Reklama

Reklama

Nowy Jork: Najwięcej ofiar śmiertelnych COVID-19 pochodzi z konkretnych dzielnic

Do najbardziej dotkniętych pandemią COVID-19 należą nowojorczycy żyjący w rejonie Far Rockaway, Bayswater i Edgemere w Queens, największej dzielnicy Nowego Jorku. 21 proc. z nich żyje poniżej granicy ubóstwa. Bardzo trudna sytuacja pod tym względem jest także w Canarsie i Flatlands na Brooklynie.

Tamtejszych mieszkańców łączy kod pocztowy 11 691. Wskaźnik śmiertelności z powodu powikłań jest tam drugi co do wielkości w całym mieście - umiera 443 na 100 tys. osób.

Reklama

Gorsza sytuacja pod tym względem w Nowym Jorku jest tylko w Canarsie i Flatlands na Brooklynie.

W obydwu najbardziej odczuwających skutki koronawirusa rejonach miasta osiadła głównie ludność afroamerykańska i latynoska. W przypadku Far Rockaway, Bayswater i Edgemere jest jej blisko 70 proc.

"NY1": Najwięcej ofiar wśród ubogich

Reprezentujący ten obszar Queensu radny Donovan Richards twierdzi, że dla wielu jego wyborców pozostanie w czasie pandemii w domach ze względu na wprowadzone restrykcje nie jest rozwiązaniem. Muszą pracować, ryzykując zdrowiem albo nie wystarczy im pieniędzy na zapłatę czynszu, zakup jedzenia czy ubezpieczenie.

Jak podkreśla portal lokalnej telewizji NY1, najboleśniej SARS-Cov-2 atakuje społeczność ubogą oraz mniejszości rasowe. Nierówność jest wyraźnie widoczna na półwyspie Rockaway. Na jednym jego końcu obejmującym kilka części zwanych Rockways, w wyniku zakażenia koronawirusem zmarło 435 osób, w tym 129 w domach opieki dla osób starszych. Na przeciwległym, bardziej wysuniętym w stronę oceanu Breezy Point, odnotowano tylko dwa zgony.

Radny wyjaśnia, że ludzie w Breezy Point mieszkają głównie w domach jednorodzinnych. Wielu z nich to policjanci i strażacy mający lepszy dostęp do opieki zdrowotnej. Na drugim biegunie mieszczą się ich niedalecy sąsiedzi z Far Rockaway, Bayswater i Edgemere.

Radny o negatywnych skutkach izolacji półwyspu

"Gdy nie masz dostępu do testów, nie wiesz, kto jest zakażony bez objawów. Nie wiesz, kto ma wirusa. Dlatego też ciągle się on po prostu rozprzestrzeniania" - tłumaczył cytowany przez NY1 Richards. Jego zdaniem, izolacja geograficzna półwyspu także czyni mieszkańców bardziej podatnymi na zakażenie. Jest tam tylko jeden szpital służący ponad 120 tysiącom mieszkańców.

Według Richardsa, przedstawienie danych na temat rozprzestrzeniania się COVID-19 w poszczególnych środowiskach zajęło władzom Nowego Jorku zbyt dużo czasu. "Gdybym miał ocenić miasto w zakresie przejrzystości, powiedziałbym, że na 'F' (niedostatecznie). To trwało zbyt długo. Statystyki kształtują politykę" - argumentował Richards.

Wyraził zaniepokojenie tym, co będzie się działo w najbliższy długi weekend w związku z Dniem Pamięci (Memorial Day), który przypada 25 maja. Plaże w mieście nie zostaną otwarte, ale można spacerować, co przyciągnie prawdopodobnie wielu ludzi. Stanie się to okazją do dalszego rozprzestrzeniania się COVID-19 na półwyspie.

Z Nowego Jorku Andrzej Dobrowolski

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje