Reklama

Reklama

Kryzys w Grecji

Cipras wzywa Greków do oddania głosów na Syrizę

Na ostatnim przedwyborczym wiecu lewicowej Syrizy, który odbył się w piątek wieczór na największym placu Aten Syntagma jej przywódca Aleksis Cipras wezwał Greków do aktywnego udziału w niedzielnych wyborach.

Na podium dodawali mu otuchy liderzy kilku europejskich partii lewicowych.

"Nie powinniśmy stracić ani jednego głosu, nie powinniśmy dać się pokonać absencji wyborczej. Absencja oznacza zwycięstwo dla obozu Nowej Demokracji (prawicowego głównego rywala Syrizy - red.)" - mówił zgromadzonym na Syntagmie zwolennikom Syrizy były premier.

Reklama

Wskazywał także, że rezultat niedzielnych wyborów będzie miał niezmiernie ważne znaczenie dla innych europejskich partii lewicowych, takich jak hiszpańska Podemos czy irlandzka Sinn Fein, oraz dla przyszłości całej Europy.

Na niewielkiej scenie udekorowanej sloganami takimi jak "Pozbywamy się przyszłości. Zwyciężamy dla jutra" towarzyszyli mu szef Podemos Pablo Iglesias, przywódca francuskich komunistów Pierre Laurent oraz poseł do niemieckiego parlamentu z ramienia postkomunistycznej Lewicy (Die Linke) Gregor Gysi.

Słowa Ciprasa były skierowane przede wszystkim do tych ponad 15 proc. greckich wyborców, którzy w dalszym ciągu nie wiedzą, na kogo będą głosować. Znajduje się wśród nich wielu byłych zwolenników Syrizy, rozczarowanych lipcową kapitulacją jej przywódcy w Brukseli. Ponieważ sondaże dają ND i Syrizie bardzo zbliżone poparcie, zbojkotowanie wyborów przez takie właśnie osoby może doprowadzić do ostatecznej porażki ugrupowania Ciprasa, które w styczniu tego roku gromadziło na swoich wiecach dziesiątki tysięcy zwolenników.

Na piątkowym wiecu fanów Syrizy było o wiele mniej. Brakowało też radosnej atmosfery ostatnich wyborów, w których Syriza zwyciężyła zdobywając ponad 36 proc. głosów. Większość zgromadzonych na Syntagmie ludzie była poważna, wiele kobiet miało w oczach łzy.

"On nas prosi o to, żebyśmy mu dali jeszcze jedną szansę" - powiedział wzruszony Jannis, 40-letni artysta grafik, który na wiec przyszedł z żoną Anną. "Przyznaje się do tego, że porozumienie, które zawarł w Brukseli nie jest dla nas dobre i prosi nas o to, żebyśmy mu pozwolili naprawić błędy jakie popełnił" - dodał. 

Jannis uważa, że były premier faktycznie powinien dostać jeszcze jedną szansę bo Grecją rządził niedługo i tak naprawdę to nie on doprowadził do jej bankructwa.

"Jeśli nie wygra Cipras to do władzy dojdzie ND, a przecież to właśnie przywódcy tej partii doprowadzili nas do tego stanu. Cipras jest z tego wszystkiego najmniej winny temu co się z nami dzieje. No bo bądźmy szczerzy, sytuacji w Grecji jesteśmy winni wszyscy, ale najbardziej to właśnie politycy ND i (socjalistycznej partii) Pasok" - tłumaczy Jannis.

Podobnego zdania jest 19-letni Andreas, członek młodzieżowej organizacji Syrizy, który razem z dwoma kolegami trzyma olbrzymi transparent z napisem: "Nie można wygrać w wojnach, w których się nie walczy".

Andreas jest studentem nauk politycznych na Uniwersytecie Ateńskim i uważa, że Cipras jest jedyną nadzieją na lepsze jutro Grecji.

"Był u władzy bardzo krótko" - mówi Andreas. "Co to znaczy kilka miesięcy. Powinniśmy rozmawiać o tym czego dokonał po upływie całej kadencji, a nie teraz".

Koleżanka Andreasa Elektra, która robi doktorat z nauk rolniczych, kiwa głową.

"Wielu z naszych kolegów opuściło Syrizę po referendum, kiedy premier zgodził się na warunki eurolandu. Ja też byłam bardzo rozczarowana, tak bardzo że aż płakałam. Ale teraz rozumiem, że nie miał wyjścia i że dla niego to też było trudne" - mówi Elektra i wyciera łzy. "Syriza musi zwyciężyć bo to nasza jedyna szansa na to, żeby coś się zmieniło i w Grecji, i w całej Europie".

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje