Reklama

Reklama

Kryzys w Grecji

Rozłam w partii Ciprasa. Przed Grekami drugie wybory

Premier Aleksis Cipras stracił grunt pod nogami, akceptując dalsze oszczędności narzucone mu przez wierzycieli, co doprowadziło do rozłamu w jego partii i dymisji rządu. W niedzielę Grecy zagłosują w drugich przedterminowych wyborach parlamentarnych w tym roku.

"Będą to jedne z najtrudniejszych wyborów w ciągu ostatnich 15 lat. Mamy do czynienia z gigantycznym kryzysem politycznym i gospodarczym, który w ciągu kolejnych dwóch lat może się jeszcze pogłębić. Greckim politykom, także rządzącej do niedawna Syrizie, nie udało się zapewnić wiarygodnej alternatywy dla oszczędności" - ocenia szef ateńskiego think tanku Bridging Europe Dimitris Rapidis.

Reklama

Skrajnie lewicowa Syriza Ciprasa doszła do władzy po przedterminowych wyborach z końca stycznia, gdy kryzys zadłużenia trwał już pięć lat, gospodarka skurczyła się o ponad jedną czwartą, a bezrobocie wynosiło ok. 26 proc. Lider Syrizy w kampanii przedwyborczej zapewniał, że nie ugnie się pod presją międzynarodowych kredytodawców, którzy chcieli narzucić jego krajowi kolejne oszczędności. Skutki tych bolesnych reform Grecy odczuwali wówczas już od kilku lat.

Przez sześć miesięcy Cipras twardo negocjował z wierzycielami, znienawidzoną w jego kraju trojką, czyli Komisją Europejską, Międzynarodowym Funduszem Walutowym i Europejskim Bankiem Centralnym (EBC). Propozycje kredytodawców były - według Ciprasa - nie do przyjęcia. Nazywał je wręcz szantażem.

26 czerwca, ku zaskoczeniu swych partnerów ze strefy euro, grecki premier ogłosił, że 5 lipca odbędzie się ogólnokrajowe referendum, w którym obywatele zdecydują, czy przyjąć, czy odrzuć plan ratunkowy oferowany przez wierzycieli. Wezwał Greków, by kierując się patriotyzmem i dobrem kraju zdecydowali o przyszłości swej ojczyzny.

Poinformował też, że rząd odrzucił ostatnią wersję porozumienia z trojką i argumentował, że propozycje "wyraźnie naruszają europejskie zasady i podstawowe prawo do pracy, równości i godności".

Dzień później partnerzy Aten ze strefy euro nie zgodzili się na przedłużenie programu pomocowego dla Aten, który miał wygasnąć 30 czerwca. EBC nie zdecydował się na zwiększenie wysokości ratunkowych pożyczek zapewniających płynność greckim bankom. Greckie banki potrzebowały pomocy, ponieważ mieszkańcy masowo wycofywali depozyty. Decyzja EBC zmusiła Ciprasa do ogłoszenia czasowego zamknięcia krajowych banków oraz wprowadzenia kontroli przepływu kapitałów, które obowiązują do dziś. Ograniczono wypłaty gotówki z bankomatów.

Referendum traktowano jako plebiscyt popularności Ciprasa, który "postawił się" Unii. Unijni przywódcy wzywali Greków do głosowania za warunkami pomocy, grożąc, że odwrotny wynik może być równoznaczny z opuszczeniem strefy euro, czyli tzw. Grexitem.

Tymczasem 5 lipca ponad 61 proc. uczestników referendum odrzuciło warunki pomocy, mającej ratować kraj przed bankructwem, ale oznaczającej też dalsze oszczędności. Za warunkami opowiedziało się ponad 38 proc.

Jednak ponad tydzień później, 13 lipca, w obliczu ryzyka załamania się greckiego systemu finansowego, które stawiało pod znakiem zapytania przyszłość kraju w eurolandzie, Cipras musiał zgodzić się na jeszcze ostrzejsze żądania stawiane przez zagranicznych wierzycieli. Na szczycie w Brukseli państwa strefy euro porozumiały się w sprawie rozpoczęcia negocjacji o nowym programie pomocy dla Grecji, w zamian za dalsze oszczędności, trudne reformy i przekazanie majątku do specjalnego funduszu.

Według Rapidisa ta postawa szefa rządu, który najpierw nakłaniał do odrzucenia warunków kredytodawców, a potem poszedł na jeszcze większe ustępstwa, sprawiła, że wielu Greków, którzy popierali Syrizę, zmieniło zdanie i teraz nie wie, na kogo oddać głos. "Economist" pisał ostatnio, że radosną atmosferę panującą podczas referendum zastąpił cynizm, a wielu zwolenników Syrizy, którzy liczyli, że jej rządy zapoczątkują erę szczerych polityków, czuje się zdradzonych.

W kolejnych dniach grecki parlament przyjął dwa pakiety ustaw, wprowadzających m.in. podwyżki podatku VAT, obniżających emerytury czy zwiększających składki na ubezpieczenie społeczne. Po spełnieniu tych warunków rozpoczęto rozmowy o trzecim programie ratunkowym dla Aten, wartym 86 mld euro.

Przypieczętowaniem tych negocjacji było głosowanie w greckim parlamencie z 14 sierpnia. W tym dniu Cipras stracił poparcie części swoich posłów, a program został zatwierdzony dzięki głosom opozycji. Przeciwnych pakietowi lub wstrzymujących się było ponad 40 deputowanych Syrizy, członków skrajnie lewicowego odłamu tej partii. Najbardziej radykalni posłowie Syrizy proponowali, by Grecja z własnej woli wyszła z eurolandu i przywróciła drachmę w miejsce euro. Ich przywódca, były minister energetyki Panajotis Lafazanis, był zdania, że Cipras zdradził partię, podpisując się pod nowym programem ratunkowym.

W obliczu coraz większej presji ze strony Lafazanisa, utraty przez Syrizę kontroli nad parlamentem, a także sygnałów płynących ze strony będącej w opozycji konserwatywnej Nowej Demokracji, że Cipras nie może liczyć na jej przyszłe poparcie, premier 20 sierpnia złożył dymisję. Argumentował, że nowe wybory są nieuniknione i zwrócił się do prezydenta o ogłoszenie przedterminowego głosowania, niespełna siedem miesięcy po poprzednim. Tłumaczył, że czuje się zobowiązany, by poddać pod ocenę wyborców swe rządy, a także fakt, że nie udało mu się osiągnąć takiego porozumienia, na które liczył przed styczniowym głosowaniem.

"Mój mandat z 25 stycznia wygasł" - oświadczył Cipras. Według niego, wybory miały być "drugim referendum", które miało umocnić władzę Syrizy.

Analitycy tłumaczyli decyzję polityka o kolejnych wyborach tym, że próbuje wzmocnić poparcie dla twardych reform, wymaganych przez kredytodawców zadłużonego kraju, zanim w pełni wejdą w życie podwyżki podatków i cięcia, a Grecy odczują ich konsekwencje. Późniejsze wybory mogłyby dla Syrizy oznaczać większe ryzyko porażki.

Dzień po dymisji Ciprasa 25 radykalnie lewicowych członków Syrizy wyszło z partii, by utworzyć nowe ugrupowanie o nazwie Jedność Ludowa. Na czele nowej formacji stanął Lafazanis.

Ten rozłam w Syrizie nie powinien dziwić, bo jak przypomina think tank Carnegie Europe, "każda grecka partia, która wprowadziła program ratunkowy, odnosiła poważne polityczne straty". "Po referendum wyborców Syrizy zaniepokoił zwrot, który doprowadził do trzeciego programu oszczędnościowego oraz kontroli przepływu kapitałów" - tłumaczy think tank.

Od maja 2014 r. w Grecji dwa razy organizowano wybory parlamentarne, jedno referendum, wybory do Parlamentu Europejskiego i wybory samorządowe. "Ta długotrwała niestabilność polityczna paraliżuje proces reform, zmniejszając nadzieję na stabilność i ożywienie gospodarcze. Niezależnie od składu przyszłego rządu, nowe przywództwo będzie musiało stawić czoło trudnemu zadaniu wprowadzenia programu pomocowego, opisywanego jako ostatnia szansa Grecji, w którą wierzy niewielu obywateli" - czytamy w analizie Carnegie Europe.

"Jest prawdopodobne, że po 20 września Grecję mogą czekać kolejne wybory. Największy problem strefy euro nie zniknie tak szybko" - konkludują autorzy analizy.

Julia Potocka

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.
Dowiedz się więcej na temat: Cipras

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy