Reklama

Reklama

Nieznane fakty z katastrofy smoleńskiej

Czy kpt. Arkadiusz Protasiuk wiedział, że w Smoleńsku będzie mgła? Dlaczego Polacy udawali, że nie mogą rozpoznać zwłok Lecha Kaczyńskiego? Kto chciał uciekać z Rosji? I dlaczego politycy PiS sądzili, że rząd chce ich internować?

22 marca ukaże się książka "Smoleńsk. Zapis śmierci" ujawniająca wiele nieznanych faktów związanych z katastrofą Tu-154. "Wprost" jako pierwszy publikuje jej fragmenty.

Reklama

O czym rozmawiał kpt. Arkadiusz Protasiuk przed wylotem do Smoleńska?

Kilkanaście minut przed startem kpt. Protasiuk stał na płycie lotniska i rozmawiał z oficerem Biura Ochrony Rządu Piotrem Swędzikowskim.

- Arek, zapraszam wieczorem na imprezę. Mam dziś urodziny - zagadnął go Swędzikowski.

- Wszystkiego najlepszego! Dzięki za zaproszenie, jeśli wrócimy o czasie, to chętnie wpadnę.

- Spójrz na niebo - BOR-owiec zadarł głowę do góry. - Jakie ładne, niebieskie.

- Oby w Smoleńsku też takie było, bo prognozy są nieciekawe.

Zaraz potem rozmowę z Protasiukiem przeprowadził jeszcze dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik.

Czy po katastrofie na cmentarzu w Katyniu zapanowała panika?

Tak. Chwilę po zderzeniu tupolewa z ziemią na cmentarzu rozeszło się, że przyczyną katastrofy prezydenckiego samolotu był zamach. Plotka wzięła się z nieporozumienia dotyczącego skrócenia programu obchodów zapowiedzianego przez dowódcę Garnizonu Warszawskiego płk. Andrzeja Śmietanę.

- Skoro wojsko ma nas ewakuować, to znaczy, że to był zamach - ludzie szeptali między sobą. To, kto za nim stał, nasuwało się samo.

Wiceszef Kancelarii Prezydenta Jacek Sasin szedł jak zahipnotyzowany. Z zamyślenia wyrwał go nieznajomy starszy mężczyzna - dopadł go w bramie memoriału. Pewnie był z Rodzin Katyńskich, bo na ramieniu biało-czerwoną opaskę.

- Panie ministrze, panie ministrze - dyszał. - To prawda, że Ruscy zestrzelili prezydenta?

Dlaczego Polacy udawali przed Rosjanami, że nie rozpoznają ciała prezydenta?

Radca polskiej ambasady w Moskwie Stanisław Łątkiewicz dowiedział się, że do Smoleńska leci Jarosław Kaczyński, który osobiście chce zidentyfikować brata. Choć Polacy byli pewni, że zwłoki prezydenta są już odnalezione, to postanowili zastosować wobec Rosjan blef.

- Mówmy im, że nie jesteśmy pewni, czy to on. Inaczej zabiorą jego ciało, zanim przyjedzie Jarosław - ustalili..

Wkrótce okazało się, że Rosjanie rzeczywiście chcą przenieść zwłoki Lecha Kaczyńskiego.

- Powinniśmy oddać mu wojskowe honory i położyć w lepszym miejscu, ze specjalną ochroną - zaproponował jeden z rosyjskich śledczych.

- Lepiej niech tu zostanie do czasu przyjazdu brata. My nie mamy pewności, czy dobrze go rozpoznaliśmy - zaprotestował Łątkiewicz.

Na wszelki wypadek blisko noszy stanęli funkcjonariusze BOR.

- Eto nasz prezydent. Nie nada! - krzyczeli, gdy podchodził któryś ze strażaków.

Cały tekst ukaże się w najbliższym numerze tygodnika "Wprost".

Dowiedz się więcej na temat: "Fakt" | katastrofy | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy