Komorowska: Staramy się, by rodziny w Smoleńsku mogły podejść do wraku

Polscy dyplomaci walczą, aby rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej, które 9 kwietnia udają się do Smoleńska, mogły podejść do wraku TU-154M - powiedziała w piątek Ewa Komorowska, żona wiceszefa MON Stanisława Komorowskiego, który zginął w katastrofie.

W programie "Piaskiem po oczach" w TVN24 Komorowska przedstawiła szczegóły pielgrzymki.

Reklama

Jak powiedziała, niedawno okazało się, że członkowie rodzin nie będą mogli lądować w Briańsku; lecą więc Moskwy, a następnie czeka ich 5 godzin jazdy autobusem do Smoleńska.

- To będzie mordercza wyprawa. Spotykamy się na lotnisku o drugiej w nocy, wylatujemy o trzeciej. Uroczystości muszą być krótsze niż w październiku - powiedziała Ewa Komorowska.

Według Komorowskiej najpierw rodziny będą przy brzozie, w którą uderzył TU-154 M-PAP. W planie - mówiła - jest też podejście do wraku samolotu, ale - jak zaznaczyła - jest on teraz dowodem w sprawie i polskie służby dyplomatyczne walczą o to, żeby rodziny mogły do niego podejść.

- Od wraku przejeżdżamy - nie przechodzimy - do miejsca katastrofy, tam będą uroczystości, nabożeństwo ekumeniczne - dodała.

Zaznaczyła, że nie będzie tam polityków, jedynie prezydentowa Anna Komorowska, która patronuje pielgrzymce. Ona i przedstawiciel rodzin ofiar zabiorą głos podczas uroczystości na miejscu katastrofy.

Następnie ma odbyć się symboliczna uroczystość polegająca na odczytywaniu nazwisk ofiar katastrofy. Na cześć każdej z ofiar żołnierze, przy dźwięku wojskowych werbli, będą nieść płonący znicz. Znicze ostatecznie utworzą krzyż. - Jak stamtąd odejdziemy, pozostawimy płonący krzyż - mówiła Komorowska.

Była też pytana o ideę budowy pomnika ofiar katastrofy. Według niej pomnik mógłby powstać w okolicach Krakowskiego Przedmieścia, niekoniecznie przed Pałacem Prezydenckim. - Obawiam się, że jeżeli pomnik nie stanie przed Pałacem Prezydenckim, w miejscu, w którym stał krzyż, to i tak ta grupa, która najgłośniej woła o pomnik na Krakowskim Przedmieściu, nie będzie usatysfakcjonowana - zaznaczyła.

I dodała: "Chciałabym pomnika, nie po to, żebym sama mogła tam pójść albo, żeby demonstracje mogły tam pójść. Chciałabym pomnika, żeby za 30 lat, jak będzie szła mama z dzieckiem Krakowskim Przedmieściem, żeby mogła zatrzymać się w miejscu, gdzie będzie tablica, czy pomnik, gdzie będzie krótka historia tego, co się stało, (...) żeby to dziecko mogło przeczytać, że 10 kwietnia 2010 roku itd. Żeby to było miejsce mijane spokojnie, w skupieniu". - I moim zdaniem można z tym poczekać. Nie mam takiego poczucia, że to się musi stać natychmiast - podkreśliła.

Dowiedz się więcej na temat: katastrofy | katastrofa w Smoleńsku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje