Reklama

Reklama

Koronawirus w USA. Ponownie ponad tysiąc zgonów w ciągu doby

W czwartek (10 września) w USA zmarły 1004 osoby zakażone SARS-CoV-2. Z kolei w środę (9 września) liczba zgonów na COVID-19 w Stanach Zjednoczonych wyniosła 1170 - wynika z bilansu prowadzonego przez Uniwersytet Johnsa Hopkinsa w Baltimore.

Stany Zjednoczone są krajem najbardziej dotkniętym epidemią koronawirusa na świecie. Zgodnie z danymi Uniwersytetu Hopkinsa bilans ofiar śmiertelnych w USA wynosi już 191 732, a SARS-CoV-2 zakaziło się blisko 6,4 mln osób.

Reklama

Po spadku w odnotowywanej liczbie zgonów w trakcie długiego weekendu ze Świętem Pracy (Labor Day) dobowy bilans ofiar śmiertelnych wraca do poziomów sprzed soboty. Sytuacja epidemiologiczna jest jednak znacznie lepsza niż na wiosnę, gdy w kwietniu i maju regularnie zdarzały się w USA doby z ponad 2 tys. zgonów na COVID-19.

Nowy Jork nie jest już centrum epidemii

Epidemia najbardziej uderzyła wtedy w stan Nowy Jork, gdzie od marca zmarło ponad 33 tys. osób. Obecnie Nowy Jork nie jest już epicentrum epidemii - w ciągu ostatnich siedmiu dni potwierdzono tam 53 zgony na COVID-19.

W tym samym okresie najwięcej osób zmarło z powodu koronawirusa w Teksasie (801), Kalifornii (660) oraz na Florydzie (614).

Gubernator Andrew M. Cuomo poinformował w czwartek, że w stanie Nowy Jork przeprowadzono do tej pory ponad 9 milionów testów na obecność na koronawirusa. 34 dzień z rzędu zdiagnozowano poniżej 1 procenta przypadków z wynikiem pozytywnym.

Według Cuomo z 76 813 przeprowadzonych w całym stanie w środę testów 757, czyli 0,98 procent, było pozytywnych. Ogółem w całym stanie od początku pandemii odkryto ich 441 911.

Szpitale przyjęły w ciągu ostatniej doby 482 pacjentów w tym 78 nowych. Liczba osób na oddziałach intensywnej terapii wynosiła 120, a poddanych intubacji 55. W całym stanie z powodu komplikacji COVID-19 było siedem ofiar śmiertelnych. W samym mieście nie zarejestrowano żadnej. Od początku pandemii zmarło 25 377 chorych.

"To nowojorczycy spłaszczyli krzywą"

- To nowojorczycy spłaszczyli krzywą. Dzięki ich ciężkiej pracy przez 34 dni z rzędu wskaźnik infekcji utrzymuje się poniżej jednego procenta. Do tej pory przeprowadziliśmy ponad 9 milionów testów - to więcej na mieszkańca niż w jakimkolwiek innym stanie i więcej niż w większości krajów na świecie. Ale nie możemy się cofać - musimy kontynuować ciężką pracę i nosić maski, myć ręce i zachować dystans społeczny - wzywał gubernator.

De Blasio ostrzega

Koronawirusowi była poświęcona także czwartkowa konferencja prasowa burmistrza miasta Nowy Jork Billa De Blasio. Powiadomił, że według ostatnich danych z wynikiem pozytywnym na obecność COVID-19 odnotowano 1,09 proc. testów. Ostrzegał, że w przypadku wskaźnika zakażeń dochodzącego do 2 proc. wstrzymana zostanie decyzja o otwarciu pod koniec miesiąca restauracji we wnętrzach.

Odległość między stołami ma tam wynosić 6 stóp (około dwa metry). Klienci będą mogli zdejmować maseczki tylko wówczas, kiedy jedzą.

- Martwię się o zdrowie i bezpieczeństwo nowojorczyków. Miasto przyjęło w tej sprawie bardzo konserwatywne podejście. Jeśli osiągniemy 2 proc. zakażeń, zatrzymujemy się, ponieważ oznacza to, że coś idzie w złym kierunku - ocenił de Blasio.

Prognozy

Zgodnie z prognozami Uniwersytetu Waszyngtońskiego w Seattle do stycznia  na COVID-19 umrze około 410 tys. Amerykanów. 

Od początku 2021 roku - jak zapowiadają epidemiolodzy - w USA ma być już powszechnie dostępna szczepionka na koronawirusa. Obecnie trwają zaawansowane testy kliniczne.

Chcesz wiedzieć więcej na temat pandemii koronawirusa? Sprawdź statystyki:

Polska na tle świata

Sytuacja w poszczególnych krajach

Wskaźniki w przeliczeniu na milion mieszkańców


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje