Reklama

Reklama

Jerzy Kwieciński: Praworządność i polityka spójności to dwa różne porządki

Absolutnie jesteśmy za praworządnością, ale wiązanie jej w budżecie unijnym z polityką spójności to łączenie dwóch różnych porządków. Nie sprzyja to znalezieniu wspólnego języka - mówi w rozmowie z Interią minister Jerzy Kwieciński. Polityk tłumaczy też, dlaczego nie startuje w październikowych wyborach parlamentarnych.

Bartosz Bednarz, Łukasz Szpyrka: Jakie są najczęściej zgłaszane ministerstwu problemy związane z dostępem do środków europejskich?

Reklama

Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju: - Zacznijmy od tego, że dostęp do funduszy unijnych na lata 2014-2020 jest łatwiejszy niż w perspektywie 2007-2013. Wprowadziliśmy dużo uproszczeń. Dotyczą one na przykład ubiegania się o dofinansowanie. Potrzeba teraz mniej dokumentów, mamy prostsze formularze, konsultanci punktów informacyjnych pomagają przy sporządzaniu wniosków. W tej chwili można też uzupełnić wniosek i nie jest on automatycznie odrzucany, np. z powodu braku niektórych dokumentów. Modyfikujemy również wytyczne dotyczące udzielania zamówień, żeby były jak najbardziej czytelne dla przedsiębiorców. Zamówienia publiczne były zawsze obszarem, z którym wiązało się najwięcej błędów w projektach unijnych.

Inny przykład - w zeszłym roku, w ramach Programu Inteligentny Rozwój, uruchomiliśmy specjalną usługę dla przedsiębiorców. "Sprawdzimy Twój Eksperymentalny Pomysł". Polega ona na tym, że przedsiębiorca, który ma jakiś pomysł na projekt, może go najpierw omówić z konsultantem Punktu Informacyjnego Funduszy Europejskich. Konsultant powie mu, czy takie przedsięwzięcie ma szansę na dofinansowanie w Programie Inteligentny Rozwój, a następnie skontaktuje z odpowiednim ekspertem branżowym lub finansowym. Ten z kolei wskaże przedsiębiorcy mocne i słabe strony jego projektu w kontekście kryteriów konkursowych w programie.

W Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju takim punktem, do którego beneficjenci zgłaszają problemy i propozycje usprawnień, jest Biuro Rzecznika Funduszy Europejskich. Dostaliśmy już prawie 250 zgłoszeń i w większości dotyczą one odformalizowania procedur, skrócenia czasu oczekiwania na podpisanie umowy o dofinansowanie i otrzymanie płatności czy interpretacji przepisów. Prawie połowa wszystkich zgłoszeń pochodzi od firm, co w zupełności nie dziwi, bo to biznes w największym stopniu jest zainteresowany uproszczeniami.

Co oznacza stwierdzenie, że technicznie w kwestii negocjacji nowego budżetu unijnego zrobiliście państwo postęp, a faktycznie niewiele się zmieniło?

- Nie wszyscy wiedzą, że w UE negocjuje się teraz nie tylko to, co wszystkich najbardziej interesuje, czyli kwoty dla poszczególnych krajów z budżetu UE po 2020 roku, ale też zasady, jak i na co te pieniądze wydać. Możesz mieć worek pieniędzy, ale jeśli nie wiesz, co z nim zrobić, pozostaje on tylko workiem pieniędzy. To są właśnie te techniczne, ale równie ważne negocjacje. W tym obszarze rozmowy są na zaawansowanym etapie, wiele udało się uzgodnić. Polska ma wstępnie uzgodnionych kilka kwestii, na których nam szczególnie zależało. To na przykład możliwość finansowania zakupu pociągów, infrastruktury gazowej czy inwestycji na lotniskach, o ile jest to związane z poprawą bezpieczeństwa.

Do rozstrzygnięcia pozostały przede wszystkim kwestie finansowe, czyli ile będzie pieniędzy, jaki będzie stopień dofinansowania, jak to będzie rozłożone pomiędzy poszczególne kraje. Tu prawie w ogóle nie posunęliśmy się do przodu od początku negocjacji, czyli od połowy zeszłego roku. Nie ma na przykład rozstrzygnięcia, jak duży powinien być budżet europejski - czy powinien stanowić 1 procent dochodu narodowego brutto, jak mówią kraje najbogatsze, czy 1,06 jak mówi w tej chwili KE, czy 1,2 jak my proponujemy. Rozbieżności dotyczą też tego, ile pieniędzy ma iść na poszczególne obszary - od wspólnej polityki rolnej, poprzez politykę innowacyjną, migracje, aż do obronności. Duże kontrowersje budzi propozycja Komisji Europejskiej dotycząca podziału funduszy pomiędzy poszczególne kraje. Nie widzę szans na porozumienie w tym roku.

Podtrzymuje pan, że to prezydencja niemiecka ma być przełomowa i właśnie wtedy uda się dojść do porozumienia?

- Szanse na porozumienie przy prezydencji fińskiej są raczej skromne. Deklaracje o tym, że priorytetem ma być powiązanie funduszy z praworządnością, raczej nie sprzyja znalezieniu wspólnego języka. Absolutnie jesteśmy za praworządnością, ale wiązanie jej z polityką spójności to łączenie dwóch różnych porządków. Ocena praworządności to świat opinii - kto miałby dokonywać tej oceny? Na jakiej podstawie? Z kolei polityka spójności to świat faktów - wskaźniki gospodarcze, modele ekonomiczne, konkretne inwestycje. To jest nie do pogodzenia.

Niemcy to największy i najsilniejszy kraj UE. Będą sprawowały prezydencję w drugiej połowie 2020 roku. Proszę pamiętać, że po raz pierwszy będziemy mieli przewodniczącą Komisji Europejskiej z tego kraju, a to stwarza warunki, by kraje członkowskie spodziewały się rozstrzygnięcia właśnie podczas niemieckiej prezydencji. Trudniej będzie zakończyć negocjacje w pierwszej połowie przyszłego roku, kiedy to prezydencję będą pełnić Chorwaci. Nie wykluczam jednak takiego scenariusza, że uda im się to zrobić przy wsparciu Niemiec. Dla Polski i całej UE najważniejsze, by negocjacje zakończyły się jak najwcześniej. Nie rozpoczniemy inwestowania funduszy z nowej perspektywy, jeśli nie będziemy wiedzieć, jak wygląda budżet UE, jakie są rozporządzenia regulujące politykę spójności. Dopiero na tej podstawie będziemy mogli uzgodnić kształt Umowy Partnerstwa, która pozwoli nam uruchomić programy na lata 2021-2027. Rozpoczęliśmy już, na roboczo, prace nad tym dokumentem, jak również nad programami operacyjnymi. Nie tylko u nas w Polsce, ale prowadzimy także robocze rozmowy z KE.

Co z programem "Czyste powietrze"?

- To jeden z największych i najważniejszych programów rządowych, tylko nieco mniejszy niż program drogowy. Czyste powietrze to 103 mld zł na 10 lat. Realizacja tego programu należy do Ministerstwa Środowiska, które koordynuje działania. Inne resorty, w tym Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju, wspierają ministra Henryka Kowalczyka w tym zadaniu. Naszą rolą jest poszukiwanie finansowania dla prośrodowiskowych projektów, między innymi w ramach nowego rozdania unijnych funduszy. Jest szansa, że program już wkrótce będzie rozszerzony o współpracę z samorządami, a także sektorem finansowym, bankowym i rozwinie skrzydła.

Powiedział pan, że szukacie finansowania. Jak to idzie?

- Program "Czyste Powietrze" finansowany jest częściowo ze środków unijnych. Wiele projektów jest już realizowanych. Przykładowo, w Programie Infrastruktura i Środowisko mamy około 1 mld zł tylko na poprawę jakości powietrza w województwie śląskim. Pod koniec czerwca zakończyliśmy nabory wniosków w tym obszarze. Zainteresowanie samorządów było ogromne. A przypomnę, że wcześniej o fundusze na termomodernizację mogły starać się tylko wspólnoty i spółdzielnie mieszkaniowe. My umożliwiliśmy wystartowanie samorządom i od razu spotkało się to z pozytywnym odzewem. To ważna zmiana w programie i nasza odpowiedź na zapotrzebowanie zgłaszane przez samorządowców. Poprawa jakości powietrza będzie też ważnym celem inwestowania funduszy unijnych z budżetu UE na lata 2021-2027.

Dlaczego nie startuje pan w wyborach parlamentarnych?

- Bardzo dobrze czuję się na stanowiskach zarządczych. Całe życie pracowałem w zarządzaniu projektami i programami. To po prostu działalność, do której mnie ciągnie. Prawo i Sprawiedliwość ma świetną reprezentację parlamentarną. Ja wolę się mierzyć z wyzwaniami na polu władzy wykonawczej.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy