy ktoś dysponuje". Dodał, że w sytuacji, w której cena złota szybko rośnie, to "jest zrozumiałe, że ludzie są chętni skorzystania z tej sytuacji". "Jak on (Marcin P.) stworzył tą możliwość przyjmowania pieniędzy na inwestycję w złoto, nie dziwi mnie to, że dostał dużą ilość tych wkładów, które rzeczywiście de facto ukradł".

"(...) kiedy ludzie widzieli, że z miesiąca na miesiąc cena złota rośnie, to ciągnęło ludzi, niestety, do korzystania, a on im jeszcze gwarantował, że to jest bezpieczne" - mówił.Zembaczyński pytał, skąd Marcin P. miał know-how. Rostowski odpowiedział wówczas, że "nie wie". "Ja tego pana nigdy nie spotkałem i nie mam żadnej ochoty spotkania go".

Poseł Nowoczesnej pytał również, czy ówczesny premier Donald Tusk miał do świadka pretensje "za zbyt mało wyrazistą reakcję" aparatu skarbowego wobec spółek Amber Gold. Świadek zaprzeczył, że miało miejsce.

Zembaczyński dopytywał Rostowskiego, czy nie obawia się, że zostanie postawiony przed Trybunał Stanu. Odpowiedział on: "absolutnie nie".

Rostowski pytany, czy są mu znane informacje, jakoby ktokolwiek trzymał parasol ochronny nad Marcinem P., Rostowski temu zaprzeczył.

B. szef MF mówił również, że nie wie, kto zatrudnił w spółce OLT Express Michała Tuska. 

Wassermann oburzona

Do jednego z nich doszło, kiedy Wassermann przytoczyła fragmenty zeznań złożonych przed komisją przez funkcjonariuszy ABW. Rostowski powiedział, że nie oglądał zeznań, o których mówiła Wassermann, i z uwagi na sposób, w jaki prowadzi ona komisję śledczą, nie może mieć do niej pełnego zaufania, że "tak było".

Wassermann odpowiedziała, że Rostowski obraził ją po raz kolejny. "Tylko moja sytuacja i pana różni się tym, że ja, w przeciwieństwie do pana, nie okłamałam ludzi z mównicy sejmowej, nie napisałam nieprawdy w raportach. W przeciwieństwie do mnie, pan ma nie tylko szereg zaniedbań, niedopełnienia obowiązków przez podległych funkcjonariuszy, które skończą się w prokuraturze, połowy rzeczy pan nie wie i jeszcze w oficjalnych raportach wprowadzał pan opinię publiczną w błąd i pan (...) śmie podważać moje zaufanie" - podkreśliła Wassermann.

Pytała Rostowskiego, czy jest w stanie wskazać, w którym momencie powiedziała nieprawdę. "Jak pan śmie, mając taką historię trzyletnią w swoim ministerstwie, mówić do mnie coś takiego i obrażać mnie którąś godzinę?" - wskazała przewodnicząca komisji.

I kontynuowała: "Próbuje pan podważyć zaufanie do mnie, natomiast ja przez dwa lata obronię każdą swoją wypowiedź, problem polega na tym, że pan ani wtedy, ani teraz nie jest w stanie obronić trzech lat działalności urzędów skarbowych, które panu podlegały".

Rostowski powiedział, że nie zgadza się z tymi stwierdzeniami; zarzucał, że w trakcie środowego przesłuchania przed komisją dochodziło do manipulacji.

"Rostowski interesował się tematem"

Nazwisko Rostowskiego wielokrotnie pojawiało się w dotychczasowych zeznaniach świadków przesłuchanych przez komisję śledczą.

Były wiceszef MF i Główny Inspektor Informacji Finansowej Andrzej Parafianowicz zeznał we wtorek, że pierwszy raz z Rostowskim rozmawiał o Amber Gold na chwilę przed notatką ABW z kwietnia 2012 r. Jak mówił Parafianowicz, spotkali się na lotnisku. "Widać było, że Rostowski interesował się tematem" - stwierdził b. wiceszef MF.

Parafianowicz, pytany przez szefową komisji co resort finansów zrobił, by "zablokować tą piramidę finansową", odparł: "Jesienią 2012 roku komisjom sejmowym został przedstawiony na piśmie pełny harmonogram, z dokładnością do jednego dnia, wszystkich czynności wykonanych przez wszystkie urzędy skarbowe i później przez 'UKS-y' (urzędy kontroli skarbowej) w stosunku do Amber Gold".

Wassermann: To jest kłamstwo

"To jest kłamstwo, co żeście przedstawili wtedy w Sejmie" - stwierdziła Wassermann. Według niej w przedstawionej informacji resort skłamał w punkcie mówiącym o tym, że "do 19 kwietnia nie posiadał żadnej wiedzy na temat podatnika Amber Gold".

Wcześniej podczas posiedzenia komisji Parafianowicz przyznał, że pod koniec 2011 r. szef KNF Andrzej Jakubiak poinformował go o narastającym problemie z Amber Gold, zwłaszcza w kontekście braku reakcji prokuratury na składane zawiadomienia.

Z kolei w lutym ubiegłego roku b. zastępca szefa KNF Lesław Gajek mówił przed komisją śledczą: "Jeśli chodzi o Ministerstwo Finansów to te kontakty były trudne. Ministrem finansów był wówczas Jacek Rostowski. Współpraca była jednostronna. Myśmy słali różne pisma, dotyczące spraw rynku finansowego. Na ogół spotykały się z odmową, albo z żadnym działaniem". "One nie dotyczyły Amber Gold, mówię o wszystkich działaniach" - zaznaczył.

W końcu sierpniu 2012 r. informację o działaniach instytucji państwowych w sprawie spółki Amber Gold przedstawił ówczesny premier Donald Tusk oraz b. prokurator generalny Andrzej Seremet. Głos zabrał także Rostowski, który ocenił, że ws. Amber Gold oczywistych zaniedbań dopuściły się m.in. gdańskie urzędy skarbowe i UOKiK. Jego zdaniem "gdyby prokuratura w odpowiednim momencie zadziałała tak, jak powinna była zadziałać, problemu spółki Amber Gold nie byłoby".

"Minister zażyczył sobie dwie głowy i nieważne czyje"

Zeznająca przed komisją w czerwcu br. b. p.o. naczelnika I Urzędu Skarbowego w Gdańsku Maria Liszniańska mówiła przed komisją śledczą, że po wybuchu afery wokół Amber Gold została kozłem ofiarnym, którego potrzebował Rostowski, by uspokoić opinię publiczną. "Doszło do mnie tylko tyle, jeszcze jak byłam wicedyrektorem Izby Skarbowej, że minister zażyczył sobie dwie głowy i nieważne czyje" - zeznała Liszniańska.

Kto rekomendował Parafianowicza

Poseł PiS Bartosz Kownacki pytał świadka, w jakich okolicznościach wiceministrem finansów został Andrzej Parafianowicz, który nadzorował urzędy skarbowe i kto go zarekomendował na stanowisko w MF. "Zarekomendował go gen. Bondaryk (b. szef ABW Krzysztof Bondaryk - PAP), ale jak go zarekomendował, to ja sprawdziłem jego historię zawodową i on był świetnym ekspertem od nadzoru finansowego w Głównym Inspektoracie Nadzoru Bankowego w NBP, przeprowadził sanację wielu banków i dlatego uważałem, że jest bardzo dobrze kwalifikowaną osobą na to stanowisko" - odpowiedział Rostowski.

Przyznał, że dobrze oceniał Parafianowicza, również w kontekście Amber Gold.

Kownacki pytał, czy Parafianowicz nie ponosi odpowiedzialności za swoich podwładnych w urzędach skarbowych. Świadek odpowiedział, że odpowiedzialność ponosili naczelnicy w urzędach skarbowych w Gdańsku, bo to ich współpracownicy nie dokonali działań i były poważne niedociągnięcia. Dlatego - jak mówił - dwóch naczelników gdańskiej skarbówki zostało zwolnionych.

Krzysztof Brejza (PO) pytał, czy pociągnięcie do odpowiedzialności naczelników skarbówki w Gdańsku było osobistą decyzją Rostowskiego. Świadek potwierdził, że to on podjął decyzję w sprawie ich zwolnienia. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy