Egzekucja dziennikarza: James Foley od lat realizował misję

"Oddał życie próbując zwrócić uwagę świata na cierpienie narodu syryjskiego" - napisała w oficjalnym oświadczeniu matka zamordowanego przez Państwo Islamskie amerykańskiego fotoreportera Jamesa Foleya.

Po tragicznej śmierci Foleya dziennikarze z całego świata apelują, by zwrócić uwagę na jego życie i działalność, a nie na nagrania i zdjęcia z egzekucji służące jako propaganda zbrodniczej organizacji Państwo Islamskie.

Reklama

"Dziękujemy Jimowi za całą radość, którą nam dał. Był wyjątkowym synem, bratem, dziennikarzem i człowiekiem. Apelujemy o uszanowanie naszej prywatności w nadchodzących dniach żałoby" - napisała matka Jamesa, Diana Foley.

Foley zdecydował się na zostanie fotoreporterem relacjonującym konflikty wojenne 10 lat temu. Jak mówił na spotkaniu w szkole dziennikarstwa w Chicago w 2011 roku, został korespondentem wojennym, bo chciał szukać prawdy o konfliktach, w których uczestniczył jego brat jako żołnierz Sił Powietrznych USA.

“Jest też w tym jakaś nuta romantyczna, coś, co tkwi w samym tobie. Chcesz pisać, chcesz zobaczyć świat. Fikcja to fikcja mówisz, spróbujmy prawdziwych rzeczy. Zobaczmy jak wygląda ludzkość na tych pustkowiach" - powiedział odnosząc się do swojego pobytu w Libii.

W kwietniu 2011 roku pracując dla GlobalPost Foley został uprowadzony przez wojsko wierne dyktaturze Muammara al-Kaddafiego. W ataku zginął jego kolega Anton Hammerl, także fotoreporter. Foley został uwolniony po 44 dniach.

W Syrii współpracował miedzy innymi z Francuską Agencją Prasową. Raportował o atakach sił rządowych na rebeliantów i ludność cywilną. "Nie celują w konkretne cele, tylko po prostu mają na celu sterroryzować ludność" - mówił o atakach sił reżimowych na Idlib niedaleko Aleppo w nagraniu opublikowanym w serwisie YouTube. "Wiedzą, które miasta są przeciwko reżimowi i po prostu zrzucają na nie bomby" - stwierdził.

Niewiele wiadomo o jego losach od listopada 2012 roku, gdy został porwany na północnym zachodzie kraju. Według relacji jego brata w chwili porwania pracował nad kilkoma relacjami, między innymi o zniszczeniu Aleppo, gdzie w wyniku bombardowań i starć z rebeliantami w trakcie wojny syryjskiej zginęło od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy osób. 

Po uprowadzeniu pojawiły się niemożliwe do potwierdzenia doniesienia o porwaniu przez Shabiha, bojówki współpracujące z reżimem al-Assada, a także, że przez pewien czas przebywał w budynku Syryjskich Sił Powietrznych w Damaszku.

Rozmówcy dziennikarza BBC mieli też przekazać pogłoski o tym, że Foley został przekazany Państwu Islamskiemu przez reżim al-Assada.

1,5 roku po jego zaginięciu, 19 sierpnia 2014 roku na stronach służących jako tuba propagandowa Państwa Islamskiego pojawiło się nagranie, na którym ubrany w pomarańczowy strój więźnia Foley zostaje zmuszony do przeczytania oświadczenia skierowanego do rządu amerykańskiego, a następnie zamordowany. Zamaskowany osobnik posługujący się angielskim odcina mu głowę i grozi zabiciem kolejnego zakładnika, jeśli rząd USA nie zaprzestanie ataków na Państwo Islamskie.

Następnego dnia autentyczność nagrania potwierdził rząd USA. Prezydent Barack Obama w specjalnym oświadczeniu podkreślił, że Stany Zjednoczone będą kontynuować naloty z powietrza, a także wsparcie humanitarne dla ludności, którą Państwo Islamskie chce eksterminować.

"Życie Foleya stoi w kontraście z jego mordercami" - powiedział Obama, nazywając dżihadystów z Państwa Islamskiego "nowotworem", który należy powstrzymać. "Zabijają nieuzbrojonych cywilów w tchórzliwych aktach przemocy. Porywają kobiety i dzieci, poddają ich torturom, gwałcą i zniewalają" - powiedział prezydent USA.

W emocjonalnym wystąpieniu dodał, że grupa ta nie może wypowiadać się w imieniu żadnej religii i zauważył, że ich ofiarami są w większości muzułmanie. "Państwo Islamskie ostatecznie przegra, bo przyszłość należy do ludzi, którzy tak jak James Foley budują, a nie rujnują" - powiedział Barack Obama. 

Dzisiaj rząd USA ujawnił, że prezydent USA Barack Obama wysłał w lipcu siły specjalne do Syrii w celu uratowania amerykańskich zakładników. Żołnierze nawiązali kontakt z wrogiem, nie natrafili jednak na ślad przetrzymywanych osób. To pierwszy potwierdzony przypadek działań amerykańskiego wojska na terenie Syrii w trakcie wojny syryjskiej.

Mateusz Lubiński

Dowiedz się więcej na temat: James Foley | nagranie | zdjęcia

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy