Reklama

Reklama

Koronawirus "spotka się" z grypą

Eksperci są zgodni - będzie kolejna fala epidemii. Problem pojawia się, gdy pytamy, kiedy ona tak właściwie nastąpi i z jaką siłą uderzy. Jedni wskazują jeszcze na tegoroczne lato, drudzy na późniejszą jesień czy też zimę. Jeszcze inni przewidują nie jedną, a dwie nowe fale pandemii koronawirusa do 2022 r. Bardzo prawdopodobne jest więc, że nowe fale epidemii "spotkają się" z inną epidemią - epidemią grypy. - Istnieje ryzyko kryzysu w służbie zdrowia - potwierdza w rozmowie z Interią prof. dr hab. n. med. Adam Antczak, przewodniczący Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy.

Druga fala epidemii koronawirusa na jesieni "to więcej niż hipoteza, to pewność" - uważa przedstawiciel Włoch w Światowej Organizacji Zdrowia i doradca ministerstwa zdrowia w Rzymie Walter Ricciardi. WHO nie wyklucza też trzeciej fali. Hiszpańskie wojska lądowe w raporcie wskazują, że druga przewidywana fala epidemii mogłaby nastąpić między 21 listopada 2020 r. a 21 lutego 2021 r., trzecia z kolei między 21 listopada 2021 r. a 21 lutego 2022 r. (więcej TUTAJ).

Reklama

"Druga fala będzie gorsza od pierwszej - tego uczy nas doświadczenie poprzednich pandemii. Dopóki nie będzie masowo dostępnej szczepionki, orientacyjnie za rok, dopóty nie można mówić o przełomie w walce z koronawirusem" - wskazywał w rozmowie z "Rzeczpospolitą" prof. Martin McKee z Londyńskiej Szkoły Higieny i Chorób Tropikalnych.

Kolejna fala epidemii (bądź fale) będą na pewno wyzwaniem dla polskiej służby zdrowia. Większym, gdy koronawirus zbiegnie się w czasie z grypą.

Przebieg grypy w Polsce

Sezon epidemiczny grypy przypada w Polsce od 15 września do 30 kwietnia następnego roku, z kolei szczyt zachorowań datuje się między styczniem a marcem. W szczytowym okresie odnotowuje się kilkaset tysięcy zachorowań, a tysiące pacjentów wymagają hospitalizacji. Przykład: w okresie od 23 do 29 lutego tego roku zarejestrowano w kraju prawie 216 tys. zachorowań i podejrzeń zachorowań na grypę, do szpitala skierowano prawie 1600 osób, zmarło osiem osób (dane Państwowego Zakładu Higieny Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego). 

To liczby. A wyobraźmy sobie przez moment, ile osób w okresie wrzesień-marzec może zadać sobie pytanie - mam koronawirusa czy grypę? Objawy są przecież podobne: wysoka gorączka, ból gardła, kaszel, ból mięśni, głowy, zmęczenie...

"To może całkowicie sparaliżować system ochrony zdrowia. Dotyczy to też krajów zachodnich, które mają wyżej dofinansowaną służbę zdrowia niż my" - przyznawał w jednym z wywiadów w Programie Pierwszym Polskiego Radia minister zdrowia Łukasz Szumowski.

Teraz: Pierwsza fala epidemii

- W tej chwili jesteśmy ciągle w pierwszej fali pandemii i pierwszej fali epidemii w Polsce - zaznacza w rozmowie z Interią prof. dr hab. n. med. Adam Antczak. - To, co jednak jest charakterystyczne w ostatnich dniach, to to, że odnotowano rekordowy wzrost zachorowań od początku pandemii (takim dniem, jak poinformowała WHO, był 19 maja - tego dnia zgłoszono ponad 106 tys. nowych zakażeń - przyp. red.) i są pojedyncze kraje, które biją dobowe rekordy przyrostu przypadków. Jesteśmy na krzywej wzrostowej, także w Polsce - mówi.

Piątek, 22 maja, to trzeci najgorszy dzień od początku epidemii w kraju - 476 przypadków zakażeń, 269 wyzdrowień i 10 ofiar śmiertelnych. 21 maja mieliśmy w Polsce 405 nowych przypadków, 269 osób zostało zakwalifikowanych jako wyzdrowiałe, zmarło 10 osób. Dzień wcześniej z kolei Ministerstwo Zdrowia poinformowało o 470 kolejnych przypadkach koronawirusa w kraju, 280 ozdrowieńcach i 14 zgonach. Nie tak dawno, bo 12 maja, w ciągu doby zarejestrowano natomiast 556 nowych zakażeń, 315 osób wyleczonych oraz aż 28 zgonów. Większość przypadków wystąpiło i występuje wciąż na Śląsku - wśród górników i ich rodzin.

- Mówienie o tym, że jesteśmy w jakimś świetnym momencie i wszystko zaczyna wracać do normalności nijak ma się do rzeczywistości epidemiologicznej. Ciągle liczba chorych i nowych przypadków przewyższa istotnie liczbę ozdrowieńców - podkreśla prof. Antczak.

Trzy fale? Tak było w przypadku "hiszpanki"

Dobrym przykładem trójfalowej pandemii jest pandemia sprzed 100 lat - pandemia grypy hiszpanki (potocznie zwanej po prostu "hiszpanką").

- Grypa ma charakter sezonowy - możemy zachorować przez cały rok, ale szczyt zachorowań przypada między styczniem a marcem. Fale pandemii "hiszpanki" były nietypowe. Pierwsza fala w 1918 r. przypadła na wiosnę, następnie była fala jesienna, w listopadzie, niespotykana dla grypy, z mniej więcej 10-krotnie większą intensywnością fali z marca. Trzecia fala to był już sezon typowy dla grypy, luty-marzec 1919 r. - przywołuje historyczny rys prof. Antczak.

I przestrzega: - Lato pewnie będzie łagodniejsze, chociaż też niespokojne. Nie łudźmy się, że koronawirus spakuje się i pojedzie na wakacje. Ten wirus cały czas będzie z nami, będą liczni zakażeni i bardzo dużo chorych. W przypadku koronawirusa w Europie z lękiem należy myśleć szczególnie o miesiącach jesiennych. Już październik może być bardzo trudny. Trudno powiedzieć, czy druga fala na kontynencie będzie przypominała rok 1918, to była inna choroba, inne czasy. Natomiast musimy pamiętać, że tegoroczny okres jesienny i zimowy będzie szczególnie trudny, dlatego że wówczas na najprawdopodobniej drugą falę COVID-19 nałoży się fala zachorowań na grypę.

To będzie jesień

W rozmowie z dziennikarzem Interii, Łukaszem Szpyrką, minister zdrowia Łukasz Szumowski mówił, że najtrudniejszy okres czeka jego resort właśnie "we wrześniu lub październiku", a to właśnie wtedy do szkół wrócą uczniowie, a na uczelnie studenci.

"Dojdą wtedy chorzy na grypę. Może dochodzić do 'pomieszania'. Część z chorujących będzie miała grypę, a część COVID. I w ten sposób będzie dochodzić do wzajemnego zarażania się" - ostrzegał.

Prof. Antczak, który jest przewodniczącym Rady Naukowej Ogólnopolskiego Programu Zwalczania Grypy, tłumaczy: - Zarażenie grypą i zakażenie COVID-19 klinicznie są właściwie nie do odróżnienia. Są chorobami wysokogorączkowymi i niskonieżytowymi - mamy głównie gorączkę, bóle mięśni, uczucie rozbicia, kaszel suchy. Występuje natomiast bardzo mało nieżytowych objawów typu katar, a przy COVID-19 się np. nie kicha.

To jednak nie byłoby pierwsze "spotkanie" koronawirusa z grypą.

- Już w marcu br. mieliśmy taką sytuację w Polsce. Przypadków COVID-19 było stosunkowo mało, ale było sporo przypadków grypy, chociaż sezon grypowy 2019/2020 nie należał do jakichś bardzo wysokich sezonów - było 5 proc. mniej przypadków niż w sezonie 2018/2019, a hospitalizacji było nawet kilkanaście proc. mniej. Niemniej nałożenie się dwóch zjawisk było bardzo kłopotliwe dla służby zdrowia - zgłaszający się z gorączką pacjenci myśleli, że mają koronawirusa. To jest coś, co powinno być bardzo brane pod uwagę przy organizacji służby zdrowia, przy zabezpieczeniu materiałowym czy lekowym zanim przyjdzie jesień. Scenariusz, w którym mamy przepełnione szpitale, lekarze są przeciążeni, jest bardzo możliwy - ostrzega.

Prof. Antczak przypomina jednocześnie, że w przypadku grypy można się skutecznie zabezpieczyć. - Nie ma skuteczniejszej profilaktyki niż szczepienia. Dlatego, jeżeli Polacy myślą o profilaktyce na jesień i zimę, to przede wszystkim muszą pomyśleć o szczepieniach przeciw grypie. To niezwykle ważne, bo to chroni przed ciężkim przebiegiem choroby, a wielu ludzi chroni w ogóle przed wystąpieniem choroby - zaznacza.

Jak intensywna może być druga fala?

- Na intensywność drugiej fali mają najprawdopodobniej duży wpływ sposoby zapobiegania rozprzestrzenianiu się choroby. W Polsce spłaszczeniu uległa bardzo dobrze krzywa zachorowań na COVID-19 dzięki temu, że wprowadzono wcześnie odpowiednią profilaktykę - przede wszystkim izolację społeczną, dystansowanie społeczne. Świat się "zamknął", zamknięto szkoły, uniwersytety, przedszkola, żłobki... Dostępne są modele matematyczne przewidywanego scenariusza pandemii, które pokazują, że odmrażanie świata, czyli łagodzenie restrykcji, wiedzie do zwiększonej liczby zachorowań. I tu niestety nie ma mądrych - nigdy nie wiadomo, która restrykcja będzie miała najistotniejszy wpływ na zachorowania, dystansowanie społeczne, zamknięcie świata (ang. lockdown)? - mówi w rozmowie z Interią prof. Antczak.

Polska niedługo przejdzie do czwartego etapu odmrażania gospodarki. Planowany jest on na początek czerwca. Przewidywanie jest uruchomienie teatrów, kin czy klubów fitness. W kolejnym etapie ma pojawić się także zgoda na organizację wesel do 50 uczestników. Już otwarte są natomiast restauracje i galerie handlowe.

- Pozwalanie ludziom na to, żeby się gromadzili, uważam, jest w tej chwili stanowczo przedwczesnym ruchem, niewłaściwym, raczej lekkomyślnym, choć jakoś zrozumiałym z perspektywy społecznej, emocjonalnej czy ekonomicznej - uważa prof. Antczak. - Musimy sobie wyobrazić, że będziemy mieli gwałtowny wzrost zachorowań na jesieni i istnieje ryzyko kryzysu w służbie zdrowia. Do takiej sytuacji trzeba się odpowiednio przygotować - zaznacza.

- Był pewien moment naprawdę ogromnego przerażenia uczestników całego systemu opieki zdrowotnej pod presją groźby scenariusza włoskiego czy hiszpańskiego. W tej chwili jesteśmy już o tyle mądrzejsi, że sporo wiemy o samej chorobie, chociaż wciąż duża lekcja jest do odrobienia. To, co jest do zrobienia z punktu widzenia Ministerstwa Zdrowia, to zgromadzenie do tego czasu odpowiedniej ilości zapasów - mówi. 

I dodaje: - Powinniśmy mieć również przygotowany scenariusze powrotu do restrykcji: izolacji, do dystansowania społecznego, potencjalnego zamknięcia miejsc i instytucji, w których gromadzą się ludzie.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje