Ks. Kobyliński: Żeby skutecznie walczyć z pedofilią, potrzeba zmiany mentalności

- Podejście do problemu wykorzystywania seksualnego w Kościele to kwestia wrażliwości moralnej społeczeństwa i świadomości moralnej katolików. Czy ten dramat nas boli? Czy niepokoi nasze sumienia? Czy dotyka nas do żywego? Jeśli nie, to Kościół katolicki w Polsce może się rozsypać tak, jak rozpadł się w większości krajów Europy Zachodniej - mówi w rozmowie z Interią ks. Andrzej Kobyliński, teolog i filozof, autor szeregu publikacji na temat pedofilii.

O postępach Kościoła w walce z pedofilią w przededniu rozpoczynającego się w Watykanie szczytu poświęconego temu, jak przeciwdziałać wykorzystywaniu seksualnemu małoletnich przez niektórych duchownych, rozmawiam z ks. Andrzejem Kobylińskim.

Justyna Kaczmarczyk, Interia: W Watykanie rozpoczyna się bezprecedensowe wydarzenie. Dlaczego ma miejsce właśnie teraz?

Reklama

Ks. Andrzej Kobyliński: Bezpośrednią przyczyną zorganizowania tego spotkania jest prawdziwe piekło, jakie rozpętało się w Stanach Zjednoczonych latem ubiegłego roku. Chodzi o wielki skandal obyczajowy, związany z przestępstwami seksualnymi byłego już duchownego, kardynała Theodore’a McCarricka. Jeszcze większy szok w USA i na całym świecie wywołało opublikowanie raportu dotyczącego przestępstw seksualnych księży katolickich w stanie Pensylwania. To zmusiło władze Watykanu do adekwatnej reakcji, którą jest zapowiedziany już we wrześniu 2018 roku obecny szczyt.

Do końca czerwca - jak zapewniał mnie rzecznik episkopatu ks. Paweł Rytel-Adrianik - poznamy skalę nadużyć seksualnych w polskim Kościele. Będzie wstrząs?

- Nie sądzę, żeby był wstrząs, ponieważ uważam, że przygotowanie rzetelnego raportu w tak krótkim czasie jest niemożliwe. Co więcej, raport był zapowiadany już we wrześniu ubiegłego roku i słychać było wówczas głosy, że powstanie w błyskawicznym tempie - w ciągu kilku tygodni. Słuchałem z wielkim zdumieniem tych wypowiedzi.

Nierealny termin. 

- Oczywiście. Niestety, warto przypomnieć z ubiegłego roku zupełnie bezkrytyczne komentarze wielu dziennikarzy, dotyczące tego zagadnienia.

To dlaczego nie będzie raportu także w czerwcu?

- Owszem, może być opublikowana w czerwcu jakaś forma raportu cząstkowego, może bardziej sprawozdania dotyczącego przypadków zgłoszonych władzom kościelnym w ostatnim okresie. Ale to przecież mały fragment wielkiego problemu, który dotyczy ostatnich kilkudziesięciu lat. W Polsce nie mogą na razie powstać rzetelne raporty dotyczące skali molestowania seksualnego w Kościele w latach 1945-2019.

Dlaczego?

- Ponieważ ofiary najczęściej ciągle milczą. Pozostają w ukryciu. Takie dokumenty mogą powstać tylko i wyłącznie w tych krajach, gdzie nastąpiło przebudzenie świadomości i pokrzywdzeni mają odwagę mówić. Jeśli w Polsce wokół pedofilii panuje taki klimat, jak to widać od grudnia ubiegłego roku w sprawie ks. prałata Henryka Jankowskiego, gdzie mamy zastraszanie ofiar i zmowę milczenia, to należy przypuszczać, że być może o swojej krzywdzie mówi jedna ofiara na sto.

Co zatem trzeba zrobić?

- Wzmocnienie odwagi u pozostałych pokrzywdzonych w latach 60., 70., 80. czy 90. ubiegłego wieku wymaga ogromnej pracy wychowawczej i budzenia świadomości moralnej. Rzetelne dane dotyczące molestowania nieletnich w Kościele katolickim w Polsce mogą zostać zebrane za kilka lub kilkanaście lat. Jeśli za kilka miesięcy powstanie jakiś raport, to będzie miał charakter cząstkowy i fragmentaryczny. Nie wiem, czy jest w ogóle potrzebny taki raport na obecnym etapie. 

Na zaproszenie na rozmowy z arcybiskupem Stanisławem Gądeckim, do których odbycia przewodniczących episkopatów przed watykańskim szczytem wezwał papież Franciszek, odpowiedziało zaledwie 28 osób.

- Nie jestem pewien, ale chyba przyjęto kryterium, że zaprasza się jedną ofiarę z każdej diecezji. Mamy 44 diecezje, więc pewnie z części nie było zgłoszeń albo nie przyjęto zaproszenia. Wiemy, jaki jest w Polsce klimat wokół pedofilii klerykalnej. Ofiary milczą, bo jeszcze nie czują się bezpieczne. Często w parafiach czy lokalnych społecznościach ludzie sympatyzują bardziej ze sprawcami niż z ofiarami. Jest to wstrząsające i powinno rodzić zdecydowany sprzeciw moralny.

Klerykalizm?

- Zdecydowanie tak. O klerykalizmie mówi często papież Franciszek. Niekiedy osoby duchowne posiadają zbyt dużą władzę. W pewnym sensie można mówić w Polsce o komunistycznym lub postkomunistycznym bizantynizmie, który zadomowił się w Kościele. Widzę dwa czynniki, które połączyły się w naszym społeczeństwie w bardzo szkodliwy sposób, generując taki rodzaj bizantynizmu oraz postawy klerykalne niektórych biskupów, księży i zakonników. Z jednej strony, mamy dziedzictwo systemu totalitarnego: podwójną moralność, hipokryzję, brak wiary jednostki w sensowność działań indywidualnych. To homo sovieticus, o którym pisał ks. prof. Józef Tischner. Z drugiej strony, mamy silną społeczną i polityczną rolę Kościoła w czasach PRL oraz na początku transformacji ustrojowej po 1989 roku. Ta wyjątkowa pozycja instytucji kościelnych stworzyła podatny grunt dla postaw klerykalnych. Nasze lokalne uwarunkowania molestowania dzieci przez niektórych duchownych są kompletnie niezrozumiałe dla dziennikarzy z Niemiec czy ze Stanów Zjednoczonych. Dlatego w Polsce musimy badać pedofilię naszymi narzędziami, ponieważ nasza specyfika sprawia, że tylko my tak naprawdę możemy to zrozumieć.

A czy chcemy zrozumieć, jak to było i jak jest?

- W znakomitej większości przypadków społeczeństwo tego nie chce. Podam dwa skandaliczne przykłady. W Gdańsku ks. Jankowski mógł krzywdzić dziesiątki chłopców i dziewczynek przez 40 lat, co było tajemnicą poliszynela, a w Poznaniu Wojciech Krolopp przez podobny okres bezkarnie molestował seksualnie chłopców z chóru "Słowiki". Jeśli polskie społeczeństwo ma oblicze Gdańska i Poznania, czy mamy odwagę zapytać, co mogło się dziać w ciągu ostatnich 70 lat w mniejszych miejscowościach na Mazowszu, Podlasiu, Podkarpaciu czy Pomorzu, gdzie jeszcze łatwiej było o krycie i tuszowanie tego typu przestępstw?

To jaki jest polski Kościół, jeśli ma oblicze archidiecezji gdańskiej, gdzie jedną z pierwszych wypowiedzi po ujawnieniu afery ks. Jankowskiego były słowa: "do nas nie wpłynęły żadne doniesienia"?

- Taki mamy klimat. Dominuje podejście formalne, czysto prawne. I odpowiada ono większości ludzi w naszym kraju.

Pojawiają się jednak osoby, które chciałyby coś z tym zrobić. I często same są atakowane. Zmieni się to kiedyś?

- Jeszcze nie teraz. Zmiana mentalności wymaga wielu lat edukacji społecznej.

Czy - księdza zdaniem - w Polsce powstanie świecka komisja do spraw walki z pedofilią?

- Tak, ale trudno powiedzieć, kiedy i jaki będzie jej charakter. Na ponad dwieście krajów na świecie, ledwie w kilku działały albo działają różnego rodzaju komisje. Wzorcowy przykład to Australia i działająca w latach 2013-2017 Komisja Królewska ds. Odpowiedzi Instytucji na Wykorzystywanie Seksualne Dzieci.

Komisja ta nie badała tylko środowiska Kościoła. 

- Poddano analizie ponad 1 700 różnych instytucji funkcjonujących w Australii - kościelnych, samorządowych, edukacyjnych, sportowych, które mają do czynienia z dziećmi. Komisja wykonała gigantyczną pracę. Wysłuchano tysięcy świadectw. Przesłuchano tysiące świadków. Raport końcowy liczy 17 tomów.  Problem pedofilii powoli przebija się także w Polsce do opinii publicznej. W naszym kraju najpierw musi ukształtować się świadomość i wrażliwość moralna, to znaczy społeczeństwo musi sobie uświadomić problem różnych form molestowania seksualnego dzieci. Dopiero później mogą powstać odpowiednie komisje i raporty. Nie można rozpoczynać budowy domu od dachu. Mówienie o komisji i raporcie teraz, kiedy ciągle mamy niezrozumienie problemu, to raczej działania marketingowe, zastępcze, polityczne. Potrzeba kształtowania świadomości, a to proces powolny i mozolny.

Nie widzi ksiądz ryzyka, że Kościół będzie spokojnie czekał na to powolne kształtowanie świadomości, aż wszystko "wybuchnie" jak w Irlandii?

- Gdy chodzi o Kościół katolicki w Polsce, już jest przynajmniej dwadzieścia lat za późno. Chodzi nie tylko o sprawiedliwość wobec ofiar i zadośćuczynienie, ale także o skutki uboczne tego dramatu. Zauważmy, że obraz Kościoła i duchownych w naszym kraju jest bardzo negatywny. Dla młodych ludzi utożsamianie pedofilii z koloratką księży katolickich będzie bardzo często argumentem za tym, żeby z Kościoła odejść i nie mieć nic wspólnego z katolicką religijnością. Z pewnością pedofilia klerykalna przyspiesza proces sekularyzacji młodego pokolenia w Polsce w tempie zastraszającym. W bieżącym roku szkolnym ponad połowa uczniów w szkołach podstawowych i średnich w Łodzi wypisała się z lekcji religii. Sekularyzacja dzieci i młodzieży postępuje w zawrotnym tempie.

Co Kościół może z tym zrobić?

- Trudno mi być optymistą. Jest bardzo późno. Wielu rzeczy nie można już dzisiaj uratować. Z moich obserwacji wynika, że raczej powtórzymy wszystkie błędy, które popełniono w Irlandii, Belgii czy Holandii. Ateizm bądź obojętność religijna młodego pokolenia nadchodzą w naszym kraju jak mitologiczny grecki los (ananke), przed którym nie można uciec.

Ksiądz bardzo spokojnie do tego podchodzi.

- W pewnym sensie jestem weteranem na tej wojnie z plagą wykorzystywania seksualnego dzieci przez niektórych duchownych. Moją walkę rozpocząłem w 1998 roku. Dwadzieścia lat temu napiętnowano osoby, które mówiły o tym problemie, a nie sprawców. Mając 39 lat, wylądowałem na pewien czas w domu księży emerytów.

Kiedy ofiary pedofilii zaczynają mówić o swojej krzywdzie?

- Psychologowie wskazują granicę wieku 40 lat. Najczęściej ofiary są w stanie mówić o swoim dramacie, gdy przekroczą czterdziestkę. W związku z tym osoby skrzywdzone w latach 90. ubiegłego wieku czy na początku obecnego stulecia milczą, więc jak przygotować raport dotyczący tego okresu? Owszem, można badać lata 70. i 80., ale to z kolei bardzo trudne, bo dotyczy specyficznego okresu PRL-u, kiedy z racji bezpieczeństwa w Kościele katolickim zasadniczo nie archiwizowano informacji drażliwych dotyczących księży, zakonników czy sióstr zakonnych. Nie ma dokumentów. Jak zatem przygotować raport? Na jakiej podstawie? W sprawie pedofilii klerykalnej dominuje w naszym kraju szum medialny. Niestety, także dziennikarze piszący o tych ważnych kwestiach nie mają bardzo często odpowiedniego przygotowania merytorycznego.

Milczenie ofiar to dobra wymówka, żeby nic nie robić.   

- Niestety, bardzo często Kościół  reaguje wówczas, gdy jest przymuszony do działania. Kwestia zasadnicza to zmiana mentalności społecznej. Proszę zauważyć, jak to jest możliwe, że po tak szokującej historii, jak dramat ks. Jankowskiego, gdy dziennikarze przestają pisać, króluje kompletna cisza. W ostatnich tygodniach zapadło w tej sprawie głębokie milczenie. Jak to możliwe? Gdzie są winni? Kto tuszował? Jeśli nie szuka się przyczyn, jeśli nie próbuje się zbadać, kto wspierał i krył sprawcę, to znaczy, że w Polsce nic się nie zmieniło. "Solidarność" stawała w obronie słabych, biednych, skrzywdzonych, wyrzucanych z pracy. Domagała się sprawiedliwości. Budziła wrażliwość społeczną. Niestety, jej twarzą był także ks. Jankowski. Jeśli nasze społeczeństwo nie jest dotknięte do żywego tą grecką tragedią, to znaczy, że ciągle jesteśmy w głębokim lesie.

Kościół powinien wypłacać odszkodowania ofiarom?

- W każdym kraju, gdzie były komisje i gdzie powstały raporty, są wypłacane odszkodowania. W Polsce nie mamy obecnie spójnego modelu procedowania w tym zakresie, ale odszkodowania już są wypłacane. Najbardziej spektakularny przykład to Poznań i milion złotych od Towarzystwa Chrystusowego i dożywotnia renta dla ofiary. 

Wypłacone raczej niechętnie. Od przełomowego wyroku z Poznania dotyczącego ks. Romana B. chrystusowcy się odwoływali, a wcześniej bronili przed nim, jak mogli.

- W naszych kręgach kościelnych jest przekonanie, że powinna obowiązywać zasada indywidualnej odpowiedzialności sprawcy, a nie instytucji. Osobiście uważam, że to przekonanie jest nie do utrzymania w przyszłości. Często mamy do czynienia z odpowiedzialnością instytucji i osób, które współdziałały poprzez milczenie, przenoszenie, tuszowanie itp. Zobaczymy w najbliższych latach, w jaki sposób będą wypłacane odszkodowania ofiarom pedofilii klerykalnej w naszym kraju. 

Jak Stolica Apostolska reguluje sprawy tuszowania przestępstw seksualnych w Kościele?  

- Przełom nastąpił w roku 2001. To był prawdziwy przewrót kopernikański. Niestety, w Polsce i w znakomitej większości krajów nie został on zauważony. Na czym polega ten przełom? Do roku 2001 nie było żadnych wiążących regulacji prawnych, w jaki sposób mają się zachować biskupi czy przełożeni zakonni, jeśli dowiadują się o przypadkach molestowania małoletnich w Kościele. Podejście Watykanu było mniej więcej takie: niech biskupi i przełożeni zakonni rozwiązują te problemy we własnym zakresie. Niestety, doprowadziło to do wielkiej katastrofy tuszowania pedofilii klerykalnej na całym świecie. Gdy lawina ujawnianych przypadków nadużyć seksualnych zaczęła rosnąć w latach 70., 80., 90. ubiegłego wieku, wciąż obowiązywała zasada odpowiedzialności poszczególnych biskupów i przełożonych zakonnych.

Jak oni reagowali w swoich diecezjach i zakonach?

- Prawie zawsze przenoszono sprawców pedofilii klerykalnej do innej parafii lub diecezji. Tuszowanie było systemowe, endemiczne. Oczywiście nikt tego nie nazywał wówczas tuszowaniem. Taka była praktyka w Kościele katolickim, ale także w innych związkach wyznaniowych i wspólnotach religijnych. Pedofilia to problem globalny. Rubikon został przekroczony dopiero 18 maja 2001 roku.

Co to znaczy?

- Tego dnia Kongregacja Nauki Wiary, której przewodniczył wówczas kardynał Joseph Ratzinger, opublikowała dokument pt. "Delicta graviora". Zawiera on następujący fragment: "Ilekroć Ordynariusz lub Hierarcha dowie się chociażby o prawdopodobieństwie grzechu zastrzeżonego, po przeprowadzeniu wstępnego dochodzenia, winien powiadomić o nim Kongregację Nauki Wiary, która, z wyjątkiem zastrzeżenia dla siebie procesu z powodu szczególnych okoliczności sprawy, winna zarządzić ostateczne postępowanie Ordynariuszowi lub Hierarsze w ramach jego własnego Sądu, któremu winna wskazać odpowiednie normy". Jednym z takich grzechów zastrzeżonych dla Trybunału Apostolskiego Kongregacji Nauki Wiary jest "grzech przeciw szóstemu przykazaniu Dekalogu, popełniony przez duchownego z młodocianym poniżej 18 roku życia". Od 18 maja 2001 roku wszyscy biskupi i przełożeni zakonni na całym świecie mają obowiązek informować Stolicę Apostolską o przypadkach pedofilii klerykalnej. Skończyło się tuszowanie.

 Na papierze.

- Jeśli popatrzymy, kiedy w różnych miejscach na świecie ta zasada weszła w życie, to będziemy przerażeni. W ubiegłym roku okazało się, że w krajach Ameryki Południowej zasadniczo nie jest znany ten dokument. Jeszcze gorzej wygląda to w Afryce. Podobnie jest w Azji. Gdy chodzi o Polskę, to z mojej wiedzy wynika, że pierwsze zgłoszenia popłynęły z naszego kraju do Rzymu dopiero jesienią 2007 roku.

To przełom wciąż na papierze?

- Tu się nie zgodzę. Gdy chodzi o Polskę, od kilku lat coraz lepiej wygląda prewencja i karanie sprawców. Ważnym elementem walki papieża Franciszka jest zaostrzenie kar w stosunku do biskupów i przełożonych zakonnych, którzy nie reagują w sposób odpowiedni na przypadki pedofilii wśród swoich podwładnych. 4 czerwca 2016 roku został opublikowany List apostolski pt. "Jak kochająca matka". Nowe przepisy weszły w życie 5 września 2016 r. Kluczowy fragment tego dokumentu brzmi następująco: "Biskup diecezjalny lub eparcha może zostać usunięty tylko wtedy, gdy obiektywnie okaże się, że w bardzo poważnym stopniu nie wykazał się sumiennością, wymaganą od jego urzędu duszpasterskiego, nawet jeśli nie było w tym jego poważnej winy moralnej. W przypadku nadużyć wobec nieletnich lub dorastających wystarczy, jeśli był to poważny brak sumienności". Brak sumienności grozi utratą stanowiska. To rewolucja.

Naprawdę? Proszę spojrzeć w świetle tych dokumentów na sprawę ks. Jankowskiego. Czy wobec tylu doniesień dotyczących księdza prałata niepodjęcie konkretnych działań to nie jest brak sumienności?

- Niestety, po 2001 roku mieliśmy przez kilka lat kompletny brak reakcji na zmianę, która nastąpiła w Watykanie. Jak oceniać przypadek ks. Jankowskiego? To sprawa wielopoziomowa, w której łączy się ze sobą bardzo wiele wątków. Mam nadzieję, że w najbliższym czasie znajdą się prawe sumienia, które sprawią, że ta historia zostanie gruntownie wyjaśniona. Jeśli natomiast nie będzie odpowiedniej presji - moralnej, medialnej, politycznej - to sprawa ks. Jankowskiego przejdzie bez echa, jak setki innych dramatów z ubiegłych lat. To kwestia wrażliwości moralnej społeczeństwa i świadomości religijnej katolików. Czy ten dramat nas boli? Czy niepokoi nasze sumienia? Czy dotyka nas do żywego? Jeśli nie, to Kościół katolicki w Polsce może się rozsypać, tak jak rozpadł się w większości krajów Europy Zachodniej.

Rozmawiała Justyna Kaczmarczyk

Ks. Andrzej Kobyliński - duchowny katolicki, filozof i etyk, doktor habilitowany nauk humanistycznych, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Absolwent Papieskiego Uniwersytetu Gregoriańskiego w Rzymie. W latach 1998-2011 był wykładowcą i wychowawcą w Wyższym Seminarium Duchownym w Płocku. Jest autorem m.in. kilkudziesięciu artykułów naukowych i publicystycznych na temat pedofilii.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje