Reklama

Reklama

Wiceminister spraw zagranicznych dla Interii: Pierwszy raz jest taki spór w UE

W czwartek w Brukseli rozpocznie się nadzwyczajny szczyt Rady Europejskiej w sprawie budżetu UE na lata 2021-2027. Zamiast jednak oczekiwać przełomu i szybkiego zakończenia negocjacji już na najbliższym spotkaniu przywódców 27 krajów, nastawić się należy na wielomiesięczne ustalenia. - Pierwszy raz są tak duże rozbieżności między państwami. Propozycja wyjściowa się poprawiła. Mamy nieco lepszy start, przed nami jednak wiele pracy, żeby osiągnąć cel - mówi Interii Paweł Jabłoński, wiceminister spraw zagranicznych.

Zacznijmy od rzeczy najważniejszej: Czy Polska wierzy, że w latach 2021-2027 polityka spójności osiągnie wielkość zbliżoną do tej z obecnej perspektywy finansowej, tj. 82,5 mld euro?

Reklama

- To nie kwestia wiary, ale raczej możliwości UE, jak i zdolności wszystkich państw do tego, żeby osiągnąć kompromis. Na ten moment trudno powiedzieć, w którą stronę pójdą rozmowy. Dla przykładu Parlament Europejski jednoznacznie domaga się, żeby budżet był znacznie wyższy - mówi w rozmowie z Interią Jabłoński.

To właśnie PE proponuje najbardziej optymistyczny wariant budżetu, tj. 1,3 proc. DNB. Przewodniczący PE David Sassoli określił propozycję Charlesa Michela, szefa Rady Europejskiej, za niesatysfakcjonującą, zaapelował też do RE, by na najbliższym szczycie wypracowano bardziej ambitną propozycję, w przeciwnym razie parlament nie będzie w stanie zaakceptować budżetu. Niewykluczone, że to PE będzie chciał odegrać w kształtowaniu WRF jedną z ważniejszych ról, naciskając przywódców 27 państw do bardziej optymistycznego spojrzenia na wydatki na kolejnych siedem lat.

- Nie zaakceptuje on (PE - red.) budżetu, który nie będzie spełniać ambitnych celów. Stąd najwyższa propozycja, aż 1,3 proc. DNB. Trzeba pamiętać, że to PE budżet musi później zatwierdzić. To jest element, który do tej pory nie był aż tak mocno dostrzegany. PE niewątpliwie chce w tym procesie brać aktywną role. Nie być tylko sprowadzonym do roli maszynki do głosowania- tłumaczy Jabłoński.

Najtrudniejszy w historii

Nie ma wątpliwości, że to jeden z najtrudniejszych budżetów UE. Nieporównywalnie bardziej skomplikowany w porównaniu do tego z lat 2014-2020. - Scenariuszy jest wiele. Musimy pamiętać, że ten budżet będzie zupełnie inny niż do tej pory. Odnoszenie się wprost do dwóch wcześniejszych byłoby mylące. Jesteśmy w zupełnie innej sytuacji - dodaje rozmówca Interii.

Wpływ na to ma nie tylko opuszczenie UE przez Wielką Brytanie, której wkład do unijnej kasy to ok. 10 mld euro rocznie. To powoduje, że w Brukseli są próby przeforsowania cięć w głównych politykach właśnie ze względu na mniejsze wpływy. Ale nie bez znaczenia pozostają także trudne do przełamania poglądy na wielkość kolejnych wieloletnich ram finansowych w ujęciu krajów północy (domagają się ograniczenia wydatków) i południa (utrzymanie polityk na dotychczasowym poziomie lub ich zwiększenie). Część państw, m.in. Niemcy, Holandia, Dania, Finlandia, chciałyby, aby limit wydatków na następne siedem lat odpowiadał wielkości ok. 1 proc. dochodu narodowego brutto (DNB) wszystkich państw członkowskich. A to skutkowałoby cięciem wysokości podstawowych polityk. Część krajów, głównie wchodzących w skład grupy przyjaciół spójności, pozostaje na stanowisku, że polityka spójności i wspólna polityka rolna - fundamenty UE - nie powinny być zmniejszane.

- Długie negocjacje przed krajami UE. Realne jest to, że będą one trwały wiele miesięcy. To najtrudniejszy budżet UE w historii, ponieważ negocjacje toczą się w momencie wyjścia jednego z najważniejszego płatników, ale również dlatego, że pierwszy raz widoczne są tak duże rozbieżności między państwami. Jednocześnie już na tym etapie można powiedzieć, że strategia przyjęta przez Polskę, czyli budowa szerokiego sojuszu państw na rzecz zachowania polityki spójności i wspólnej polityki rolnej przyniosła pewne efekty. Propozycja wyjściowa się poprawiła. Mamy nieco lepszy start, przed nami jednak wiele pracy, żeby osiągnąć cel - ocenia Jabłoński.

Punktu stycznego szukali Finowie, ale ponieśli na tym polu porażkę. Teraz za negocjacje odpowiedzialna jest Rada Europejska. Jej przewodniczący Charles Michel przed czwartkowym szczytem rozmawiał z przywódcami 27 państw. I w ostatni piątek zaproponował, by budżet miał wielkość 1,074 proc. połączonego dochodu narodowego brutto wszystkich państw członkowskich.

"Nie jesteśmy zadowoleni z projektu budżetu"

Wydatki na politykę spójności dla wszystkich 27 państw członkowskich mają wynieść 323 mld euro na kolejne siedem lat.

Dla porównania w latach 2014-2020 również 27 krajów UE (z wyłączeniem Wielkiej Brytanii) miało do podziału na ten cel 44,5 mld euro więcej. Propozycja nowego przewodniczącego RE jest ponownie niższa niż ta z 2018 r. (1,11 proc. DNB), oceniona wtedy na zbyt skromną. W tamtym scenariuszu Polska miałaby otrzymać w ramach polityki spójności mniej o 19 mld euro w porównaniu do budżetu obecnie kończącego się. Zmiana w nowej propozycji polega na tym, że m.in. Polska miałaby dostać - pod pewnymi warunkami - więcej pieniędzy. Nawet 2 mld zł (pisze dzisiejsza "Rz"), jeśli zdecyduje się na przyłączenie do klimatycznego celu 2050. Jeśli nie - fundusze wzrosnąć miałyby o 1 mld euro. - Doceniamy wysiłki nowego przewodniczącego RE, choćby sam fakt że rozmawia ze wszystkimi państwami, a nie tylko z wąską grupą wybranych. To duży krok naprzód, w porównaniu do tego, jak to wyglądało wcześniej. Ale nadal nie jesteśmy zadowoleni z projektu budżetu w takim stopniu, żeby móc stwierdzić, że wszystko jest już dobrze - dodaje Jabłoński.

Jasne stanowisko Grupy Przyjaciół Spójności

Za Polską stoi grupa przyjaciół spójności, w skład której - poza Polską - wchodzą: Bułgaria, Rumunia, Węgry, Czechy, Słowacja, Łotwa, Litwa, Estonia, Grecja, Chorwacja, Włochy, Portugalia, Malta, Cypr, Słowenia i Hiszpania. Stanowisko 17 państw pozostaje niezmienne: nie ma zgody na cięcia w polityce spójności i wspólnej polityce rolnej. Zamiast, ze względu na niższe wpływy budżetowe, zmniejszać wielkość kluczowych dla UE polityk, należy poszukać dodatkowych środków (rozważane są liczne opcje, np. podatek cyfrowy, podatek od transakcji finansowych, graniczny podatek węglowy, opłata za udział we wspólnym rynku) lub oszczędności.

- Jedziemy z propozycją uzgodnioną w gronie 17 państw w Portugalii (szczyt przyjaciół spójności - red.). Grupa jasno zadeklarowała, że propozycje cięć w polityce spójności są nie do zaakceptowania. To już w zasadzie pewien efekt wywołało. Pozycja wyjściowa w stosunku do propozycji KE się zmieniła. Jest krokiem w dobrym kierunku. To m.in. większa elastyczność w polityce rolnej, możliwość przenoszenia środków z obszarów wiejskich na dopłaty bezpośrednie i odwrotnie - to próba szukania kompromisu. Oceniamy ją pozytywnie, ale uważamy, że jest to wciąż za mało. Będziemy dążyć do tego, żeby przekonać pozostałe państwa, że warto zachować politykę spójności na podobnym poziomie, ponieważ do tej pory była ona bardzo skuteczna. Oczywiście wszyscy dostrzegamy, że brexit ma swoje finansowe konsekwencje, ale mówimy dzisiaj, żeby pewne nowe cele, które UE wskazuje: klimatyczne, migracyjne - nie spowodowały nadmiernego osłabienia dotychczasowych polityk - mówi wiceminister spraw zagranicznych.

Budżet jednak to nie tylko polityka spójności czy wspólna polityka rolna. A część programów, warto podkreślić - wielomiliardowych, ma funkcjonować w oparciu o wspólny "koszyk", a nie koperty narodowe. Tak jest np. w przypadku programu Horyzont Europa, który dedykowany jest finansowaniu prac badawczo-rozwojowych i rozwojowi innowacji. Techniczne to kolejna przestrzeń do negocjacji i - niewykluczone - rozbieżnych wizji.

- Wszystkie polityki muszą być tak skonstruowane, żeby spełniać kryterium spójności i solidarności między krajami. To wynika wprost z art. 3 Traktatu o Unii Europejskiej. Także te działania, które mają bardziej horyzontalny charakter powinny ten traktatowy zapis uwzględniać. Nasza gospodarka się zmienia i będziemy w coraz większym stopniu korzystać ze środków na innowacyjność. Finansowania nowych technologii UE potrzebuje, jeśli ma być realnym konkurentem dla USA czy państw azjatyckich, ale musi to być zorganizowane w taki sposób, żeby gospodarki na niższym poziomie rozwoju mogły z funduszy na ich rozwój skorzystać w sposób solidarny. Jest kilka koncepcji. Niekoniecznie z góry rozdzielenie środków na kraje (koperty narodowe - red.), ale np. wprowadzenie kryteriów, które będą powodować, że projekty z państw, w których ich finansowanie miałoby dodatkowy walor spójnościowy, byłyby preferowane - konstatuje Jabłoński.

Bartosz Bednarz 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne