Rosja: Wstępny raport ws. przyczyn katastrofy

Rosyjski Międzypaństwowy Komitet Lotnictwa (MAK) ogłosił wstępny raport dotyczący katastrofy polskiego samolotu prezydenckiego pod Smoleńskiem. MAK ustalił m.in., że w kabinie pilotów znajdowały się dwie postronne osoby. Nieoficjalnie wiadomo, że jedną z nich był gen. Andrzej Błasik.

MAK ustalił, że na czarnych skrzynkach samolotu zidentyfikowano dwa głosy spoza załogi - jeden pozostaje nierozpoznany. Głosy osób spoza załogi w kabinie Tu-154 czarne skrzynki zarejestrowały na 16-20 minut przed katastrofą. MAK nie ujawnił, do kogo należał zidentyfikowany głos.

Głos generała Błasika

Reklama

Źródło w Moskwie, znające kulisy badania okoliczności katastrofy, powiedziało PAP, że jedną z dwóch osób, których głos zarejestrowała czarna skrzynka, był generał broni Andrzej Błasik, dowódca sił powietrznych.

PAP dowiedziała się także, że drugą z tych osób nie jest Mariusz Kazana, dyrektor protokołu dyplomatycznego MSZ. Początkowo sądzono, że to jego głos nagrał rejestrator w kabinie pilotów. Córka dyrektora Kazany, która przyleciała do Moskwy, jednak tego nie potwierdziła.

Szefowa MAK Tatiana Anodina powiedziała, że w najbliższym czasie dokończona zostanie identyfikacja drugiego głosu.

Godzina 8.41

Z ustaleń MAK wynika, że drzwi do kabiny pilotów prezydenckiego samolotu były otwarte w trakcie podejścia do lądowania. Katastrofa nastąpiła o godz. 10.41 czasu moskiewskiego (godz. 8.41 czasu polskiego). Wylot z Warszawy nastąpił o 7.27 (czasu polskiego), z opóźnieniem. W trakcie lotu załoga otrzymywała informacje, że pogoda na lotnisku w Smoleńsku się pogarsza.

Anodina poinformowała, że komitet zakończył rozszyfrowywanie czarnych skrzynek i rozmów z wieżą kontroli lotów, a oryginały znajdują się w MAK. Poinformowała, że polscy ministrowie: obrony i spraw wewnętrznych Bogdan Klich i Jerzy Miller odsłuchali nagrania rozmów załogi.

Czwarta czarna skrzynka Tu-154 - tzw. rejestrator eksploatacyjny - została odkodowana w Polsce (gdzie ją wyprodukowano). Jej odczyty są analogiczne do odczytów trzech czarnych skrzynek odszyfrowanych w Moskwie - podał MAK.

Uprzedzano o mgle

Członek MAK Aleksiej Morozow powiedział, że po nawiązaniu łączności z wieżą w Smoleńsku uprzedzono załogę Tu-154 o mgle i złej widoczności na lotnisku w Smoleńsku, i że nie ma możliwości lądowania.

Morozow wyjaśnił, że załoga polskiego samolotu Jak-40, który wylądował w Smoleńsku wcześniej, poinformowała załogę Tu-154, że widoczność ocenia na 200 m, ale załoga Tu-154 podjęła próbę lądowania.

Wysokość, na której podjęto decyzję o ewentualnym odejściu na drugi krąg na polecenie wieży wynosiła 100 metrów, załoga to polecenie potwierdziła. Na 18 sekund przed uderzeniem w przeszkodę, która całkowicie zniszczyła konstrukcję maszyny, po raz pierwszy zadziałał system TAWS, wydając załodze polecenie "PULL UP" (do góry) - podał Morozow.

Samolot nie rozpadł się w powietrzu

Przed lotniskiem Smoleńsk Siewiernyj jest parów i tam nastąpiło pierwsze zderzenie. Od pierwszego uderzenia w przeszkody na ziemi - 1100 metrów do pasa startowego - do zniszczenia maszyny minęło 5-6 sekund, wszystkie systemy i silniki działały, samolot nie rozpadł się w powietrzu - ustalił MAK.

W momencie katastrofy na pasażerów działały przeciążenia rzędu 100 g. - Przeżycie tego było niemożliwe - zaznaczył Morozow.

Poinformował także, że oprócz systemu TAWS polski Tupolew był też wyposażony w amerykański system nawigacyjny UNS-1D (FMS).

Przewodniczący Komisji Technicznej MAK podał również, że w 36. Pułku Sił Powietrznych Polski, do którego należał rozbity Tu-154M, nie ma szczegółowego programu szkolenia personelu latającego. Załogi nie są poddawane treningom na symulatorach lotu. Brakuje też instrukcji współdziałania członków załogi w czteroosobowym składzie. Loty wykonywane są na podstawie instrukcji eksploatacji samolotu dla załogi w trzyosobowym składzie (bez nawigatora).

W pisemnej wersji wystąpienia Morozowa, rozdanej dziennikarzom po zakończeniu konferencji prasowej, znalazła się dodatkowo informacja, że samolot schodził do lądowania na autopilocie. Wyłączenie urządzenia nastąpiło na 4-5 sekund przed zderzeniem z przeszkodą (drzewem), które spowodowało pierwsze uszkodzenia w konstrukcji maszyny.

"Bez presji"

Tatiana Anodina podkreśliła, że kwestia ewentualnego wywierania wpływu na załogę musi być jeszcze zbadana. Dodała, że ma to duże znaczenie przy wyjaśnieniu okoliczności katastrofy. Natomiast Edmund Klich, szef polskiej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych powiedział, że po odsłuchaniu nagrań z kabiny pilotów nie odniósł wrażenia, by piloci działali pod wpływem presji. Zaznaczył, że wymaga to dodatkowych analiz i opinii biegłych.

Jak zapowiedział, polski ekspert-psycholog będzie oceniał, jaki był poziom stresu załogi Tu-154 tuż przed katastrofą. Ekspert będzie analizował zarówno nagrania rozmów załogi podczas feralnego lotu, jak i nagrania ich prywatnych rozmów.

Sprawdzano lotnisko

Z ustaleń wynika również, że stan lotniska w Smoleńsku był przed dniem katastrofy trzykrotnie sprawdzany. Ostatni raz nastąpiło to 5 kwietnia. Z tych kontroli wynikało, że lotnisko jest przygotowane do lądowania samolotu przy różnej pogodzie. MAK uznał, że środki zabezpieczenia lotniska w Smoleńsku w dniu 10 kwietnia, gdy miał na nim lądować prezydencki samolot, były identyczne jak 7 kwietnia, gdy lądowały samoloty z premierami Rosji - Władimirem Putinem i Polski - Donaldem Tuskiem.

Z zebranych dotychczas informacji wynika, że samolot Tu-154 był sprawny, miał 19 ton paliwa, co było wystarczające nie tylko na przelot na lotnisko w Smoleńsku, ale też na lotniska zapasowe. Także system wczesnego ostrzegania TAWS, w który był wyposażony - jak ocenili eksperci - był sprawny.

To nie zamach

Jak mówiła szefowa MAK, komitet wykluczył zamach terrorystyczny, awarię techniczną, pożar czy wybuch na pokładzie. Według niej załoga Tu-154 na czas otrzymywała informacje meteorologiczne i o lotniskach zapasowych.

Anodina powiedziała, że Międzypaństwowy Komitet Lotniczy jest gotowy przygotować procedury związane z przekazaniem kopii rejestratorów lotów Polsce, jeśli decyzję w tej sprawie podejmie premier Władimir Putin. Dodała, że przekazanie może nastąpić w najbliższym czasie przy udziale przedstawicieli prokuratór generalnych Polski i Rosji.

- Z ich udziałem powinny być przeprowadzone badania autentyczności tych rejestratorów i wszystkie procedury - podkreśliła. Zaznaczyła, że zgodnie z praktyką zwykle rejestratory parametrów lotu do samego końca znajdują się w posiadaniu komisji badawczej.

Pytana o telefon satelitarny z pokładu polskiego samolotu prezydenckiego, Anodina poinformowała, że na prośbę strony polskiej strona rosyjska przekazała jej wszystkie środki łączności mobilnej znalezione na miejscu katastrofy. Wyraziła też nadzieję, że strona polska rychło przekaże stronie rosyjskiej informacje uzyskane z tych urządzeń.

Kilka dni temu prokurator generalny Andrzej Seremet informował, że strona polska nie posiada telefonu satelitarnego z Tu-154M.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje