Klich: To nie te dokumenty, o które prosiliśmy

Międzypaństwowy Komitet Lotniczy (MAK) przekazał we wtorek stronie polskiej nowe dokumenty w sprawie kwietniowej katastrofy pod Smoleńskiem. Zdaniem przedstawiciela Polski przy MAK Edmunda Klicha nie są to dokumenty, o które proszono.

Pułkownikowi Klichowi przekazano instrukcję techniczną, instrukcję użytkowania samolotu w locie, a także dziennik obsługi technicznej, tj. książkę eksploatacyjną tupolewa, zawierającą zapis przeglądów i napraw. Ogółem przekazano około 4 tys. stron. Wszystkie te dokumenty znajdowały się na pokładzie rozbitej maszyny.

Reklama

Niektóre strony są zniszczone

Dokumenty zaprezentował wiceprzewodniczący Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego Oleg Jermołow. Pokazał m.in. książkę eksploatacyjną. Nie zachowała się ona w całości - niektóre strony uległy częściowemu zniszczeniu i będą wymagały odtworzenia.

To nie są dokumenty, o które proszono

Klich powiedział polskim dziennikarzom, że nie są to wciąż dokumenty, o które prosił. Wyjaśnił, że strona polska w dalszym ciągu nie ma wszystkich materiałów związanych z lotniskiem w Smoleńsku, jego oblotem i procedurami tam obowiązującymi.

Zastrzegający sobie anonimowość ekspert z Polski, który uczestniczył w postępowaniu Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego, wyjaśnił PAP, że strona rosyjska przyjęła, iż w wypadku lotniska w Smoleńsku obowiązują procedury Organizacji Międzynarodowego Lotnictwa Cywilnego (ICAO), opisane w AIP Rosji. AIP Rosji to zbiór informacji aeronawigacyjnych, czyli danych o lotniskach, drogach lotniczych i obowiązujących procedurach.

"Na lotnisku w Smoleńsku nie mogą obowiązywać standard ICAO"

Polscy specjaliści się z tym nie zgadzają. Argumentują, że lotnisko w Smoleńsku nie jest wyposażone według standardów ICAO, więc nie mogą tam obowiązywać procedury tej organizacji. Smoleńskiego lotniska nie ma też w AIP Rosji, co oznacza, że strona rosyjska nie uważa go za lotnisko cywilne dopuszczone do ruchu międzynarodowego.

Wcześniej strona rosyjska utrzymywała, że lotnisko Siewiernyj jest lotniskiem wojskowym. Właśnie tym uzasadniała opóźnienie w przekazywaniu Polsce niektórych materiałów.

- Najważniejszy z otrzymanych dokumentów to książka eksploatacyjna samolotu, w której są zapisane wszystkie dane techniczne dotyczące prac wykonywanych przy samolocie - poinformował przedstawiciel Polski przy MAK.

"Już nie będzie więcej dokumentów"

- Powiedziano mi, że już żadnych innych dokumentów nie dostaniemy, oprócz ostatniej części instrukcji użytkowania w locie, którą otrzymamy po zakończeniu wszystkich prac - dodał Klich. Powiedział też, że poinformowano go, iż "wszystkie odpowiedzi na pytania, które zadawał, znajdą się w projekcie raportu końcowego. Ten będzie za kilka tygodni".

Pułkownik Klich poinformował, że polscy eksperci wracają do Polski. Nastąpi to w czwartek. Zaznaczył, że ich wyjazd z Moskwy nie jest protestem. "Strona rosyjska prosiła nas o kilka tygodni spokoju na pisanie raportu" - powiedział.

W wielu sprawach mamy inne zdanie, niż Rosjanie

- Można powiedzieć, że my swoją pracę tutaj zakończyliśmy - oznajmił podkreślając, że polscy eksperci mają w wielu sprawach inne zdanie niż strona rosyjska.

Przedstawiciel Polski poinformował, że w środę przekaże kierownictwu MAK pismo, w którym przedstawi wszystkie swoje wątpliwości, dotyczące dotychczasowych ustaleń strony rosyjskiej.

Jermołow ze swej strony podkreślił, że była to czwarta porcja materiałów dotyczących katastrofy polskiego Tu-154M, którą Międzypaństwowy Komitet Lotniczy przekazał Polsce.

Czego nie przekazali Polacy?

Zaznaczył też, że strona polska nie przekazała Międzypaństwowemu Komitetowi Lotniczemu wyników odczytu nagrań z rejestratorów lotu, dokonanego w Polsce, o co MAK ją prosił.

7 września MAK przekazał stronie polskiej dokumenty dotyczące kontrolerów lotów z lotniska Siewiernyj w Smoleńsku, którzy pracowali tam 7 i 10 kwietnia, tj. w dniu, gdy lądowały tam samoloty premierów Rosji i Polski, Władimira Putina i Donalda Tuska, oraz w dniu wypadku tupolewa z prezydentem Lechem Kaczyńskim.

6 września Klichowi wręczono dokumenty dotyczące remontu kapitalnego, jaki Tu-154M w drugiej połowie 2009 r. przeszedł w zakładach lotniczych Awiakor w Samarze. Wśród przekazanych wtedy dokumentów były też protokoły z eksperymentu, który przeprowadzono na symulatorach lotu w porcie lotniczym Szeremietiewo w Moskwie, a w ramach którego modelowano podejście polskiego tupolewa do lądowania w Smoleńsku z uwzględnieniem warunków pogodowych, jakie panowały tam 10 kwietnia.

Dokumentacja na temat kontrolerów

PAP dowiedziała się ze źródła zbliżonego do MAK, że dokumentacja na temat smoleńskich kontrolerów liczy około 80 stron. Wśród przekazanych materiałów są dokumenty potwierdzające ich kwalifikacje zawodowe oraz poziom wyszkolenia ogólnego i specjalistycznego.

Natomiast 25 sierpnia MAK przekazał 251 dokumentów, łącznie 10 tys. stron. Znajdują się wśród nich oryginały materiałów, które znaleziono na miejscu katastrofy, m.in. różne instrukcje, w tym pierwsza część instrukcji użytkowania w locie, dokumentacja konstrukcyjna, dokumenty nawigacyjne, dokumentacja techniczna urządzeń pokładowych, informatory, tablice, schematy, wykazy.

Poza dokumentami z samolotu przekazane zostały wtedy także: AIP Rosji, kopie wyników analizy paliwa, olejów i smarów, liczące 20 stron. MAK zaznaczył, że paliwo, oleje i smary w rozbitej maszynie były zgodne z normami.

Materiały z Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego trafiają do Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego w Warszawie, która niezależnie od MAK oraz prokuratur obu krajów wyjaśnia przyczyny i okoliczności katastrofy polskiego samolotu. Jej pracami kieruje minister spraw wewnętrznych i administracji Jerzy Miller.

Korespodnencja Klicha

W lipcu Klich wystosował pismo do władz MAK, w którym zwrócił się o udostępnienie różnych materiałów z prac Komitetu. W sierpniu ponowił swój wniosek. Przedstawiciel Polski przy MAK prosił m.in. o dokumentację lotniska w Smoleńsku, raport z oblotów technicznych tego lotniska, zapis rozmów z wieży kontroli lotów w dniu katastrofy i protokoły przesłuchań świadków.

Odpowiadając na pierwsze z pism Klicha, MAK wyjaśnił, że nie zawsze wszystko może mu udostępnić, gdyż lotnisko w Smoleńsku jest wojskowe, więc tego rodzaju kwestie muszą być uzgadniane z wojskiem.

Miller oświadczył w poniedziałek, że dokumenty, które kierowana przez niego komisja w ostatnich dniach otrzymała z Moskwy, nie są jeszcze kompletną dokumentacją z Rosji. Szef MSWiA wyjaśnił, że chodzi przede wszystkim o dokumenty dotyczące lotniska w Smoleńsku.

W katastrofie tupolewa pod Smoleńskiem 10 kwietnia zginęło 96 osób, w tym prezydent RP Lech Kaczyński i jego małżonka Maria. Polska delegacja leciała do Katynia na uroczystości upamiętniające 70. rocznicę mordu NKWD na polskich oficerach.

Jerzy Malczyk

Dowiedz się więcej na temat: katastrofy | 10 kwietnia | komitet | dokumentacja | lotnisko | rosyjska | lotniska | Bogdan Klich | MAK | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje