Reklama

Reklama

PiS: Ministrowie lekceważą parlament i demokrację

Politycy PiS są oburzeni, że szefowie MSWiA, MON i MSZ nie wezmą udziału w dzisiejszym posiedzeniu senackiej komisji obrony ws. katastrofy smoleńskiej. Według PiS, szefowie resortów wysyłając na posiedzenie swoich zastępców lekceważą polski parlament i zasady demokracji.

Dzisiaj na wniosek PiS zbiera się na specjalnym posiedzeniu senacka komisji obrony narodowej, którego celem jest wysłuchanie informacji przedstawicieli organów państwowych o działaniach podjętych w związku z wyjaśnieniem okoliczności katastrofy Tu-154M 10 kwietnia 2010 r.

Reklama

Na posiedzenie zaproszeni zostali m.in. minister SWiA Jerzy Miller, który kieruje polską komisją wyjaśniającą katastrofę, szef MON Bogdan Klich, minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski, szef BBN Stanisław Koziej, prokurator generalny Andrzej Seremet oraz szef ABW Krzysztof Bondaryk.

Ministrowie nie przyjdą

Z informacji PAP uzyskanych w resortach wynika, że żaden z zaproszonych ministrów nie weźmie udziału w posiedzeniu komisji obrony. Rzecznik MSZ Marcin Bosacki poinformował, że na posiedzenie przyjdzie wiceszef resortu Henryk Litwin. Także rzecznik MON Janusz Sejmej zapewnił, że resort wyśle przedstawiciela.

Swojego reprezentanta na posiedzenie komisji wyśle także Prokuratura Generalna oraz BBN. Rzeczniczka MSWiA Małgorzata Woźniak nie potrafiła potwierdzić obecności na komisji Jerzego Millera. Biuro prasowe ABW poinformowało, że szef Agencji nie otrzymał zaproszenia.

Lekceważenie

- Jeżeli rzeczywiście ta informacja się potwierdzi i na dzisiejszym posiedzeniu nie będzie obecny żaden z ministrów, których zapraszaliśmy będzie to oznaczało, że rząd lekceważy polski parlament i zasady demokracji - powiedział szef senackiej komisji obrony Maciej Klima (PiS).

Jak dodał, nie ma powodu, aby ministrowie unikali pytań senatorów, skoro byli skłonni uczestniczyć zarówno w posiedzeniach sejmowych komisji jak i Sejmu poświęconych informacji rządu ws. raportu MAK dotyczącego katastrofy smoleńskiej.

Arogancja

- Takie podejście ministrów rządu Donalda Tuska pokazuje niezwykłą arogancję polityków PO oraz podejście i plany Platformy odnośnie funkcjonowania Senatu. Najłatwiej umniejszać rolę Senatu, aby potem mówić, że jest on niepotrzebny i że trzeba go zlikwidować - powiedział Klima.

W jego ocenie, ostatnie posiedzenie Senatu, podczas którego zwiększony został skład senackiej komisji obrony o trzech senatorów PO pokazuje, że Platforma chce "za wszelką cenę" podporządkować sobie prace wysokiej izby.

- Gdy senatorowie PO razem z marszałkiem Bogdanem Borusewiczem dowiedzieli się, że na komisji obrony przeszedł wniosek o informację rządu ws. katastrofy smoleńskiej od razu postanowili przejąć kontrolę nad pracami komisji i uzupełnili jej skład o trzech swoich senatorów. Obecnie mają już większość w tej komisji i zapewne skutecznie będą blokować tego typu inicjatywy - powiedział Klima.

Mało znaczący zastępcy

Poseł Mariusz Kamiński (PiS) z sejmowej komisji obrony zaznaczył, że zarówno regulamin Sejmu jak i Senatu wyraźnie mówi o tym, że na wezwanie komisji powinien stawić się odpowiedni minister i złożyć stosowne wyjaśnienia. - Niestety zdarza się, że ministrowie rządu Donalda Tuska lekceważą sobie ten obowiązek, czasami przysyłając mało znaczących zastępców - powiedział Kamiński.

Wiceszef senackiej komisji obrony Andrzej Owczarek (PO) powiedział, że czwartkowe posiedzenie komisji ws. katastrofy smoleńskiej jest zdecydowanie przedwczesne i nie może dziwić fakt, że zaproszeni ministrowie z powodu wykonywanych obowiązków nie mogą w nim uczestniczyć.

- Gdyby to posiedzenie odbyło się po zakończeniu prac przez komisję ministra Millera, to wtedy takie posiedzenie komisji byłoby oczywiste, a obecność tych wszystkich szefów resortów i służb byłaby obowiązkowa. Na tym etapie chodzi głównie o zgiełk medialny, czego dowodem jest tak duże zainteresowanie dziennikarzy dzisiejszym posiedzeniem komisji - powiedział Owczarek.

- W żadnym wypadku nie można mówić o lekceważeniu przez rząd parlamentu. Ministrowie mają swoje ważne obowiązki, a tego typu zaproszenia powinno się przygotowywać przynajmniej z miesięcznym wyprzedzeniem - zaznaczył senator PO.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje