Reklama

Reklama

Koronawirus we Włoszech. Kapelan szpitala: Musiałem przejść próbę ognia

Ks. Giovanni Musazzi z Bractwa św. Karola Boromeusza w ostatnich tygodniach musiał przejść próbę ognia jako szpitalny kapelan, gdy szpital Luigi Sacco w Mediolanie, w którym pracuje, został zamieniony na najważniejszy w Lombardii szpital jednoimienny dla zarażonych koronawirusem.

W rozmowie z korespondentem "Niedzieli", dzieląc się refleksjami i radami, uznał, że w czasie szerzenia się epidemii mogą się one okazać cenne dla Kościoła w Polsce.

"Niepokoi mnie naiwna postawa niektórych kapelanów"

Reklama

"W obecnej sytuacji szerzącej się epidemii niepokoi mnie naiwna postawa niektórych moich kolegów kapelanów, która może wyrządzić szkodę ludziom (pacjentom i księżom), jak i Kościołowi. Tutaj nie potrzeba heroizmu. Kościół jest obecny w szpitalach i musi tam pozostać, ale nie może postępować nierozsądnie! My, kapelani, jeśli nie będziemy ostrożni, nie tylko narażamy się na niebezpieczeństwo, ale możemy stać się narzędziem rozprzestrzeniania się wirusa" - zaznaczył ks. Musazzi.

Podkreślił jednocześnie, że jeśli księża nie będą przestrzegać wszystkich koniecznych zasad, aby chronić siebie, lekarzy i pacjentów, słusznie wydalą ich ze szpitali.

"Mamy obowiązek ściśle przestrzegać obowiązujących zasad. Kapelan, który nie odbył kursu przygotowawczego, aby wejść do izolatki, robi coś niebezpiecznego dla siebie i innych. Jeśli prawdą jest, że musimy być blisko naszego ludu, prawdą jest również to, że nie można rzucać wyzwania Bogu "czuję się bohaterem, więc nie złapię wirusa". Kapłan, który służy pacjentom COVID-19, musi zaakceptować również większą izolację" - przestrzega ks. Musazzi.

Dodał, że kapelan nie może iść do domu, aby odwiedzić parafian, ponieważ pracuje na oddziale z COVID-19. "Nie widziałem mojej mamy i ciotki, starszych osób, od dwóch miesięcy. Nawet lekarze i pielęgniarki żyją odseparowani w domu od rodzin i nie odwiedzają starszych wiekiem rodziców. (...) Dlatego jest to minimalny środek zapobiegawczy, oprócz wszystkich tych, które obowiązują na oddziale chorób zakaźnych. Konferencja Episkopatu Włoch ustanowiła normy naszej posługi, słusznie wymagając od kapelanów specjalnych kursów" - podkreślił ks. Musazzi.

Kropla oleju do namaszczenia chorych przenoszona w sterylnych warunkach

Zaznaczył również, że nie do pomyślenia jest, aby hostie i święty olej zostały przyniesione w pojemniku i buteleczce na odział z COVID-19, a następnie wyniesione z powrotem - wszystko byłoby skażone. Hostie należy umieścić w sterylnych plastikowych torebkach po starannym oczyszczeniu ich z okruchów lub fragmentów.

"Biorę tylko tyle hostii, ilu pacjentów prosiło mnie o komunię. Olej do namaszczenia chorych jest również przenoszony w minimalnej ilości (jedna kropla) w sterylnym plastikowym woreczku, który jest następnie niszczony w pokoju, w brudnej strefie".

"Konferencja Episkopatu Włoch określiła bardzo surowe zasady w tym względzie, ale widzę, że wiele konferencji episkopatów spóźnia się z ustaleniem podobnych zasad (mam na myśli przede wszystkim Europę - jestem w kontakcie ze współbraćmi, którzy informują mnie o przepisach już przyjętych w różnych krajach). W USA zasady te zostały ustalone na czas i w sposób precyzyjny" - dodał.

Zapytany, jak w praktyce zachowuje się na oddziale zakaźnym, ks. Musazzi odpowiedział, że "przed wejściem na odział COVID-19, przygotowuję się w strefie zwanej czystą strefą".

"Muszę wiedzieć, ile osób przyjmuje komunię i taką liczbę hostii wkładam do sterylnego woreczka. Następnie ubieram się we wszystkie niezbędne zabezpieczenia (kombinezon, podwójne rękawiczki, buty, przyłbica, maseczka ochronna typu 2 lub 3; normalna maska chirurgiczna typu 1 jest całkowicie niewystarczająca). Wszystko, co znajduje się w woreczku, musi zostać skonsumowane przez pacjentów na oddziale, a woreczek należy wyrzucić na miejscu. Z olejkiem postępuję w podobny sposób - wlewam kroplę oleju do sterylnej torebki i ta kropla służy mi tylko dla pacjentów z COVID-19 i tylko na tym oddziale, zmieniając rękawiczkę przy każdym pacjencie. W tym przypadku również rękawiczki i torebka muszą pozostać na oddziale" - wyjaśnił ks. Musazzi.

"Kościół we Włoszech zapłacił za to wysoką cenę"

Poproszony, jakich rad udzieliłby kapelanom, którzy dopiero teraz muszą się zająć pacjentami z COVID-19, ks. Musazzi powiedział, że żaden kapłan nie powinien mieć kontaktu z pacjentami z COVID-19 bez odbycia podstawowego kursu z zakresu chorób zakaźnych przeprowadzonego przez lekarzy lub pielęgniarki.

"We Włoszech Kościół zapłacił wysoką cenę za to niedopatrzenie - tylko w marcu zmarło 87 kapłanów. Żaden z nich nie był kapelanem w szpitalu, po prostu nadal przyjmowali ludzi lub odwiedzali ich w domach (komunia zanoszona chorym), nie podejmując należytych środków ostrożności. Nie byliśmy przygotowani, ponieważ byliśmy pierwsi w Europie, ale inne episkopaty powinny uczyć się na naszych błędach" -powiedział ks. Musazzi.

Dodał, że w tym względzie "improwizacja nie jest dozwolona, nie są potrzebni nieostrożni kapłani, ale tacy, którzy potrafią być posłusznymi swojemu biskupowi, konferencji episkopatów i lekarzom", podkreślając, że należy dobrze przygotować kapłanów, którzy mają pracować na oddziałach chorób zakaźnych. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje