Reklama

Reklama

Andrzej Halicki o argumentacji PiS ws. polityki klimatycznej: Nie ma głupszego wyjaśnienia

- "Strefy wolne od LGBT" to głupie uchwały. Nie stanowią prawa, ale ich konsekwencją może być agresja, pozwolenie na to, aby niektóre osoby były szykanowane ze względu na orientację seksualną - tak Andrzej Halicki, europoseł PO komentuje rezolucję Parlamentu Europejskiego w sprawie LGBT w rozmowie z dziennikarką Interii Agnieszką Maj. Poseł mówi także o tym, że Polska straci na tym, że nie przystąpiła już teraz do porozumienia klimatycznego. - Negocjacje zaczynają się teraz i teraz będą trwały - powiedział europoseł. Nie zgadza się z argumentacją PiS, że wstrzymanie się Polski jest dla naszego kraju korzystne bo odejście od węgla mogłoby zniszczyć naszą gospodarkę.- Nie ma głupszego wyjaśnienia - stwierdził Andrzej Halicki.

Agnieszka Msaj, Interia: W Parlamencie Europejskim zakończyło się właśnie głosowanie dotyczące stref wolnych od LGBT. Jak głosowała Platforma?

Reklama

Andrzej Halicki: To rezolucja o niedyskryminowaniu żadnej osoby, w szczególności ze względu na orientację seksualną. I oczywiście nie zgadzamy się na dyskryminację więc byliśmy za rezolucją.

Uważacie państwo, że osoby LGBT są w Polsce dyskryminowane?

- Mamy takie przykłady. Świat obiegły zdjęcia z Białegostoku, czyli polowanie na ludzi. Prawdziwy horror. "Strefy wolne od LGBT" to głupie uchwały. Nie stanowią prawa, ale ich konsekwencją może być agresja, pozwolenie na to, aby niektóre osoby były szykanowane ze względu na orientację seksualną. 

A czy jeśli Polska nie dostosuje się do rezolucji będą jakieś konsekwencje?

- Rezolucja to przede wszystkim wezwanie do kryminalizacji takich zachowań, bo te zachowania nie licują z porządkiem demokratycznym. Od strony prawnej powinniśmy każdego obywatela traktować tak samo. Niezależnie od wyznania, poglądów, czy orientacji, musimy się czuć bezpiecznie. Jeśli chcemy być krajem europejskim takie standardy powinny być oczywistością. W rezolucji została zawarta też poprawka o  akceptowaniu tych, którzy mają na skutek prawa lokalnego inne możliwości. Myślę tu już nie tylko związkach partnerskich,  ale o małżeństwach. One muszą mieć możliwość dostępu do informacji medycznej, mieszkania itd. kiedy przyjeżdżają do Polski.To są przecież ich podstawowe prawa. Nie mówię tu oczywiście, że automatycznie muszą być rejestrowane jako małżeństwa. To są już decyzje urzędów stanu cywilnego. Tu wiele osób ma wątpliwości, ale uważam, że takie uznanie ich praw, chociażby w tych podstawowych kwestiach, jest oczywistością.

A jeżeli Polska się nie dostosuje? Czy może mieć to wpływ na nasz budżet i stać się argumentem dla odebrania nam środków unijnych?

- Oczywiście, że taka dyskusja może do tego doprowadzić. To jest element praworządności, a Polska w tym podstawowym wymiarze praworządność narusza. W tym wypadku to jest kwestia podstawowych praw obywatelskich. Ale to nie tylko te kwestie mogą być przyczynkiem do tego, żeby artykuł 7 w tej najgorszej części, czyli w kwestii sankcji, był wykorzystany. Komisja Europejska chce mieć więcej narzędzi prawnych w rękach, silniejsze narzędzia, by nie było odstępstw od tego, co jest standardem powszechnym.

A kiedy ewentualnie zostanie powiązany budżet z praworządnością?

- Nie podejrzewam, żeby miało do tego dojść w tej kadencji. Myślę jednak, że prędzej czy później do tego mechanizmu dojdzie i artykuł 7 będzie wykorzystywany. Mam nadzieję, że jednak nie przeciwko Polsce. Bo karane będą nie rządy, a obywatele. Osobiście jestem przeciwni temu żeby za złe rządy byli karani obywatele.

Czy w związku z powolnymi trybami pracy Unii PiS może liczyć na brak konsekwencji?

- Na bezkarność liczyć nie może, bo jest reakcja. Przykre jest to, że tak często Polskę wymienia się wśród tych, którzy pozostają poza wspólnymi działaniami Unii. Nie myślę, że dzisiaj  ma miejsce mechanizm wyrzucania Polski, ale to sam rząd polski wystawia nas, społeczeństwo, poza wspólnotę. To jest gorsze w skutkach.

Polska nie przystąpiła do porozumienia klimatycznego. PiS tłumaczy, że to dla dobra Polski, bo odejście od węgla mogłoby zniszczyć naszą gospodarkę.

- Nie ma głupszego wyjaśnienia. Jeżeli polska gospodarka jest rzeczywiście zacofana w stosunku do gospodarek europejskich, mocniej oparta o paliwa, które szkodzą , tym bardziej powinniśmy korzystać z mechanizmów, które dają możliwość transformacji tej gospodarki. Musimy zmienić strukturę pozyskiwania energii, produkcję rolną i nasze zachowania na bardziej zielone i ekologiczne. Nieuczestniczenie w projekcie to nie rozwiązywanie problemów, tylko odsuwanie go na bok. Za chwilę będziemy mówić w Parlamencie o konkretnych liczbach i sumach przeznaczanych na tę zielona politykę klimatyczną, ale także wspomaganie rozwiązań proekologicznych, innowacyjnych, nowe technologie. To wszystko się łączy. Jedna czwarta budżetu to będą środki, które będą temu służyć. Sam fundusz transformacji to może być nawet 100 mld euro. Dlaczego mamy z tego nie skorzystać? Naszym interesem powinno być uczestniczenie w tym programie w dwójnasób, a nie odwrotnie. Dzisiaj te liczby nie są jeszcze znane. Mówienie o tym, że się nie uczestniczy w negocjacjach to jest dezercja, wyjście z tych negocjacji z niczym.

A dużo stracimy, jak będziemy się zastanawiać pół roku?

- Negocjacje zaczynają się teraz i teraz będą trwały. Mamy czerwiec jako datę, która będzie kontynuacją szczytu o polityce klimatycznej już w konkretnym rozwiązaniami rozwiązaniami finansowymi, choć de facto będziemy je znać dużo wcześniej. Odsuwanie decyzji do czerwca to jest niebranie udziału w tych negocjacjach.



Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje