Reklama

Reklama

"Antoni Macierewicz nie może się pogodzić z prawdą. To on ma problem"

"Gdybyśmy chcieli, żeby nasz raport był taki sam jak rosyjski, to przecież byśmy w ogóle (z nim) nie polemizowali" – w ten sposób Jerzy Miller odrzucał zarzuty podkomisji smoleńskiej Antoniego Macierewicza. "Nasz raport opiera się na prawdach. Jeżeli z tymi prawdami pan Antoni Macierewicz nie może się pogodzić, to on ma problem, a nie komisja, nie członkowie komisji i na pewno nie ja" - dodał Miller.

Polski raport w wielu miejscach różni się od raportu rosyjskiego; Polacy od początku badali miejsce katastrofy - mówił we wtorek Jerzy Miller, odnosząc się do zarzutów podkomisji smoleńskiej.

Reklama

Pytany w TVN24 o zarzuty, że polski raport powstał "pod dyktando" komisji rosyjskiej, a polscy eksperci nie mieli dostępu do wraku i miejsca zdarzenia, były szef MSWiA i Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego powiedział: "Gdybyśmy chcieli, żeby nasz raport był taki sam jak rosyjski, to przecież byśmy w ogóle (z nim) nie polemizowali, a myśmy przedstawili całą litanię zarzutów i uwag, które naszym zdaniem zaprzeczyły ustaleniom rosyjskim"

Jak powiedział Miller, w wypowiedzi o konieczności uzgodnienia formuły chodziło o jednakową konstrukcję obu raportów, "żeby czytelnik (...) mógł dokładnie stwierdzić, że polski raport w wielu, bardzo wielu miejscach i to bardzo newralgicznych wręcz, różni się od raportu rosyjskiego".

"Rosjanie przygotowali raport w styczniu 2011 roku, i zgodnie z konwencją chicagowską wykorzystaliśmy prawo do wyrażenia opinii o wszystkich zapisach w tym raporcie" - przypomniał.

Odniósł się także do przytoczonego zarzutu podkomisji smoleńskiej powołanej przez szefa MON Antoniego Macierewicza, że przedstawiciele strony polskiej nie brali udziału w badaniu wraku i miejsca zdarzenia. Przyznał, że on sam, nie będąc ekspertem w sprawach lotnictwa ani wypadków lotniczych, nie uczestniczył w tych pracach, "natomiast członkowie komisji byli już 10 kwietnia na miejscu i razem z Rosjanami, równolegle, prowadzili badania na terenie wypadku".

"Jeżeli ktoś uważa, że ich tam nie było, to niech powie, skąd się wzięła cała dokumentacja z lotniska pod Smoleńskiem" - dodał.

"Przykro mi tylko, że w tak tragicznej kwestii ktoś ma odwagę tak fałszywie odczytywać. To świadczy o braku szacunku dla rodzin osób, które zginęły w tym wypadku lotniczym" - powiedział Miller.

W ubiegłym tygodniu podkomisja MON oceniła, że w badaniu katastrofy prezydenckiego samolotu były nieprawidłowości, m. in., że wywierano naciski, by uzgodnić raporty polski i rosyjski (zaprezentowano przy tym nagranie głosu Millera mówiącego o konieczności zadbania o jednolity, spójny przekaz) oraz że polscy eksperci przez pewien czas nie mieli dostępu do miejsca zdarzenia.

Dowiedz się więcej na temat: Jerzy Miller | Antoni Macierewicz | katastrofa w Smoleńsku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje