Reklama

Reklama

Koronawirus w Polsce. Roboty pomagają w laboratoriach

- Już podwoiliśmy liczbę realizowanych w naszym laboratorium testów z 1000 do 2000 badań dziennie. Jeśli okaże się, że roboty będą mogły wykonywać za nas część pracy, to my też weźmiemy na siebie więcej obowiązków. W najbliższych tygodniach mamy szansę na kolejne, istotne zwiększenie liczby testów - mówi nam prof. Anna Wójcicka z Warsaw Genomics, gdzie znajduje się jedno z laboratoriów badających testy na obecność koronawirusa.

Łukasz Szpyrka, Interia: Jak wygląda procedura wykonania testu SARS-CoV-2?

Reklama

Dr hab. n. med. Anna Wójcicka, współzałożycielka Warsaw Genomics: - Zawsze na początku mamy pacjenta, który może być zarażony wirusem Sars-CoV-2. Są to albo pacjenci objęci kwarantanną albo tacy, którzy mają objawy i przebywają w szpitalach. Od pacjenta pobierany jest wymaz z głębokiej części nosa albo tylnej ściany gardła. Wymazówka jest następnie transportowana do laboratorium. W laboratorium najpierw rejestrujemy próbkę, potem przygotowujemy ją do analizy. Następnie metodami molekularnymi sprawdzamy, czy wirus jest obecny w tej próbce.

Jak długo trwa cały proces?

- W laboratorium badanie jednej próbki trwa od 4 do 6 godzin. Ale należy pamiętać, że czas ten jest zależny od tego, ile próbek trafia do nas jednocześnie. Jeśli jest ich kilkaset - proces się wydłuża. Łącznie z transportem na wynik badania czeka się od 6 do 24 godzin. Staramy się, by cały proces zamknął się pomiędzy 12 a 14 godzinami.

Jeden pracownik zajmuje się jedną próbką?

- Jeszcze kilka dni temu większość próbek, które do nas trafiały, była od początku do końca przygotowywana i analizowana naszymi rękoma - nigdy nie była to jedna próbka, ale od 24 do 96 próbek jednocześnie. W tym czasie uruchomiliśmy już dwa roboty, niebawem wystartują kolejne. Dążymy do tego, by ręczne przygotowanie próbek było konieczne tylko na pierwszym etapie analizy, który polega na przygotowaniu wymazówki do badań oraz na ostatnim etapie, kiedy interpretujemy wyniki. Wszystkie etapy pomiędzy obsługuje nadzorowany przez człowieka robot. Dzięki temu cały proces jest sprawniejszy.

Sprawniejszy, ale pewnie też mniej ryzykowny?

- Ograniczamy ryzyko pomyłek. Nie zakładam, że się mylimy, jednakże przy procesowaniu 1000 próbek dziennie w każdym laboratorium diagnostycznym ryzyko istnieje. Ponadto czułość testów, kiedy włączamy w nie roboty, jest znacznie wyższa. Roboty wydajniej "wyciągają" z badanej próbki materiał genetyczny wirusa. Dlatego też staramy się w tych etapach, w których jest to możliwe, niemal całkowicie przechodzić na robotykę. I to nie dlatego, żeby nam było łatwiej, ale żeby badać jeszcze precyzyjniej.

Ile robotów możecie uruchomić docelowo?

- Korzystamy z robota na etapie izolacji materiału genetycznego. Już pracują dwa, które mogą wykonać 380 takich izolacji w godzinę. Dodatkowo, uruchomiliśmy robota, który przygotowuje wyizolowanego z próbek wirusa do dalszej analizy. Jednakże tak jak wspominałam, zanim przejdziemy do etapów obsługiwanych przez roboty, próbki są rejestrowane i przygotowywane przez ludzi.

Robot może pracować 24 godziny na dobę?

- Robot nie może pracować bez nas. Nie jest bezobsługowy, wymaga naszej obecności, a my pracujemy w ostatnim czasie po 20 godzin dziennie. Nasz zespół diagnostyczno-laboratoryjny to siedem osób pracujących w systemie zmianowym. Oczywiście, że chcemy wykonywać jak najwięcej badań, ale jednocześnie musimy pamiętać, że obecna sytuacja epidemiologiczna nie potrwa jeszcze przez tydzień czy dwa. Zakładamy, że w takim trybie będziemy pracować przez co najmniej trzy miesiące.

Ile próbek codziennie do was trafia?

- Pracujemy tak, by wykorzystać 100 proc. naszych możliwości. Badaliśmy dotychczas średnio 1000 próbek każdego dnia, pod koniec zeszłego tygodnia osiągnęliśmy możliwość realizowania 2000 badań w ciągu jednego dnia.

Gdzie trafiają wyniki?

- To złożony system. Wynik przesyłany jest do lekarza, który zlecił badanie, na specjalne skrzynki mailowe w szpitalach bądź też do wojewódzkiej stacji sanitarno-epidemiologicznej, jeśli to ona zleciła wykonanie badania. Równocześnie jesteśmy zobowiązani raportować dwa razy dziennie liczbę wykonanych testów oraz liczbę wykrytych wyników pozytywnych do Ministerstwa Zdrowia. Jednocześnie informacje o każdym pozytywnie zdiagnozowanym pacjencie przekazujemy do Sanepidu.

Proces wymiany informacji wydaje się dość długi, a codziennie dostajemy nowe raporty o liczbie zarażonych. Wobec tego czy oficjalne raporty uwzględniają badania wykonane tego samego dnia?

- Wyniki testów realizowanych w naszym laboratorium są przekazywane do resortu zdrowia i do sanepidu, są zatem ujęte w statystykach. Nie mamy wiedzy, czy są uwzględniane tego samego dnia.

Ile testów dziennie w niedalekiej przyszłości będzie mogło robić wasze laboratorium?

- Staramy się realizować jak najwięcej badań, ale mierzymy siły na zamiary.

Zapytam inaczej - czy możliwe jest podwojenie liczby testów, które wykonujecie obecnie?

- Już podwoiliśmy liczbę realizowanych w naszym laboratorium testów z 1000 do 2000 badań dziennie. Jeśli okaże się, że roboty będą mogły wykonywać za nas część pracy, to my też weźmiemy na siebie więcej obowiązków. W najbliższych tygodniach mamy szansę na kolejne, istotne zwiększenie liczby testów.

Polska raportuje do WHO tylko testy genetyczne. Niektóre kraje podają też liczbę zakażonych na podstawie innych wskaźników. Czy podawane przez nas liczby odzwierciedlają rzeczywistość?

- Jeśli chodzi o diagnozowanie zakażenia wirusem SARS-CoV-2, WHO rekomenduje wyłącznie testy molekularne, czyli testy, które realnie sprawdzają obecność wirusa w organizmie pacjenta. Testy szybkie ze względu na swoją specyfikę, są mniej dokładne - pokazują bardziej kto już przeszedł chorobę. Z czasem, kiedy liczba osób, które prawdopodobnie zachorowały na COVID-19 będzie większa, to testy te będą potrzebne. Wtedy będziemy potrzebować wiedzy, jaki procent populacji chorował. Teraz natomiast chcemy wiedzieć, jaki procent populacji jest w tym momencie zakażony wirusem. Żeby przerwać łańcuch epidemiczny, musimy izolować wszystkich, którzy w tej chwili mają w sobie wirusa. Na ten moment testy molekularne wydają mi się najbardziej miarodajne i są tą metodą, która jest zalecana przez WHO.

Jaka liczba testów wydatnie pomogłaby określić, w jakim miejscu jesteśmy?

- Spójrzmy na przykład Korei Południowej. Tam wykonuje się dziennie ok. 20 tys. testów. Populacja liczy 52 mln mieszkańców. Wobec tego, przy obecnych ograniczeniach wprowadzonych przez rząd, a także gdybyśmy wykonywali 10-15 tysięcy badań dziennie, to powinno przełożyć się to na możliwość zapanowania nad sytuacją.

Rozmawiał Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne