Reklama

Reklama

Brytyjczycy chcą rządu jedności narodowej. Ekspert: Mało prawdopodobne

Blisko dwie trzecie Brytyjczyków popiera stworzenie rządu jedności narodowej, w którego skład weszliby politycy opozycji - wynika z sondażu YouGov. Eksperci oceniają, że takie rozwiązanie jest mało prawdopodobne.

Jak wynika z badania dla telewizji ITV, powołanie ponadpartyjnej administracji popiera większość wyborców każdej z trzech głównych partii: 54 proc. sympatyków rządzącej Partii Konserwatywnej, 76 proc. zwolenników opozycyjnej Partii Pracy i aż 84 proc. tych, którzy oddali głos na Liberalnych Demokratów.

Ekspertka: Wyborcy oczekują przedłożenia interesu narodowego na partyjny

Reklama

"Wyobrażam sobie, że wiele osób ma poczucie, że w czasach kryzysu nadeszła pora na to, aby się zjednoczyć wokół wspólnego celu" - powiedziała w rozmowie z "Deutsche Welle" dr Catherine Haddon z londyńskiego think-tanku Institute for Government.

Jak tłumaczyła, "obecność polityków opozycji w rządzie wniosłaby element głębszego kwestionowania decyzji wewnątrz gabinetu przed ich podjęciem", a takie rozwiązanie jest szczególnie atrakcyjne dla krytyków partii rządzącej, którzy "chcą upewnić się, że rząd działa w interesie narodowym", a nie kieruje się zwykłymi zasadami partyjnej polityki.

Ekspertka była jednak sceptyczna wobec realnej możliwości powstania takiej administracji, wskazując, że taki ruch mógłby być postrzegany jako wyraz słabości rządzącej Partii Konserwatywnej, która przecież cieszy się samodzielną większością w Izbie Gmin.

Rząd jedności "mało prawdopodobny", ale w trakcie kryzysu władza pracuje z opozycją

"Spodziewam się, że do rządu jedności narodowej doszłoby wyłącznie wtedy, gdyby obecny kryzys się znacznie pogorszył lub obecna władza potrzebowała większego wsparcia politycznego dla swoich działań. To wymagałoby m.in. powołania posłów opozycji na czołowe stanowiska, kosztem swoich własnych deputowanych, co jest przecież szalenie trudne - tłumaczyła.

Dr Haddon zaznaczyła jednak, że choć taki scenariusz jest wciąż mało prawdopodobny, to techniczna współpraca brytyjskiego rządu z opozycją ma długą historię i jest postrzegana jako kluczowy element skutecznego zarządzania kryzysem.

W środę wieczorem nowy lider opozycyjnej Partii Pracy Keir Starmer przyznał na antenie telewizji ITV, że od objęcia stanowiska w sobotę (4 kwietnia) i rozmowy telefonicznej z premierem Borisem Johnsonem codziennie otrzymuje poufne informacje na temat rządowej strategii w sprawie koronawirusa, a także regularnie rozmawia z najbliższymi doradcami naukowymi i medycznymi rządu.

"Wybór nowego lidera opozycji to naturalny moment dla rządu, by pokazać swoją gotowość do współpracy, aby uniknąć bycia nadmiernie skupionym na partyjnym interesie" - powiedziała dr Haddon.

"Jakaś forma współpracy nie jest nadzwyczajna: zwyczajowo lider opozycji i członkowie gabinetu cieni są powoływani do Tajnej Rady Wielkiej Brytanii (Privy Council; ciała doradczego królowej Elżbiety II - red.), co pozwala na sporadyczne otrzymywanie tajnych informacji dotyczących takich kwestii, jak sprawy wywiadowcze czy polityka bezpieczeństwa - tłumaczyła ekspertka.

Jednocześnie przyznała jednak, że aż tak bliski - codzienny - kontakt lidera Partii Pracy z przedstawicielami rządu jest "czymś rzadkim i podkreśla skalę kryzysu, przez który przechodzimy", porównując go np. do sytuacji w trakcie konfliktu zbrojnego lub zamachu terrorystycznego.

"Pamiętajmy, że czołowi politycy opozycji są postrzegani jako możliwy przyszły rząd, (...) a więc istnieje (w takich nadzwyczajnych sytuacjach - red.) oczekiwanie, że powinni mieć szansę lepiej zrozumieć działania rządu, zanim publicznie wyrażą swoją krytykę - powiedziała.

Ten duch konstruktywnej współpracy podkreślił także Starmer, zapewniając w pierwszych wywiadach medialnych, że jego ugrupowanie będzie przyglądać się działaniom rządu, ale nie zamierza obejmować roli "totalnej" opozycji i chce pomóc w rozwiązaniu obecnego kryzysu.

Brytyjskie władze pracują ponad podziałami z rządami regionalnymi

Ekspertka Institute for Government dodała także, że brytyjski rząd musi być gotowy do współpracy - nawet w ograniczonym zakresie - z innymi opcjami politycznymi, m.in. za sprawą regularnego kontaktu z władzami regionalnymi Walii, Szkocji i Irlandii Północnej, które często wywodzą się z innych ugrupowań niż władze centralne w Londynie.

Jak dodała, na poziomie regionalnym ta współpraca ponadpartyjna idzie nawet o krok dalej, wskazując na przykład Walii, gdzie do sztabu kryzysowego powołanego w trakcie pandemii koronawirusa rządząca w tym kraju Partia Pracy zaprosiła także polityków opozycyjnej Partii Konserwatywnej i walijskich nacjonalistów z Plaid Cymru.

Premier Johnson wciąż hospitalizowany na oddziale intensywnej terapii

Brytyjski rząd pozostaje obecnie bez premiera na czele po tym, jak 55-letni Boris Johnson trafił na oddział intensywnej terapii londyńskiego szpitala św. Tomasza z powodu przeciągającego się kaszlu i wysokiej temperatury wywołanej koronawirusem. Pracami administracji kieruje wyznaczony na tymczasowego zastępcę minister spraw zagranicznych Dominic Raab.

Downing Street informowało w czwartek, 9 kwietnia, że szef rządu pozostaje w szpitalu, gdzie podawany jest mu tlen, ale jego stan ulega stopniowej poprawie.

Krytycy wskazują jednak, że brak zdecydowanego przywództwa może komplikować podejmowanie trudnych politycznie decyzji dotyczących m.in. przedłużenia obecnie obowiązujących zaleceń dotyczących pozostawania w domu w krytycznym czasie, kiedy Wielka Brytania zbliża się do spodziewanego szczytu zachorowań.

Według wstępnych danych z czwartku, liczba ofiar śmiertelnych koronawirusa wzrosła w ciągu ostatniej doby o kolejne 881 osób, zbliżając się łącznie do 7,5 tys. osób od początku obecnego kryzysu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje