Ekstremalna Droga Krzyżowa. "Chcemy znaleźć drogę dla Kościoła w XXI wieku"

- Chciałbym lepszego świata, czyli takiego, który zaludniają piękni ludzie. O niczym innym nie marzę. Jedna z dróg do tego jest nieszablonowa. Noc, chłód przenikający kości, niedostępne trasy w gęstym lesie, cisza i skupienie, zero narzekania. Zaczęło się niewinnie, od kilku osób. Powstała myśl, idea. Dziś weźmie w niej udział 100 tysięcy osób na całym świecie, w co najmniej dwudziestu krajach takich jak Islandia czy Australia - opowiada o Ekstremalnej Drodze Krzyżowej jej twórca ks. Jacek Stryczek.

Życie samo się nie zrobi, zmień je i zacznij się rozwijać. Zapisz się na EDK 2018: www.edk.org.pl 

Reklama

Słyszymy, coraz częściej o różnych "startupach", ale że może być startup duchowy i to jeszcze globalny? Jak to rozumieć?

- Przez lata wędrowałem w głąb swojej duszy. Ta podróż nie była oczywista, na pewno nie łatwa. Zdjąłem z siebie wiele nawyków, uwarunkowań, również kulturowych. Dlatego wielu ludzi dziwią moje zachowania, bo ja nie kieruję się w życiu tym, co wszyscy. Kieruję się tym, co odkryłem w głębi siebie. A potem pomyślałem, że odkrywając siebie, niejako odkryłem człowieka jako takiego. Że moje odkrycia mają charakter uniwersalny. Spróbowałem. EDK to wydarzenie zaprojektowane według moich odkryć. I faktycznie, okazało się uniwersalne. Wciąż mnie zastanawia, jak to jest możliwe, że tylu ludzi chce tego spróbować. A ja ich nie zapraszam do czegoś przyjemnego. To nie są lody, kawa albo kino. Nie widzę innego uzasadnienia, jak to, że tych ludzi wzywa na EDK ich dusza. Taka jest właśnie nasza dusza. Zawsze chce czegoś więcej.

A co leży u podstaw?

- Podstawą tego startupu jest więc uniwersalna wartość. Wystarczyło do niej dodać wiedzę organizacyjną. Tej wiedzy uczyłem się od biznesu. No i wyszedł prawdziwy startup.

Jak to się stało, że EDK przekroczyło granice Polski?

- Przecież każdy ma za granicą jakąś rodzinę, przyjaciół. To proste. Polacy jeżdżą po świecie. W promocji EDK na świecie odgrywają wielkie znaczenie nowe nawyki Polaków: współpracujemy i jesteśmy dumni z tego, co tworzymy w Polsce. A jak już inne nacje odkryją, jak to działa... Nie mają szansy się obronić.

Wiemy jak Ekstremalna Droga Krzyżowa wygląda dziś. Jakie były jej początki?

- Często mówię, że pomysł na EDK wynikał z mojego doświadczenia kryzysu męskości. Nie, nie chodzi o to, że ja miałem taki kryzys. Do mojego duszpasterstwa akademickiego zaczęli dołączać chłopcy w kryzysie. Kryzys męskości polega na tym, że facet - mały chłopiec - każdego wieczora pyta się: gdzie mi będzie lepiej. Faktycznie w nas, facetach, jest pokusa dogadzania. I mamusie robią wszystko, aby dogodzić swoim synom. Ale kto powiedział, że trzeba ulegać pokusie. No więc EDK to męska duchowość - i droga wychodzenia z komfortu do prawdziwego życia. Szybko okazało się, że to jest pomysł uniwersalny, choć ubrany w męskie zasady i bierze w nim udział wiele kobiet. Bo efekt jest ten sam.

Czy już wtedy wiedział ksiądz, że tak się ta idea rozrośnie, że się sprawdzi?

- Od jakiegoś czasu, walcząc o lepszy świat i piękniejszy Kościół, podjąłem decyzję, aby trenować na sobie. I jeśli okaże się, że to, co robię jest dobre, pokażę to innym. Chciałem i chcieliśmy, zamiast marudzić i krytykować Kościół, stworzyć w naszej wspólnocie lokalny Kościół, który mógłby pokazać, jak dzisiaj żyje się wiarą i jak warto żyć. Właśnie to jest często problemem: praktykowanie wiary zbyt często jest usprawiedliwieniem dla braku sprawności życiowej. Lub odwrotnie: sprawność i rozwój wielu ludziom nie kojarzy się z wiarą. Więc podejmowaliśmy wiele eksperymentów, by znaleźć właściwą drogę. Więc my świadomie eksperymentujemy na sobie, aby znaleźć drogę dla Kościoła w XXI wieku. EDK rośnie? To super. Widocznie ziarno, które obumarło, ma moc.

Moc tego ziarna jest ogromna, tylko dlaczego taka forma drogi krzyżowej?

- Musi boleć. Trzeba opuścić strefę komfortu, by rozpocząć nowe życie. Dlatego też odradzamy i zakazujemy wszelkich form dogadzania sobie na trasie. Idziesz, walczysz, cierpisz. Pokonujesz siebie, czyli swoje nawyki, by odnaleźć w sobie nowe możliwości. Na co dzień trenuję z mistrzem świata Kung-Fu. Każdy trening to ból. Niezależnie od tego, co robimy. Pytam się go czasami: mistrzu? Jak to? A on: trzeba przekraczać siebie, by się rozwijać. Nie musi mi tego tłumaczyć. Za każdym razem, jak wchodzę do lasu, mam potem krew na nogach. To mi nie mija. Mimo tego, że mam 55 lat. Sam tego nie rozumiem i śmieję się z siebie. Musi boleć.

Co takiego szczególnego mogą przeżyć uczestnicy, co ja mogę przeżyć?

- Mogą nawiązać kontakt ze swoją duszą. Dla mnie dowodem na istnienie duszy jest fakt, że jak ktoś ją zaniedbuje, to mu się nie chce żyć. Wystarczy przyjrzeć się wielu młodym ludziom. Mają wszystko, pieniądze i rozrywkę. Ale wielu z nich nie wie, czego im się chce, nie wiedzą, po co żyć. Komforcik zaofiarowany przez rodziców doprowadził ich do utraty sensu istnienia. EDK przywraca ludziom sens i otwiera na nowe wyzwania.

Wielu ludzi zastanawia się, czy wyruszyć na trasę. Kto może wziąć udział w EDK? Są jakieś ograniczenia, selekcja?

- Trzeba cokolwiek się ruszać, by przejść 40 km. To jednak jest dużo. Potrzebna jest zaprawa. I po drugie, trzeba wiedzieć, po co ktoś idzie. Trzeba mieć determinację do zmiany życia. Wtedy zaakceptowanie wszystkich wymagań: milczenie, samotność, brak narzekania i tym podobne - jest oczywiste. Nie lubimy marudów i narzekaczy na EDK.

Na Ekstremalnej Drodze Krzyżowej spotykamy różne osoby. Jacy ludzie na nią ruszają?

- Na pewno młodzi. Są super ubrani. Wpisujemy się w trend przygodowy, więc wreszcie mogą użyć tych super sportowych ubrań. Dla mnie to jest wciąż pokaz idealizmu, który jest w młodych. Trzeba im dać jedynie mądre wyzwanie. Na pewno w EDK idą ludzie biznesu. Mają mało czasu w ciągu roku i jest to dla nich swoista kumulacja Wielkiego Postu. Coraz więcej ludzi pielęgnuje swoją duszę, nawet jeśli na co dzień pracują po kilkanaście godzin. Wiedzą, że jest to też wyzwanie dla ludzi wiary, dla których siedzenie w ławce w kościele nie jest wystarczające. Potrzebują potwierdzić czynami swoją wiarę. Widzę też trend związkowy: na trasie spotykam coraz więcej par, małżeństw. Często dla tych ludzi to również droga przełomu w związku. Są też osoby starsze: bo dzisiaj wiek nie oznacza braku aktywności. Idą ci, którzy chcą więcej od swojego życia.

Zastanawiam się nad kontynuacją EDK? Przechodzę trasę w nocy, jestem zmęczony, ale co dalej?

- Chrześcijanie powinni bardzo zabiegać o swoje piękne życie. Pierwsi chrześcijanie nie mieli nic, poza sobą. To, jacy byli, jak byli piękni, dawało siłę ewangelizacji. Ale warto też pięknie żyć dla samego siebie i dla bliskich. Więc - piękno.

Jak utrzymać w sobie to, co się zadzieje w nas przez cały rok, aż do następnego Wielkiego Postu?

- Nie należy tego utrzymywać, ale rozwijać. Oczekuje, że z roku na rok w EDK będą brali udział coraz piękniejsi ludzie.

Doszliśmy do piękna, jak zatem rozumieć hasło Droga (Pięknego) Życia?

- Tym razem odpowiem po prostu: trzeba przejść EDK i poznać piękne rozważania napisane przez moich przyjaciół.

Ksiądz jest strategiem, nawet wizjonerem, zatem jakie pomysły na przyszły rok i dalsze lata? Może jakieś marzenie?

- Moja bezobjawowa pokora lekko zmaga się ze słowem - genialny. Myślę, że to, co mnie wyróżnia, to ciężka, cięższa niż u innych, praca nad sobą. Ja chciałbym lepszego świata, czyli takiego, który zaludniają piękni ludzie. O niczym innym nie marzę.

Życie samo się nie zrobi, zmień je i zacznij się rozwijać. Zapisz się na EDK 2018: www.edk.org.pl 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje