Reklama

Reklama

Hiszpanie tracą cierpliwość

Odkąd 14 marca wprowadzono w Hiszpanii stan alarmowy, policja wypisała 216 tys. mandatów i zatrzymała 1849 osób - informuje hiszpańskie MSW. Zdaniem psychologów winę za łamanie ograniczeń ponosi południowy styl życia. Architekci zaś utrzymują, że tamtejsze mieszkania nie są przystosowane do długich pobytów.

Rano Hiszpanie witają dzień kawą, często w barze na rogu. Zanim rozpoczną pracę, znów odwiedzają bar, potem kolejne odwiedziny o 10 i wyjście na obiadowe menu. Po pracy plotki w barze koło domu i kolacja, którą zwykle je się w rodzinnym gronie. 

Reklama

- Dla was, na północy Europy odosobnienie jest łatwiejsze, jest zimno, więcej czasu spędzacie zamknięci w domach. Dla mnie mieszkanie jest po to, żeby w nim przebywać, a nie mieszkać. Wychodzę rano, wracam wieczorem, weekendy zwykle spędzam poza miastem - wyjaśnia Interii Elena Montero, księgowa jednego z madryckich biur. 

Elena mieszka sama w 70-metrowym mieszkaniu, w którym jest tylko jedno, widne okno. Pozostałe wychodzą na ciemne patio. Podobny problem ma większość rodzin mieszkających w starym budownictwie. A 5 proc. mieszkań, zwykle tych na parterze, jest całkowicie pozbawiona światła. Zdaniem ekspertów, aby w mieszkaniu spędzać całe dnie, musi być duże. Tymczasem - jak wskazują - 4,5 miliona Hiszpanów została odizolowana na powierzchniach nie przekraczających 60 metrów kwadratowych. 

"Tyle ma prawie 23 proc. mieszkań w Madrycie, a 812 tysięcy osób mieszka w minimieszkaniach mających 46 metrów kwadratowych" - skarży się dziennikarz "El Mundo". Jak obliczyli architekci, w niektórych dzielnicach Madrytu czy Barcelony na jedną osobę przypada średnio 50 metrów kwadratowych. W robotniczych dzielnicach - nie więcej niż 30 metrów. 

Tak właśnie jest w Vallecas - dzielnicy Madrytu, gdzie najczęściej wypisywane są mandaty. 

- Zdarza się, że rodziny mieszkają tam na 50 metrach kwadratowych, ludzie nie wytrzymują i wychodzą - argumentuje Elena Montero. Zgodnie z obowiązującym stanem alarmowym można wyjść z domu do pracy, sklepu, apteki lub banku. Jak informuje hiszpański MSW, najczęściej policja wypisuje mandaty za spacerowanie. Karani są też uprawiający sport, jeżdżący na rowerze, albo zbyt często wyprowadzający psy. W Madrycie ukarano 77-latka, który - jak twierdził - wyszedł do parku, żeby łapać pokemony. 

Zatrzymani przez policję to między innymi osoby, u których zdiagnozowano koronawirusa, a które samowolnie opuściły szpital. Za łamanie stanu alarmowego można zapłacić od 601 do 30 tys. euro. Najbardziej naruszającym prawo grozi więzienie. 

Ewa Wysocka 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje