Reklama

Reklama

Girzyński: Nie mam przekonania, że to był zamach

Ufam, że ludzie zajmujący się tą sprawą, w czystości swojego sumienia uważają, iż w Smoleńsku doszło do wybuchów. Ja takiego przekonania nie mam. Macierewicz w ramach prac swojego zespołu, pokazał kilka ważkich argumentów, ale ja nie potrafię rozstrzygnąć, czy są one słuszne. Smoleńsk to zbyt poważna sprawa, żeby rozstrzygać o tym, co wydarzyło się na zasadzie wiary lub niewiary. To nieprofesjonalne - mówi gość Kontrwywiadu RMF FM poseł PIS Zbigniew Girzyński.

- Wiem, że naruszam wizerunek spójności PiS, ale jest na tyle daleko do wyborów, że powinniśmy usiąść i zastanowić się, jak pokonać PO, bo tylko to stworzy nam mechanizmy, żeby wyjaśnić przyczyny katastrofy smoleńskiej - dodaje.

Reklama

Wątpi pan w zamach 10 kwietnia?

- W tej materii, to nie jest kwestia wątpienia lub nie. To jest zbyt poważna sprawa, żeby to rozstrzygać na zasadzie przekonań...

To nie jest kwestia wiary czy niewiary, ale to jest kwestia wątpliwości.

- Domagam się od organów państwa: w tym wypadku prokuratury, komisji rządowej, a przede wszystkim komisji parlamentarnej, która powinna, moim zdaniem, powstać w tym zakresie i udzielić odpowiedzi na to pytanie, bo ja sam...

Jest przecież komisja parlamentarna Macierewicza, która to wyjaśnia i już wyjaśniła: to jest wybuch spowodowany przez osoby trzecie - taka jest główna teza raportu.

- To jest czynnik społeczny, który powstał dlatego, że państwo polskie i polski parlament zrezygnowało z tego, co powinno być jego obowiązkiem, czyli profesjonalnego, komisyjnego zajmowania się tą sprawą. I cieszę się...

Sprawą zajmowała się prokuratura, zajmowała się komisja Millera, wszystko zostało wyjaśnione. Przynajmniej ich zdaniem.

- Ale komisji parlamentarnej, komisji specjalnej, śledczej, która powinna w takiej sprawie powstać, nie było.

A w tę tezę raportu Macierewicza pan wierzy czy nie?

- Tak, jak mówię: ja domagam się nie tego, aby pan redaktor czy ktokolwiek...

Ale ja pytam. Pana partia mówi, że był wybuch, były wybuchy, które spowodowały osoby trzecie. I pytam, czy pan pod tymi tezami się podpisuje czy nie.

- Ale jeszcze raz panu redaktorowi mówię...

To niech pan jeszcze raz nie mówi. Niech pan odpowie na moje pytanie.

- Już panu odpowiadam. W tak ważnej sprawie nie powinniśmy rozważać, czy ktoś w coś wierzy, czy nie. Tylko powinniśmy zaprezentować argumenty i do tych argumentów merytorycznie się odnosić, a odnoszenie się do tych argumentów w kategoriach wiary jest nieprofesjonalne.

W raporcie ta teza została udowodniona?

- Mówi pan o raporcie komisji zespołu parlamentarnego...

Macierewicza.

- Ona została w bardzo mocny sposób zaprezentowana. Zostało pokazanych kilka ważkich argumentów, ale ja nie potrafię, nie mam takiej wiedzy, rozstrzygnąć, czy one są przesądzające.

To czemu ona jest tak mocno stawiana przez pańską partię, ta teza?

- Proszę o to pytać ekspertów tego zespołu, kierownictwo tego zespołu.

To zapytam inaczej: czy to jest teza potrzebna do uprawiania polityki, czy to jest teza stawiana z głębokim przekonaniem, że tak właśnie było?

- Ufam, że ludzie, którzy zajmują się tą sprawą i robią to w jak najlepszej wierze, w czystości swojego sumienia, uważają, że to jest teza najwłaściwsza. Jestem przekonany, że gdyby było inaczej, tak zdecydowanie by jej nie stawiali. Ja sam takiego przekonania do końca nie mam, ale tym bardziej domagam się, nie od zespołu pana posła Antoniego Macierewicza, doceniając jego pracę, ale od rządu, od prokuratury, od większości parlamentarnej, aby nie pozostawiali tej sprawy, gdzie zginął polski prezydent, tylko i wyłącznie w gestii załatwiania jej wyjaśnienia przez czynniki społeczne. Bo to jest niestety dla polskiego państwa rzeczą niedopuszczalną, żeby to w ten sposób zlekceważyć.

"Wściekli na Macierewicza" - pisze dziś "Rzeczpospolita". Rzeczywiście wściekli?

- Nie, to jest absolutna nadinterpretacja.

Pan wściekły nie jest?

- W żadnym wypadku. Ja cenię pracę członków zespołu, cenię pracę wszystkich naszych kolegów parlamentarzystów.

Ale zarazem pan zwolennikiem tej komisji nie jest i mówi, że nie chce legitymizować jej pracy. Dlaczego?

- Ja powiem w ten sposób: ja jestem wściekły, naprawdę wściekły, na Donalda Tuska, na Platformę, że nie powstała komisja parlamentarna, że komisja Millera de facto zakończyła swoje prace raportem, który jest kompromitujący dla tej komisji i niestety dla rządu. I na to jestem rzeczywiście wściekły.

To dlaczego nie wpadnie pan Macierewiczowi w ramiona, nie zapisze się do komisji, nie legitymizuje jego prac?

- Z tego względu, iż uważam - przy całym szacunku dla tego wysiłku, że tylko w gestii czynników społecznych nie uda się do końca profesjonalnie, z racji pewnych instrumentów, których będzie brakowało, tej sprawy w sposób właściwy rozwikłać.

A podejrzewa pan badawczą nieuczciwość w pracach zespołu?

- Nie, absolutnie nie podejrzewam czegoś takiego.

Czyli nie ma naginania do jednej tezy, nie ma cynizmu? Nie ma gry katastrofą smoleńską?

- Jest gra katastrofą smoleńska w wykonaniu Donalda Tuska.

A w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości nie ma?

- Gdyby miała ona być, to powinna zupełnie inaczej wyglądać. W ten sposób jak to jest reprezentowane, to nasi przeciwnicy mogliby zacierać tylko ręce, bo nieudolny rząd Tuska utrzymuje się u władzy i swoje wysokie notowania wyłącznie poprzez straszenie Prawem i Sprawiedliwością. Kiedyś rządami, co już dawno zostało zapomniane, a dzisiaj Smoleńskiem.

Prawo i Sprawiedliwość wiele robi, żeby móc nim straszyć.

- W naszym przekonaniu i pewnie naszej uczciwości, jest to najlepszy sposób rozwikłania tej sprawy, ale my dzisiaj jako Prawo i Sprawiedliwość powinniśmy zastanowić się nad tym, jak taktycznie postępować także w tej ważkiej sprawie, żeby cały ten aparat propagandowy Tuska i Platformy mógł zostać wreszcie pokonany.

A pana zdaniem taki PiS, smoleński, zamachowy jest w stanie wygrać wybory i przejąć władze w Polsce?

- Prawo i Sprawiedliwość jest w stanie wygrać wybory pod jednym warunkiem, że będzie miał precyzyjnie wypracowany program. Ja udzielając tego wywiadu wzbudzam pewną dyskusję wewnątrzpartyjną i pewnie z punktu widzenia taktycznego to, co zrobiłem dzisiaj jest błędem, bo jakby narusza pewien wizerunek spójności, ale moim zdaniem jest na tyle daleko do jakichkolwiek wyborów, że powinniśmy my - jako Prawo i Sprawiedliwość - usiąść i zobaczyć, aby tak naprawdę pokonać Platformę Obywatelską, bo tylko to stworzy nam mechanizmy, żeby także tą sprawę smoleńską wyjaśnić.

A może już dzisiaj prezesowi nie zależy na wygranej w wyborach?

- Nie znam polityka, któremu by nie zależało na wygraniu wyborów.

Może być polityk, który chce mieć już tylko bezpieczną przyszłość parlamentarną i pozycje lidera partii opozycyjnej.

- Niech pan mi wierzy, nie polityk pokroju Jarosława Kaczyńskiego.

A czego chce Jarosław Kaczyński? Wygranej?

- Jarosław Kaczyński z całą pewnością chciałby wygrać wybory parlamentarne, przejąć w Polsce władzę i zrobić w Polsce coś dobrego, a Polska jest w takim stopni dzisiaj zapuszczona przez rządy Platformy Obywatelskiej, że rzeczywiście Prawo i Sprawiedliwość jest Polsce bardzo potrzebna.

A nie jest tak, że za chwilę Antoni Macierewicz zacznie deptać prezesowi po piętach?

- Nie przesadzałbym. Antoni Macierewicz chociażby z racji wieku, jest nieco starszy od Jarosława Kaczyńskiego, to raczej nie jest polityk, który mógłby mu deptać po piętach.

Ale energii, jak widzimy, mu nie braknie?

- To jest prawda, jest politykiem rzeczywiście o niespożytych zasobach energii, ale to jest akurat cecha dobra.

Dopuszcza pan do siebie taką myśl, że on odejdzie z PiS-u i stworzy jakiś własny byt polityczny?

- Kilka lat temu, biorąc pod uwagę jego ruchliwość na scenie politycznej i to, że próbował, uważam, że trzeba by to było poważnie rozważać. Dzisiaj, z racji chociażby takich już wiekowych, to pewnie nie, ale kilka lat temu myślę, że trzeba by było to poważnie brać pod uwagę.

Pani Anna, nasza słuchaczka, pyta, czy nie boi się pan zemsty Macierewicza?

- Być może pani Anna uważa, że pan poseł Macierewicz jest jakąś osobą niezwykle groźną, która by się bardzo chciała mścić, ale muszę ją uspokoić. Przy całym, nie zawsze spójnym zdaniu, jakie mam z panem posłem Macierewiczem, jest on człowiekiem niezwykle sympatycznym.

Jesteście panowie w bardzo zażyłych stosunkach?

- Nie, nie jesteśmy w zażyłych, raczej w takich bardzo oficjalnych, ale spokojnie, mogę panią Anię uspokoić - niech się nie martwi. 







Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Zbigniew Girzyński | katastrofa w Smoleńsku

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje