Reklama

Reklama

Szewach Weiss: Inwazja lądowa może nastąpić w każdej chwili

Napięcie jest już na takim poziomie, że inwazja lądowa na Strefę Gazy może nastąpić w każdej chwili - twierdzi gość Kontrwywiadu RMF FM, były ambasador Izraela w Polsce, Szewach Weiss. I dodaje: "Niech Palestyńczycy nam dadzą żyć, a my damy żyć im".

Konrad Piasecki: Będzie inwazja lądowa? Wojska izraelskie wejdą do Strefy Gazy pańskim zdaniem?

Reklama

- Nie wiem, może już jest. Po programie zadzwonimy i zobaczymy. To jest możliwe.

Uważa pan, że to w każdej chwili stać się może.

- Albo tak, albo nie. To są bardzo delikatne sprawy. Każda wojna jest dramatem, tak? Ale napięcie jest już na takim poziomie, że to może się zdarzyć dzisiaj.

I powinno się, pańskim zdaniem, zdarzyć?

- Sprawa jest, jakie alternatywy są. Nigdy wojna nie powinna się zdarzyć. Mówiąc tak między nami, duchowo, od serca do serca, wojna jest tragedią dla przegranego i dla zwycięzcy też. Nie ma zwycięstwa na wojnach. Właśnie w takim kraju jak nasz wojny zawsze są związane z ofiarą, ofiarami. A my jesteśmy takim małym społeczeństwem, każdy zna drugiego. Każdy z nas ma żołnierza - dziewczynę czy chłopca. To jest taka ogólna troska, jest smutno i... No ale ja nie jestem przedstawicielem arabskiej strony jednak. To stan wojenny, bardzo napięty.

Dzisiaj to społeczeństwo, o którym pan mówi, żyje w strachu przed rakietami, które ze Strefy Gazy są wystrzeliwane. Ale zarazem społeczność Strefy Gazy też żyje w strachu przed tym, co leci nam nich ze strony Izraela.

- Tak, ale to nie jest fifty-fifty. Ja nie jestem z UNIFIL w takich sytuacjach. Ja wracam do domu, do kraju. Miałem zostać jeszcze kilka dni. Nie, ja już nie walczę, ale ja w takich sprawach jestem ze swoimi. To jest normalne, tak?

Czyli uznał pan, że miejsce Żyda jest w Izraelu dzisiaj?

- Będąc tak, tam. Miejsce Żyda jest wszędzie - w Polsce, w Stanach. Ci Żydzi, którzy żyją w Izraelu i tworzą codzienność państwową - naszym miejscem jest nasza ojczyzna. To nie musi być związane z jakimkolwiek nacjonalizmem. To ma być demokracja - ludzka, umiarkowana itd.

Ale jak pan widzi i słyszy o tym, że te ataki izraelskie sprawiają, że giną cywile, wczoraj zginęło troje dzieci, dziecko korespondenta BBC, to nie przysparza Izraelowi sympatii i to nie przysparza Izraelowi zrozumienia na świecie.

- Tak. Pewnie, że nie. Ale ja jednak żyję w takiej sytuacji dziwnej. Z jednej strony zawsze należałem do tych sił umiarkowanych, pokojowych, będąc na froncie pokojowym razem z Icchakiem Rabinem, nie wracam do tej historii, nie ważne, jestem gotów na bolesny kompromis, ale jednak zrozumcie, trzeba też żyć. Każdy rząd jest odpowiedzialny za codzienność zwykłą, ludzką. Będę zadowolony jeśli pan redaktor da mi odpowiedź na to. Mnie zapraszają w polskich mediach jak jest na granicy czas albo początek odwetu izraelskiego. Kiedy tam się coś dzieje tylko ze strony naszych sąsiadów na południu, od Hamasu, gdzie jest Republika Irańska - to cisza, w porządku. Kiedy zaczyna się nie w porządku? - Kiedy zaczyna się odwet. A wtedy takie pytanie jest: co się dzieje, dlaczego atakujecie? W Syrii tragedia, mogą mordować dzień i noc, ok, jedna strona, druga strona. Jest tu problem, jest tu jakieś głębokie nieporozumienie, że ten kraj, mój kraj, nie zawsze ma rację, popełnia błędy, ale jest podstawowa sprawa codzienności życia. I nich nam dają żyć, my im damy żyć.

To przechodząc na grunt bardziej polski, chociaż też stosunki polsko-żydowskie, gdy widzi pan polskiego prezydenta, który składa kwiaty pod pomnikiem Romana Dmowskiego, ma pan odruch sprzeciwu?

- Tak. Ale ja się nie mieszam. On jest waszym bohaterem, on nie jest moim bohaterem. On jest moim jako Żyd, jako człowiek. Dla mnie antysemita jest nieludzki, dla mnie rasista jest nieludzki, dla mnie ksenofob jest nieludzki. Niezależnie, czy on zabija Żyda, czy innego, czy on doprowadza do tego. Ja nie krytykuje nigdy polskiego prezydenta. Naprawdę, mam ogromny szacunek, nawet osobisty, przyjacielski stosunek. Ja was nie krytykuje. Mnie jako Żydowi, człowiekowi - nie jest z tym wygodnie. On nie jest moim bohaterem. Wręcz odwrotnie.

Polska powinna go bardziej traktować jak antysemitę, niż jako męża stanu?

- Nigdy nie powiem, co Polska powinna robić. Każda sprawa moralna jest wasza.

Ale pan nie złożyłby tych kwiatów pod pomnikiem Dmowskiego?

- Pewnie, że nie. Ja nie jestem waszym pedagogiem. Ja bym nie złożył kwiatów koło pomnika człowieka, który mordował każdego innego człowieka na tle etnicznym, religijnym. Nigdy w życiu bym tego nie zrobił.

Ale Dmowski nie mordował.

- Ja wiem.

Ideologia Dmowskiego była mocna, rzeczywiście były w niej elementy antysemityzmu, ale..

- Panie redaktorze, można mordować słowami, artykułami, przemowami. Przecież tak się zaczyna. Elita ma ogromny wpływ - pozytywny albo negatywny. Jest odpowiedzialna za każde swoje słowo. Tak właśnie nas sądzi historia.

I dzisiaj z przerażeniem pan patrzy na tych młodych ludzi, którzy tę ideologię Dmowskiego próbują odbudować?

- Nie powiem nic o Polsce. Ja powiem tylko jedną rzecz ogólną, kosmopolityczną, z punktu widzenia duchowego politycznego i kultury politycznej. W moim kraju, w Izraelu 4 listopada 1995 roku byłem koło mojego ukochanego premiera Icchaka Rabina na demonstracji pokojowej. Pokojowej, na cel pokojowy. Setki tysięcy ludzi, którzy popierali ten proces pokojowy. Siedziałem koło niego, zapaliłem ostatniego papierosa. On zawsze zapominał zapalniczki, ja mam tą zapalniczkę do dzisiaj. Zwykła, taka jednorazowa. I zamordowali mi premiera. Kto? Jeden z należący do tych grup marginesowych, do tej młodzieży, która rozumie ideologię tylko ze strony siły, ekstremizmu i fanatyzmu. Ja mówiłem o Izraelu, nic nie powiem o Polsce.

Ale uważa pan, że takie organizacje powinny być delegalizowane, powinny być zwalczane, czy państwo powinno tylko na nie uważnie patrzeć?

- Pan czuje, że ja nie jestem bardzo dyplomatyczny, ale ja mogę dać odpowiedź o Izraelu, o Turcji. Mnie nie jest wygodnie krytykować Polskę właśnie dlatego, że byłem tu ambasadorem. Ja się nie mieszam. Ja czuję tyle pozytywnych spraw w Polsce, ja czuję taką głęboką demokrację w Polsce. Jestem waszym PR-em na świecie z tej strony. Nie chce sobie zepsuć mojego osobistego podejścia. Ja czuję, że marginesowe siły, w każdym miejscu na świecie, są utopione w nacjonalizmie i są na granicy legitymacji, są symbolem i papierkiem lakmusowym jakiegoś zła. "Beware the Ides of March" - tak powiedział w tym dramacie szekspirowskim przed morderstwem Juliusza Cezara. Uwaga, uwaga. 0k, nic nie ma. Ja nie mówię o Polsce.

CZYTAJ TAKŻE: Żydzi i Arabowie będą się zabijać

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: weiss | Bronisław Komorowski | szewach weiss

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy