Reklama

Reklama

Niemcy: Mniej samobójstw w czasach koronawirusa

Niemieckie Towarzystwo Psychiatrii ostrzegało, że w związku z restrykcjami w czasach pandemii koronawirusa i redukcją kontaktów międzyludzkich może dojść do fali samobójstw. Statystyki pokazują, że tak się nie stało.

W kwietniu pojawiły się pojedyncze doniesienia o samobójstwach, które uznano za skutek ograniczeń wynikających z pandemii COVID-19. W artykule w "Business Insider" berlińscy strażacy opowiadali o znalezionych listach pożegnalnych w domach samobójców. Pisali w nich o wszechogarniającym lęku przed zakażeniem koronawirusem.

Reklama

Niemieckie Towarzystwo Psychiatrii ostrzegało przed możliwym wzrostem fali samobójstw. Powodem miała być wymuszona izolacja, połączona z kłopotami finansowymi i ograniczonym dostępem do terapii - mieszanka nie do zniesienia dla osób z problemami psychicznymi.

Depresja utrudnia szukanie pomocy

Jednak statystyki nie potwierdziły obaw. Na początku maja dziennik "Augsburger Allgemeine Zeitung" zwrócił się do urzędów w siedmiu krajach związkowych Niemiec o aktualne liczby. Okazało się, że liczba samobójstw nie wzrosła, a Nadrenia Północna-Westfalia odnotowała nawet 20-proc. spadek.

- Zauważyliśmy, że podczas koronakryzysu zmalała liczba wniosków o pomoc i doradztwo, co właściwie jest paradoksem - mówi w rozmowie z Deutsche Welle Thomas Voigt, zastępca szefa niemieckiej organizacji samopomocy pacjentów Deutsche Depressionsliga. Podkreśla jednak, że fakt, iż ludzie nie szukają pomocy, nie świadczy jeszcze o ich dobrym samopoczuciu. - Wyjaśnieniem może być to, że poszukiwanie pomocy zmusza do wykazania się aktywnością. A to może być tak obciążające, że aż nie do wykonania dla niektórych - podkreśla. - Zdalna terapia niekoniecznie jest dobrym rozwiązaniem, bo ludzie w depresji chcą bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem, a nie rozmowy z maszyną - uważa Voigt.

Ulrich Hegerl, szef fundacji Deutsche Depressionshilfe, podkreśla, że 90 proc. samobójstw ma związek ze zniekształconym obrazem rzeczywistości, do którego dochodzi wskutek depresji lub innych chorób psychicznych. Depresja to choroba, a nie tylko reakcja na trudności życia. 

Hegerl już we wczesnej fazie kryzysu ostrzegał, że wskutek ograniczeń kontaktów przyjaciele i krewni osoby cierpiącej na depresję będą mieli trudniej z wykryciem problemu i wezwaniem pomocy. - Pogorszyła się sytuacja bytowa. W gabinetach lekarskich pojawia się mniej pacjentów - także dlatego, że myślą, iż lekarze ich nie potrzebują, bo są zajęci pacjentami z koronawirusem. A osoby z depresjami łatwo wpadają w poczucie winy - mówi Hegerl.

Gorszy stan psychiczny

Choć liczba samobójstw nie wzrosła, to badania pokazują, że u wielu osób nastąpiło ogólne pogorszenie samopoczucia psychicznego. W USA "Kaiser Family Foundation" przeprowadziła pod koniec marca ankietę wśród 1226 dorosłych osób. 45 proc. badanych odpowiedziało, że pandemia wpłynęła na ich stan psychiczny. W lutym i marcu liczba osób poszukujących wsparcia psychologów i psychiatrów wzrosła o 300 proc. w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku.

W Niemczech w połowie kwietnia, gdy restrykcje były najostrzejsze, Wyższa Szkoła Medyczna w Hanowerze przeprowadziła badania w grupie 3545 osób. 29 proc. z nich mówiło o wzroście poczucia agresji i podrażnienia. 

Uniwersytet w Krems nad Dunajem w Austrii przebadał 1009 osób, wśród których liczba tych cierpiących na "nastroje depresyjne" wzrosła z 4 do 20 proc. Jeden z autorów badań Christoph Pieh nadal obawia się fali samobójstw. - Definitywnie nastąpił wzrost chorób depresyjnych - mówi w rozmowie z Deutsche Welle.

Skutki kryzysów

Hauke Wiegand, psychiatra i psychoterapeuta z Kliniki Uniwersyteckiej w Moguncji, odnotował spadek liczby pacjentów odwiedzających jego klinikę: przychodzi znacznie mniej osób z depresją i stanami lękowymi, natomiast na tym samym poziomie pozostaje liczba pacjentów ze schizofrenią.

Patrząc wstecz, Wiegand podkreśla, że każdy kryzys gospodarczy prowadził do wzrostu liczby samobójstw. Na przykład po kryzysie z 2008 r. wzrost bezrobocia o każdy kolejny procent powodował jednoprocentowy wzrost liczby samobójstw.

Jednak Wiegand mówi także o pozytywnych trendach. Pierwsze wyniki badań mogunckiego Instytutu Badań nad Odpornością pokazują, że wielu ludzi odczuwa mniejszy stres. - Mają zredukowany czas pracy, może muszą też w mniejszym stopniu dojeżdżać do pracy, spędzają więcej czasu z rodziną - to wszystko dla większości ludzi oznacza mniej stresu. Jednak dotyczy to tylko tych, którzy mają zapewnioną pracę - dodaje psychiatra.

Redakcja Polska Deutsche Welle

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje