Reklama

Reklama

Bohater filmu Sekielskiego: To nie jest atak. To wręcz uzdrowienie Kościoła

"Na pewno trzeba wielkich zmian, potrzeba stanowczych zmian, które doprowadzą do tego, że ofiary zaufają Konferencji Episkopatu Polski, że będą mogły nawiązać współpracę, że Episkopat wyciągnie w końcu ręce do ofiar, bo obecnie tego nie widzę" - powiedział w rozmowie z TVN24 Marek Mielewczyk, jeden z bohaterów filmu Tomasza Sekielskiego "Tylko nie mów nikomu". W rozmowie z Onetem podkreślił z kolei: "Ten film nie jest w żadnym wymiarze atakiem na Kościół. To jest wręcz uzdrowienie Kościoła".

Marek Mielewczyk z Kartuz (woj. pomorskie) jest jednym z bohaterów filmu Tomasza Sekielskiego "Tylko nie mów nikomu". Jako nastolatek przez kilka lat był molestowany przez księdza Andrzeja S. w kościele św. Kazimierza w Kartuzach. O swojej historii opowiedział we wtorek m.in. w magazynie "Tak jest" w TVN24.

"Człowiek nie widzi już innego wyjścia"

Reklama

"Miałem wówczas 13 lat, byłem w siódmej klasie szkoły podstawowej" - relacjonował. Mielewczyk przez lata ukrywał, że był wykorzystywany seksualnie przez księdza. Pierwszą osobą, której wyjawił tajemnicę, była lekarka jednego z bydgoskich szpitali. Trafił tam po nieudanej próbie samobójczej. Miał wówczas 17 lat.

"Jest taki moment, że ten krzyk, który wychodzi z wewnątrz, jest tak silny, że człowiek właściwie nie widzi już innego wyjścia. Nie czułem wtedy nic innego niż to, żeby się tym podzielić, żeby powiedzieć to, co mnie spotkało, bo to była wówczas jedyna osoba, która była obok mnie najbliżej" - powiedział po latach w rozmowie z TVN24. 

Na pytanie, czy pomogłyby mu przeprosiny księdza, który go molestował, Mielewczyk odpowiedział przecząco: "Nie wierzę mu po prostu. Myślę, że cokolwiek by powiedział i tak to nie jest skierowane do mnie i prawdziwe".

"To nie jest atak. To wręcz uzdrowienie Kościoła"

W rozmowie z Onetem ofiara księdza-pedofila stanowczo odparła też zarzuty, jakoby film Tomasza Sekielskiego był "atakiem na Kościół".

"W tym filmie wskazujemy, że w Kościele są chorzy ludzie. Że są zboczeńcy, którzy powinni być z niego usunięci. Pokazujemy zwierzchnikom Kościoła, że mają coś z tym zrobić. A oni to traktują jako atak na Kościół. To nie jest w żadnym wymiarze atak na Kościół. To jest wręcz uzdrowienie Kościoła" - podkreślił Mielewczyk.

Zapytany o to, co sądzi o reakcjach Kościoła po opublikowaniu dokumentu, odpowiedział: "Nie widzę tutaj uczucia. Brakuje mi też takiego męskiego podejścia i poklepania po plecach. Porozmawiania z nami. Dlaczego ci odziani w purpurę, dorośli faceci nie staną z nami twarzą w twarz? Czy to tak trudno zrobić? Przecież nasze historię wskazują, że ksiądz zawinił, a jego przełożeni to ukrywali. Ale w Kościele nie widzę takiej chrześcijańskiej skruchy. Żeby podejść, żeby przeprosić. Tego nie ma".

Mielewczyk, zapytany o to, jak jego rodzina zareagowała na dokument, powiedział Onetowi: "Moja córka napisała do mnie SMS-a: "Tatko, bardzo cie kocham". Popłakałem się. Jak dziecko".

"Tylko nie mów nikomu"

Dokument pt. "Tylko nie mów nikomu" opowiada o wykorzystywaniu seksualnym w polskim Kościele. Został w całości sfinansowany dzięki zbiórce publicznej. Jego premiera miała miejsce w sobotę o godz. 14:30 w serwisie YouTube. Film został udostępniony za darmo.

W dokumencie przedstawiono m.in. relację Anny Misiewicz, która opowiedziała, jak w dzieciństwie była wykorzystywana przez księdza. W filmie pokazano moment spotkania ofiary z duchownym, który ją skrzywdził.

Produkcja wywołała lawinę komentarzy. 

Prymas Polski abp Wojciech Polak wyraził głębokie poruszenie tym, co zobaczył w filmie braci Sekielskich. "Przepraszam za każdą ranę zadaną przez ludzi Kościoła" - napisał.

Dziś Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro powołał specjalny zespół prokuratorów, którego zadaniem jest przeprowadzenie analizy zdarzeń przedstawionych w filmie.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne