Reklama

Reklama

Sprawa ks. Stanisława P. Fidura-Porycki w liście do dwóch biskupów: Zrezygnujcie

"Przewielebni, (...) wnoszę, abyście złożyli swoje urzędy i oddali się do dyspozycji papieża Franciszka" - pisze w liście do metropolity katowickiego abpa Wiktora Skworca i ordynariusza tarnowskiego Andrzeja Jeża Robert Wiktor Fidura-Porycki, w przeszłości wykorzystany seksualnie przez księdza, a dziś członek Rady Fundacji Świętego Józefa, działającej przy episkopacie. Chodzi o głośną sprawę ks. Stanisława P., który miał dopuścić się molestowania dzieci. - Rezygnacja w tej sytuacji to kwestia elementarnej przyzwoitości - mówi Fidura-Porycki w rozmowie z Interią.

Sprawę ks. Stanisława P. nagłośnił ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski. Mimo zgłoszeń, że ks. P. wykorzystuje seksualnie dzieci, przez kilkanaście lat pracował on w kraju i za granicą, mając kontakt z najmłodszymi.

Reklama

Decyzje w sprawie ks. P. podejmował ówczesny ordynariusz tarnowski, dzisiejszy metropolita katowicki abp Wiktor Skworc.

Upublicznienie sprawy przez ks. Isakowicza-Zaleskiego spotkało się z ostrą reakcją diecezji tarnowskiej, która zarzuciła duchownemu ominięcie dowodów i osąd oparty na jednostronnej relacji i zagroziła procesem.

W kolejnym stanowisku przyznano się jednak do błędów. Nazwano je "niedociągnięciami i zaniechaniami". W obszernym oświadczeniu opisano sprawę.

Głos zabrał także rzecznik abpa Skworca. "W świetle aktualnej wiedzy i zebranych informacji dokonana 18 lat temu pierwotna ocena zdarzeń może być oceniona jako błędna" - przyznał w oświadczeniu. Sprawę szerzej opisujemy TUTAJ.

Na serię oświadczeń zareagował Robert Wiktor Fidura-Porycki, który sam w przeszłości padł ofiarą wykorzystywania seksualnego przez księdza. Dziś jest członkiem Rady Fundacji Świętego Józefa, działającej przy episkopacie. Wystosował on do tarnowskiego i katowickiego hierarchy list, który opublikował także w mediach społecznościowych. "Przewielebni, (...) wnoszę, abyście złożyli swoje urzędy i oddali się do dyspozycji Franciszka PP" - pisze. Swoją sugestię uzasadnia krótko łacińską sentencją "Nemo iudex in causa sua", czyli "Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie".

- Obaj hierarchowie przyznają się do tego, że popełnili odstępstwa od normy, złamali zasady. Mieli obowiązek zgłoszenia sprawy do Watykanu - nie zrobili tego. Nikt nie jest sędzią we własnej sprawie i uznać, że nic się nie stało i wystarczą oświadczenia. Rozumiem prawo do obrony, mądrzejszej czy głupszej, ale elementarna przyzwoitość wymaga powiedzenia: Zawaliłem sprawę, oddaję się do dyspozycji papieża i czekam na wyroki - mówi Fidura-Porycki w rozmowie z Interią.

AKTUALIZACJA:

"Arcybiskup Wojciech Polak, delegat KEP ds. ochrony dzieci i młodzieży, został poinformowany, iż abp Wiktor Skworc zwrócił się pisemnie do abp. Marka Jędraszewskiego jako metropolity Archidiecezji Krakowskiej, aby przekazał Kongregacji ds. Biskupów prośbę o wyjaśnienie sprawy" - przekazał w czwartek (27 sierpnia) kierownik Biura Delegata Konferencji Episkopatu Polski ds. ochrony dzieci i młodzieży ks. Piotr Studnicki. Więcej TUTAJ.

Justyna Kaczmarczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne