Reklama

Reklama

Komisja Millera: Za Smoleńsk odpowiada wojsko

"Newsweek" ustalił, jaka będzie główna teza raportu komisji szefa MSWiA Jerzego Millera badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej.

Dokument ma wskazać, że odpowiedzialność za katastrofę ponosi załoga samolotu Tu-154, ale jej zachowania te efekt wieloletnich patologii panujących w polskim wojsku.

Reklama

Jeśli zarzuty, które poznali dziennikarze "Newsweeka", znajdą się w ostatecznej wersji raportu, to po publikacji polecą głowy. Najpoważniejszy zarzut zostanie najprawdopodobniej sformułowany przeciwko wojsku i jego zwierzchnikom. Śledczy wykryli bowiem szereg nieprawidłowości w działaniu 36. lotniczego specpułku. Przez wiele ostatnich lat dowódcy przymykali na nie oko.

Raport uderzy też w ministra obrony Bogdana Klicha i odpowiadającego za organizację wizyty szefa Kancelarii Premiera Tomasza Arabskiego, a pośrednio w samego premiera. Wskaże też na niektóre z ofiar katastrofy, m.in. na Aleksandra Szczygłę, byłego szefa MON w rządzie Jarosława Kaczyńskiego.

Według rozmówców "Newsweeka" komisja ustaliła m.in, że tupolew mógł przewozić tylko 90 osób łącznie z załogą. Bez porozumienia z konstruktorami w samolocie zamontowano jednak dodatkowych 10 siedzeń. "To pokazuje jak w specpułku traktowano przepisy" - uważa informator tygodnika.

Podczas prac komisji ustalono, że nie ma podstaw, by twierdzić, że w Tu-154 doszło do awarii. Raport odpowiedzialnością za katastrofę obarczy załogę samolotu, a zwłaszcza pilota Arkadiusza Protasiuka. Psychologowie wchodzący w skład komisji Millera uznali, że Protasiuk działał pod presją, ponieważ musiał zdawać sobie sprawę z tego, że nie powinien sprowadzać maszyny do 100 metrów.

Śledczy uważają, że presję wywołała ranga wizyty i skład dyplomacji. W raporcie nie będzie jednak zarzutów bezpośredniego wywierania nacisków.

Poważne zastrzeżenia polska komisja ma do pracy rosyjskich kontrolerów. Według informatorów "Newsweeka" "w wieży panował chaos i podobna presja, co w kabinie samolotu".

Raport komisji Millera nie odniesie się do wielu zarzutów zawartych w raporcie MAK. Nie będzie w nim m.in. informacji dot. alkoholu we krwi gen. Andrzeja Błasika.

Dokument zostanie opublikowany najprawdopodobniej w czerwcu lub lipcu, w trzech językach - polskim, angielskim i rosyjskim.

"Nikt nie lubi przyznawać się do błędów"

Na temat zawartości raportu mówił dwa tygodnie temu minister Miller w wywiadzie dla gazety "Polska The Times". Polityk uznał, że może być ona dla wielu niemałym wstrząsem.

"Uważam, że wolelibyśmy, aby raport stwierdzał, że przyczyną wypadku były nadzwyczajne warunki meteorologiczne, niemożliwe do wykrycia wady samolotu czy inne zdarzenia niezależne od człowieka. A ten raport będzie się odwoływał do ludzkich zaniechań, zaniedbań i niefrasobliwości - mówił Miller.

I dodał: "Nikt z nas nie lubi przyznawać się do błędów, i nie dotyczy to tylko pojedynczej osoby, również instytucji czy społeczeństwa jako całości, a tu rejestr błędów, i to niebłahych. To na pewno mocno w naszą dumę uderza. To boli".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy