"Wprost": Lekarz pogotowia stracił pracę za Smoleńsk

Doktor Dymitr Książek, który był w Moskwie w czasie identyfikacji zwłok ofiar katastrofy smoleńskiej, traci pracę - donosi tygodnik "Wprost".

Jesienią ubiegłego roku, po ponad 2 latach milczenia, udzielił on "Wprost" wywiadu, w którym mówił, jak wyglądały identyfikacje ofiar, do jakich pomyłek mogło tam dojść i jak ciała były pakowane do trumien.

Reklama

"Reakcja lekarskiego środowiska była natychmiastowa. Najpierw oskarżenie o złamanie tajemnicy lekarskiej. Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej zarzuty oddalił. Potem nakaz testów psychologicznych i sprawdzanie, czy dr Książek nie cierpi na zespół stresu pourazowego. I wreszcie informacja, że 18 kwietnia kończy się jego kontrakt z Lotniczym Pogotowiem Ratunkowym" - czytamy na stronach "Wprost".

W rozmowie z portalem niezależna.pl dr Książek zapewnia: "Potwierdzam wszystko, co już wcześniej mówiłem na temat Smoleńska i na temat identyfikacji ciał w Moskwie. Panował totalny bałagan, który prędzej czy później musiał doprowadzić do ekshumacji".

"Nie chcę komentować, dlaczego mnie zwolniono, ale każdy, kto ma rozum może sobie przeanalizować całą sytuację" - mówi Książek niezależnej.pl.

"To decyzja czysto polityczna. Przykład dla innych, żeby nie ważyli się mówić o Smoleńsku" - komentuje w rozmowie z niezależną.pl jeden z kolegów Dymitra Książka z Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Niedawno zwolnionego z pracy lekarza można było oglądać w "Anatomii upadku" Anity Gargas.

Dowiedz się więcej na temat: katastrofa w Smoleńsku

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy