Reklama

Reklama

Koronawirus w Hiszpanii. Lodowisko stało się miejską kostnicą

We Wspólnocie Madrycie - regionie Hiszpanii najbardziej dotkniętym pandemią - brakuje miejsc w kostnicach i domach pogrzebowych. Od dzisiaj ciała zmarłych na COVID-19 składane są na lodowisku w Pałacu Lodu (Palacio del Hielo). W stolicy z powodu pandemii zmarło 1535 osób a choruje ponad 12 tysięcy. W Hiszpanii liczba chorych sięga 40 tysięcy a zmarłych 2700.

Lodowisko w Pałacu Lodu ma 1800 metrów powierzchni. To na nim składane są trumny z ciałami zmarłych. Zgonów w Madrycie jest tyle, że domy pogrzebowe nie są w stanie nadążyć z pochówkami. Ani one ani szpitale nie mają już miejsc na przechowywanie ciał. Sytuacja może się pogorszyć, bo jak informuje prezydent Madrytu Jose Martinez-Almeida, pracownicy domów pogrzebowych nie mają odpowiednich zabezpieczeń przed zarażeniem COVID-19. - Jeśli rząd ich nie dostarczy, aby nie narażać ludzi, zamknę wszystkie domy pogrzebowe - ostrzega Almeida. 

Reklama

Nadzór nad lodowiskiem-kostnicą pełnią władze miasta i wojsko. Ono też przejęło opiekę nad wszystkimi domami spokojnej starości po tym, jak w kilku z nich znaleziono ciała zmarłych, w pokojach w których mieszkali inni pensjonariusze. Prokuratura rozpoczęła dochodzenie, które ma ustalić winnych zajścia. 

Władze Madrytu zdecydowały, że od jutra wychodzący z domu muszą okazać policji dokument z miejsca pracy poświadczający, że nie mogą zdalnie wykonywać obowiązków. Zaapelowano też o “racjonalne wychodzenie do sklepu". Do samodzielnego zaostrzenia obowiązującego stanu wyjątkowego przymierzają się też inne miasta, m.in. Barcelona. Łamanie wprowadzonych zasad karane będzie wysokimi mandatami, które w wyjątkowych sytuacjach mogą wynieść 60 tys. euro.   

Kary pieniężne nie odstraszają chorych na koronawirus, którzy samowolnie opuszczają szpitale - informuje Jose Angel Gonzales, Komendant ds. Operacyjnych hiszpańskiej policji. - Zwykle chorzy używają potem publicznych środków transportu i narażają na szkody zdrowych pasażerów - podkreśla Gonzales. Przyznał, że do takich przypadków dochodzi niemal codziennie. Policja ma zwykle problem ze zlokalizowaniem uciekinierów.

Od dzisiaj w szpitalach i domach spokojnej starości realizowane są tzw. szybkie testy na obecność COVID-19. Do ich przeprowadzenia pobierany jest wymaz z gardła a wyniki otrzymuje się najpóźniej po kwadransie. Hiszpański resort zdrowia przyznaje jednak, że szybkie testy mają większy margines błędu niż tradycyjne. Pierwszy zostanie im poddany personel medyczny. Wśród lekarzy i pielęgniarek wykryto już ponad 5 tysięcy zachorowań na koronawirus. Potem testy przejdą pensjonariusze domów spokojnej starości. Tylko w Katalonii w tej grupie wykryto ponad 200 zachorowań. 

Testy przechodzą też członkowie rządu. Przybywa bowiem chorych na koronawirus w Palacio de Moncloa - siedzibie rządu i premiera. COVID-19 stwierdzono u członków gabinetu Pedro Sancheza, jego matki i teścia. Dziś wszystkie rządowe biura i sale obrad poddano dezynfekcji. 

Ewa Wysocka 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy