Reklama

Reklama

Prokuratorzy od trzech lat badają katastrofę smoleńską (dokumentacja)

Wojskowa prokuratura od trzech lat bada okoliczności katastrofy smoleńskiej, termin zakończenia śledztwa trudno przewidzieć; prawdopodobnie nie skończy się ono w 2013 r. Sąd ostatnio zdecydował, że kontynuowane ma być też cywilne śledztwo, dotyczące przygotowania wizyt w Katyniu.

W środę miną trzy lata od katastrofy samolotu Tu-154M, którym na uroczystości w Lesie Katyńskim leciał prezydent Lech Kaczyński wraz z małżonką oraz przedstawiciele najwyższych władz państwowych i dowódcy wojska. W katastrofie zginęło 96 osób - wszyscy znajdujący się na pokładzie samolotu. Śledztwo w sprawie katastrofy zostało wszczęte przez Wojskową Prokuraturę Okręgową w Warszawie już w dniu tragedii 10 kwietnia 2010 r.

Reklama

Dotychczas wojskowa prokuratura w 2011 r. przedstawiła w sprawie zarzuty dwóm oficerom. W 2010 r. zajmowali oni dowódcze stanowiska w 36. specpułku, do którego należał tupolew wykonujący lot z 10 kwietnia. Podejrzanym zarzucono niedopełnienie obowiązków służbowych. Oficerowie nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień. Grozi im do trzech lat więzienia. Prokuratura nie ujawniła danych oficerów. W styczniu zeszłego roku 36. specjalny pułk lotnictwa transportowego został rozformowany.

Prokuratura w śledztwie uzyskała już wiele dokumentów i opinii odnoszących się do okoliczności tragicznego lotu. Od ponad roku śledczy dysponują m.in. opinią z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie (IES) dotycząca odczytania cyfrowej kopii zapisu z rejestratora rozmów w kokpicie Tu-154M. W materiałach śledztwa jest też już m.in. ekspertyza techniczna firmy ATM dotycząca analizy zapisów rejestratora parametrycznego samolotu.

Nadal jednak prokuratura oczekuje na 27 opinii biegłych odnoszących się do różnych kwestii. Od grudnia zeszłego roku trwają badania próbek pobranych z wraku w sprawie stwierdzenia lub wykluczenia ewentualnych śladów wskazujących na działanie materiałów wybuchowych. Według zapowiedzi biegłych końcowe wyniki tych badań mają być znane około połowy roku.

Sprawa badania tych próbek stała się głośna, gdy w listopadzie zeszłego roku "Rzeczpospolita" napisała, że śledczy jesienią 2012 r. na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny. Prokuratura wojskowa wskazywała, że wyświetlenie się napisu TNT na detektorze używanym przez ekspertów podczas pobierania próbek z wraku nie jest równoznaczne ze stwierdzeniem obecności trotylu. Na początku marca prokuratura poinformowała, że na obecnym etapie badań próbek biegli nie stwierdzili śladów materiałów wybuchowych.

Eksperci przygotowują także opinie na temat mechanizmu powstania uszkodzeń brzozy, w którą uderzył samolot. Ujawniono, że brzoza ta została przełamana na wysokości około 666 cm. Na przełomie lutego i marca biegli w Smoleńsku i Moskwie badali zabezpieczone fragmenty drzewa.

Prokuratorzy oczekują też na opinie fonoskopijne dotyczące zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska oraz nagrania z samolotu Jak-40, który lądował w Smoleńsku krótko przed katastrofą Tu-154M. Ostatnio IES poinformował prokuraturę, że opinia dotycząca zapisów rozmów z wieży smoleńskiego lotniska ma być przygotowana do końca tego roku. Opinia w sprawie nagrań z Jaka-40 mogłaby zaś zostać przygotowana na początku przyszłego roku.

Duże znaczenie dla prowadzonego śledztwa będzie również miało zlecone w sierpniu 2011 r. przez prokuratorów całościowe opracowanie zespołu biegłych dotyczące okoliczności i przebiegu tragicznego lotu z 10 kwietnia 2010 r.

Materiały śledztwa smoleńskiego obecnie liczą 429 tomów akt jawnych oraz 120 tomów akt niejawnych. Dokonano już ponad 1,2 tys. przesłuchań świadków, planowane są kolejne przesłuchania. W sprawie występuje blisko 190 pokrzywdzonych. Do innych państw skierowano 25 wniosków o pomoc prawną - większość do Rosji.

Choć z Rosji przesłano do Polski kilkadziesiąt tomów akt, WPO nadal czeka na przekazanie przez Rosjan dokumentacji warunków atmosferycznych panujących w miejscu tragedii 10 kwietnia 2010 r., materiałów z zapisu wideo kontroli pracy grupy kierowania lotami. Śledczy czekają też na dokumentację lotniska w Smoleńsku - jego wyposażenia i osób tam pracujących.

Ponadto strona polska oczekuje na przekazanie szczątków samolotu wraz z pochodzącymi z niego rejestratorami. Obecnie pozostają one w Rosji do czasu zakończenia tamtejszego postępowania w sprawie katastrofy. W marcu prokurator generalny Andrzej Seremet zaproponował Rosjanom możliwość przekazania rejestratorów oraz wraku do Polski przed zakończeniem rosyjskiego śledztwa z gwarancją udostępniania stronie rosyjskiej tych przedmiotów na każde życzenie. Rosyjski Komitet Śledczy nie udzielił jeszcze odpowiedzi na tę propozycję. Polska prokuratura wojskowa wskazywała wcześniej, że z prawnego punktu widzenia powrót wraku nie jest konieczny do zakończenia śledztwa.

Jesienią zeszłego roku prokuratura z powodu wątpliwości dotyczących określenia tożsamości niektórych ciał ofiar katastrofy z urzędu przeprowadziła sześć ekshumacji. Badania wykazały złożenie tych ciał w niewłaściwych grobach. Wcześniej prokuratura dokonała już trzech ekshumacji - wówczas jednak ich powodem nie były wątpliwości związane z tożsamością ofiar. Na rozpoznanie oczekują jeszcze trzy inne wnioski dotyczące ekshumacji - pochodzą od rodzin Stefana Melaka, Tomasza Merty oraz trzeciej, której dane nie zostały ujawnione.

W najbliższych dniach termin śledztwa zostanie przedłużony do 10 października. "Jeśli spojrzymy na inne śledztwa dotyczące podobnych zdarzeń, nie jest to okres, który budziłby niepokój, a jeśli spojrzymy na olbrzymią ilość zgromadzonych materiałów i te, które jeszcze trzeba włączyć do śledztwa, to wydaje mi się, że krytyczna ocena dotycząca długości tego postępowania nie byłaby zasadna" - powiedział niedawno Seremet. Śledztwo nie skończy się także w październiku - wiadomo już, że niektóre ze zleconych opinii zostaną przekazane później.

Wiosną 2011 r. ze śledztwa prowadzonego przez wojskową prokuraturę wyłączono wątki dotyczące organizacji lotów do Smoleńska - premiera z 7 kwietnia i prezydenta z 10 kwietnia - w zakresie odpowiedzialności instytucji cywilnych. Sprawę przekazano do Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga. W czerwcu zeszłego roku prokuratura ta o niedopełnienie obowiązków oraz poświadczenie nieprawdy w dokumencie oskarżyła byłego wiceszefa BOR gen. Pawła Bielawnego. Akt oskarżenia trafił ostatecznie do Sądu Okręgowego w Warszawie, na razie nie ma terminu rozpoczęcia tego procesu.

W końcu czerwca 2012 r. praska prokuratura umorzyła natomiast śledztwo ws. nieprawidłowości w przygotowaniu przez osoby cywilnych wizyt w Katyniu 7 i 10 kwietnia 2010 r. m.in. "z braku cech przestępstwa". W marcu stołeczny sąd uwzględnił zażalenie na to umorzenie, które złożyli bliscy prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Sąd uwzględnił argument skarżących, iż w postępowaniu tym prokuratura nie przyznała przysługującego im statusu pokrzywdzonych. "Dopiero po dopuszczeniu do śledztwa pokrzywdzonych w sprawie, po ewentualnej inicjatywie dowodowej z ich strony, możliwa będzie ponowna ocena i podjęcie prawidłowej, merytorycznej decyzji przez prokuraturę" - wskazał sąd.

Decyzja sądu oznacza, że prokuratura - kontynuując sprawę ewentualnego niedopełnienia obowiązków przy przygotowaniu lotów do Smoleńska przez urzędników i funkcjonariuszy publicznych kancelarii prezydenta, premiera, MSZ, MON, polskiej ambasady w Moskwie - będzie musiała ustalić taki krąg osób pokrzywdzonych i rozpatrzyć ich ewentualne wnioski. Szefostwo tej prokuratury podkreśla, że sąd nie zakwestionował merytorycznej treści rozstrzygnięcia, a jedynie kwestię pokrzywdzonych. Obecnie materiały tego śledztwa są w warszawskiej prokuraturze apelacyjnej, która zdecyduje o formalnym przedłużeniu sprawy.

W toku pozostaje także kilka innych śledztw związanych z katastrofą smoleńską. Wojskowa prokuratura prowadzi sprawę lądowania Jaka-40 z kilkunastoma pasażerami - m.in. dziennikarzami - na pokładzie, którzy mieli obsługiwać uroczystości w Katyniu 10 kwietnia 2010 r. Jak-40 wylądował kilkadziesiąt minut przed katastrofą Tu-154M, a w chwili tego lądowania warunki na lotnisku były już bardzo trudne. Prokuratura bada, czy nie doszło do "sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym".

Z kolei w Prokuraturze Okręgowej w Warszawie nadal są w toku śledztwa w sprawie: kradzieży kart kredytowych i ograbienia zwłok Andrzeja Przewoźnika; sposobu postępowania z wrakiem, w tym okoliczności jego fragmentacji przez rosyjskie służby oraz połączeń z telefonu prezydenta Lecha Kaczyńskiego po katastrofie. Dwa pierwsze z tych postępowań są na razie zawieszone.

W końcu grudnia zeszłego roku Główny Wojskowy Zarząd Śledczy Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej poinformował, że do Garnizonowego Sądu Wojskowego w Smoleńsku trafił akt oskarżenia przeciwko czterem żołnierzom, którym zarzucono kradzież pieniędzy z kart bankowych Andrzeja Przewoźnika. Stołeczna prokuratura okręgowa zwróciła się o szczegóły rosyjskiego aktu oskarżenia w tej sprawie.

Natomiast Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga prowadzi sprawę domniemanego niedopełnienia obowiązków i niewłaściwego nadzoru nad BOR w 2010 r. przez ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera oraz sprawę zamieszczenia w internecie drastycznych zdjęć ofiar katastrofy smoleńskiej. W tej drugiej sprawie prokuratura niedawno otrzymała odpowiedź na wniosek skierowany do Rosji.

Latem 2011 r. prace zakończyła - badająca przyczyny katastrofy - komisja kierowana przez ówczesnego szefa MSWiA Jerzego Millera. W marcu Najwyższa Izba Kontroli przedstawiła natomiast swój raport o bezpieczeństwie lotów najważniejszych osób w państwie w latach 2005-2010. Według NIK Tu-154 nie miał prawa lecieć do Smoleńska w kwietniu 2010 r. Zdaniem Izby loty VIP-ów w latach 2005-10 organizowano bez gwarancji bezpieczeństwa, istniało nawet ryzyko zagrożenia życia i zdrowia osób korzystających z lotnictwa transportowego Sił Zbrojnych. Wojskowa prokuratura włączyła oba dokumenty do akt swojego śledztwa.


Dowiedz się więcej na temat: Katastrofa samolotu prezydenckiego

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy