Putin: Konieczne jest pilne przerwanie konfliktu zbrojnego

Ok. 30 Palestyńczyków zginęło w toku czwartkowych rajdów izraelskiego lotnictwa na Strefę Gazy. Łączna liczba śmiertelnych ofiar w ciągu trzech dni przekroczyła 80. USA wzywają do deeskalacji kryzysu. Według Izraela walka "potrwa długie dni". Głos w sprawie zabrał także Władimir Putin, powiedział on premierowi Izraela, że "konieczne jest pilne przerwanie konfliktu zbrojnego".

Sekretarz stanu USA John Kerry, który prowadzi w Pekinie rozmowy z chińskimi przywódcami, oświadczył w czwartek, że Bliski Wschód przeżywa "niebezpieczny moment".

Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział izraelskiemu premierowi Benjaminowi Netanjahu w przeprowadzonej w czwartek rozmowie telefonicznej, iż wobec gwałtownego pogarszania się sytuacji "konieczne jest pilne przerwanie konfliktu zbrojnego w Gazie". Kreml podkreślił w komunikacie, że do rozmowy doszło z inicjatywy strony izraelskiej.

Reklama

"Żaden kraj nie może pogodzić się z atakami rakietowymi na cywilną ludność, akceptujemy więc prawo Izraela do obrony" - powiedział Kerry. Izrael - dodał - "ma prawo bronić się przed atakami" Hamasu, ale skutki przemocy są "bardzo niebezpieczne" zarówno dla Izraelczyków, jak i Palestyńczyków.

Wezwał obie strony do podjęcia dialogu i przywrócenia stanu zawieszenia broni, podkreślając, że "deeskalacja kryzysu leży w interesie wszystkich".

Szef amerykańskiej dyplomacji poinformował, że przeprowadził rozmowy telefoniczne z izraelskim premierem Benjaminem Netanjahu i prezydentem Palestyny Mahmudem Abbasem, aby zbadać, czy istnieje jakaś droga do przywrócenia pokoju.

Przed niebezpieczeństwami płynącymi z eskalacji konfliktu ostrzegł również sekretarz generalny ONZ Ban Ki Mun. Na sesji nadzwyczajnej w tej sprawie zbiera się w czwartek Rada Bezpieczeństwa ONZ.

Tymczasem w czwartek, w trzecim dniu izraelskiej ofensywy "Protective Edge" przeciwko Strefie Gazy, minister obrony Izraela Mosze Jaalon, zapowiedział, że "potrwa ona jeszcze długie dni".

Jaalon w komunikacie wydanym przez jego gabinet stwierdza, że siły zbrojne Izraela zadają dotkliwe ciosy "infrastrukturze terrorystycznej w Strefie Gazy" i będą atakowały nadal, aż palestyńscy napastnicy "zrozumieją, że eskalacja się nie opłaca".

"Nie będziemy tolerować wystrzeliwania rakiet przeciwko naszym mieszkańcom"- ostrzegł Jaalon.

Zapewnił też, że operacja w Strefie Gazy "przebiega zgodnie z planem", a siły izraelskie "odniosły bardzo znaczące sukcesy".

Jedynie w czwartek na ranem Izrael dokonał 108 ataków lotniczych przeciwko celom w Strefie. Bilans trzech dni operacji wojskowych to ponad 80 zabitych i 567 rannych, w tym 20 w stanie krytycznym - podało Ministerstwo Zdrowia Strefy Gazy.

Ostatnie śmiertelne ofiary czwartkowego ataku to m.in. cztery kobiety i troje dzieci - mieszkańcy jednego z domów w miejscowości Chan Junis na południu Strefy.

Osoby cywilne to 70 proc. ofiar izraelskich ataków.

Rzecznik pogotowia ratunkowego w Gazie Aszraf Kedra powiedział w rozmowie z dziennikarzami, że liczba cywilnych ofiar izraelskich ataków wzrosła, ponieważ Izraelczycy atakują z powietrza i z morza domy, w których mieszkają rodziny członków palestyńskiej milicji, co stanowi oczywiste pogwałcenie prawa międzynarodowego.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych Strefy podało w ogłoszonym w czwartek komunikacie, że w ciągu 72 godzin intensywnych nalotów i ostrzału Izraelczycy zniszczyli około 80 jednorodzinnych i wielorodzinnych budynków mieszkalnych.

Członkowie palestyńskiej milicji należący do Hamasu i inne uzbrojne grupy, wśród nich Islamski Dżihad, wystrzelili w kierunku Izraela około 360 rakiet. 255 eksplodowało na terytorium Izraela, a ok. 70 zostało przechwyconych przez system antyrakietowy Żelazna Kopuła.

Bojownicy Hamasu kontynuowali w czwartek rano ostrzał rakietowy w kierunku terytorium Izraela, nie powodując jednak żadnych ofiar po stronie izraelskiej.

Media izraelskie podały, że celem ostrzału rakietowego był w czwartek również Tel Awiw i inne miasta na południu Izraela odległe o dziesiątki kilometrów od Gazy. Według tych mediów sam premier Benjamin Netanjahu wraz z kilkoma członkami swego gabinetu bezpieczeństwa musieli po ogłoszeniu alarmu udać się do schronu.

W czwartek wieczorem kilka rakiet zostało wystrzelonych przez islamistów z Hamasu w kierunku Jerozolimy. W mieście rozległy się syreny alarmowe i widać było smugi dymu po eksplozji pocisków nad pustym polem na przedmieściu, gdzie spadły dwie rakiety, nie wyrządzając żadnych szkód.

Jak podała telewizja izraelska, niektóre rakiety zostały przechwycone przez antyrakietowy system obronny Żelazna Kopuła.

Do ataku rakietowego na Tel Awiw przyznały się w ogłoszonym w czwartek rano komunikacie Brygady Ezedina al-Kasama, ramię zbrojne Hamasu. Jedną z tych rakiet przechwycił izraelski system antyrakietowy.

Rzecznik prasowy armii izraelskiej, podpułkownik Peter Lerner poinformował w czwartek, że Izrael powołał pod broń 20 000 rezerwistów.

Według doniesień agencyjnych skoncentrował ich w ciągu ostatnich godzin na granicy Strefy Gazy.

Rzecznik ostrzegł, że "jeśli Palestyńczycy stworzą dla tych sił zagrożenie, pociągnie to za sobą ciężkie straty wśród palestyńskiej ludności cywilnej".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje