Reklama

Reklama

Koronawirus i jego niezauważalne łańcuchy zakażeń. Dlaczego tak mało o nich wiadomo?

"Ten wirus jest dziesięć razy bardziej zaraźliwy niż grypa" – mówi obrazowo Frederic Tangy, szef laboratorium w Instytucie Pasteura. Jednak po czterech miesiącach od wybuchu epidemii w Chinach, ciągle jest wiele znaków zapytania. "Nawet 40 procent przypadków to mogą być niewidzialne łańcuchy zakażeń" - mówi prof. Anne-Claude Cremieux ze szpitala Saint-Louis w Paryżu. Co wiemy, a czego jeszcze nie wiemy o koronawirusie?

Od końca ubiegłego roku SARS-CoV-2 zabił już na całym świecie ponad 170 tysięcy ludzi i nie ma jasnej odpowiedzi, kiedy śmiertelna fala może zostać opanowana. Pewne jest za to - jak przekonują badacze z różnych krajów - że koronawirus jest "zdecydowanie bardziej niebezpieczny niż się wydawało".

Reklama

Nie ma wątpliwości, że najpierw pojawił się w Chinach. Wprawdzie Amerykanie sugerują, że wirus mógł zostać "wyprodukowany" w laboratorium, ale najbardziej prawdopodobna jest wersja jest taka, że jego pochodzenie jest zwierzęce. Nietoperz najpierw zainfekował łuskowca, zanim został przeniesiony na człowieka.

Dlaczego jednak niektórzy przechodzą chorobę bezobjawowo, podczas gdy u innych symptomy są bardzo widoczne i mogą doprowadzić do błyskawicznego pogorszenia stanu zdrowia? Na to nie ma jasnej odpowiedzi, chociaż wiadomo, że na przebieg choroby może wpływać otyłość, wysokie ciśnienie, problemy kardiologiczne oraz wiek.

Zdaniem prof. chorób zakaźnych Anne-Claude Cremieux ze szpitala Saint-Louis w Paryżu, najbardziej zastanawia to, jak wiele w tej fali epidemicznej jest form bezobjawowych, co w praktyce oznacza również, że można przekazywać wirusa jeszcze zanim się zachoruje. "Wiedzieliśmy, że są pewne niezauważalne łańcuchy zakażeń, ale dopiero teraz zdajemy sobie sprawę, jak bardzo są one odpowiedzialne za rozprzestrzenianie się wirusa. Może to dotyczyć nawet 40 procent przypadków" - mówi prof. Anne-Claude Cremieux na łamach "Le Parisien".

Jaki jest najważniejszy wniosek? Aby ograniczać epidemię, należy izolować i testować. "I tu naprawdę liczy się każdy dzień" - twierdzi Cremieux.

Można zachorować po raz kolejny

Jednym z podstawowych pytań, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi jest odporność na koronawirusa. W przypadku SARS (śmiertelna fala zaczęła się w 2002 roku) pacjenci, którzy zostali wyleczeni byli niejako "pod ochroną" przez dwa-trzy lata. W przypadku COVID-19 informacje są mniej optymistyczne. Testy już wyleczonych osób (szczególnie w Korei Południowej) wykazały po raz kolejny obecność koronawirusa.

Badania niemieckich naukowców, które zostały opublikowane w prestiżowym czasopiśmie "Nature" wskazują, że chorzy zaczynają produkować antyciała siedem do czternastu dni po pojawieniu się pierwszych symptomów. Te antyciała powinny chronić przez powtórnym zakażeniem. Ale na jak długo? Cytowany przez włoski dziennik "La Repubblica" prof. Jean-Francois Delfraissy, twierdzi, że "długość życia antyciał, które mogą chronić organizm jest bardzo krótka". Inaczej mówiąc - wiele wskazuje na to, że wyleczenie nie gwarantuje, iż kolejny test będzie na pewno negatywny.

Co do zaraźliwości, też nie ma jednoznacznych odpowiedzi, choć z najnowszych obserwacji wynika, że nosiciele SARS-CoV-2 mogą zakażać średnio do dwóch dni przed pojawieniem się objawów oraz do dziesięciu dni po widocznych symptomach.

Problem w tym, że badania są bardzo różne. Jedno z nich, przeprowadzone na niemal 200 pacjentach w Chinach, pokazało, że okres zakażenia po ujawnieniu się symptomów został wydłużony aż do 37 dni.

Jak bardzo dzieci przyczyniają się do rozprzestrzeniania wirusa?

Jeszcze niedawno pojawiały się głosy, iż do rozprzestrzeniania się wirusa mogą przyczyniać się - w dużym stopniu i bardzo szybko - dzieci. Dzisiaj obserwacje są bardzie ostrożne. Na łamach czasopisma "Clinical Infectious Desease" został opisany znamienny i dość skrajny przykład 9-letniego dziecka, które miało objawy koronawirusa - jak się okazało uzasadnione, bo wynik wyszedł pozytywny - ale nie zaraziło ono nikogo innego, mimo późniejszego przebywania w trzech różnych szkołach i jeszcze na kursie narciarskim. To osłabiałoby tezę o szczególnej roli dzieci w przekazywaniu wirusa. 

W połowie kwietnia rozpoczęło się badanie na 600 dzieciach z okolic Paryża (to region bardzo dotknięty przez chorobę), które ma przybliżyć, w jakim stopniu są one podatne na zakażenie i rozprzestrzenianie choroby. Wyniki nie są jeszcze znane. Wiadomo natomiast, że tam, gdzie stwierdzono dotychczas największe ogniska choroby - czyli w Chinach, Europie oraz Stanach Zjednoczonych - zapadalność na koronawirusa u osób do 20. roku życia najczęściej wynosi 1-2 proc.

Naukowcy nie znaleźli jeszcze również odpowiedzi, dlaczego zakażonych jest więcej mężczyzn i dlaczego częściej oni umierają. Sytuacja, szczególnie w ostatnich tygodniach, jest bardzo dynamiczna, ale niedawne badania w Chinach na prawie 45 tysiącach przypadków pokazały, że poziom umieralności u mężczyzn wyniósł 2,8 proc., a u kobiet - 1,7.

Czy przyczyniają się do tego uwarunkowania genetyczne? Czy wpływa na to również higiena życia? Tu wątpliwości również nie brakuje.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne