Proces Katarzyny W.

Krzysztof Rutkowski zeznaje w procesie Katarzyny W.

Katarzyna W. swym zachowaniem od początku zdradzała, że może mieć związek z zaginięciem córki; to osoba, która patologicznie kłamie - mówił w poniedziałek przed sądem Krzysztof Rutkowski.

Rutkowski był jednym w pierwszych świadków przesłuchanych w procesie W., oskarżonej o zabicie półrocznej córki Magdy. Zeznawał przez blisko cztery godziny. Świadek jest właścicielem agencji detektywistycznej zaangażowanej w poszukiwania dziecka.

Reklama

Opowiadał przed sądem, jak dzień po dniu wyglądała jego praca nad tą sprawą. "Nie traktowałem tej sprawy jako wyścigu - kto pierwszy zatrzyma sprawcę" - oświadczył.

Sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu dziewczynki z Sosnowca. Według relacji matki miała zostać porwane z wózka w centrum miasta. Ostatecznie na początku lutego ciało dziecka znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu.

"To był sygnał"

To właśnie Rutkowskiemu Katarzyna W. wyznała, że dziecko w rzeczywistości nie zostało uprowadzone. Rutkowski zeznał, że o pomoc w odszukaniu dziecka zwrócił się do niego pełnomocnik rodziny W. Zgodził się pracować nad tą sprawą za darmo. Jak wspominał, największą aktywność od początku przejawiali rodzice Bartłomieja - ojca Magdy, sam ojciec dziecka i inne osoby; natomiast Katarzyna zachowywała dystans. "Była na uboczu, jakby nie identyfikowała się z tym zdarzeniem" - dodał.


"Jej stosunek do mnie był niezrozumiały. Z doświadczenia kontaktów z rodzicami porwanych dzieci wiem, że matki reagują zawsze bardzo emocjonalnie" - zeznał świadek. Dodał, że zastanawiające dla niego było też, że matka nie chciała zgodzić się, by jego współpracownik na czas akcji poszukiwawczej zamieszkał z rodziną W. i jej niechęć do kontaktu z mediami. Kobieta nie chciała brać udziału w konferencjach prasowych, a przed wywiadem dla jednej ze stacji telewizyjnych miała zamknąć się w łazience. Kiedy już przekonano ją do występu przed kamerą, po wszystkim miała podejść do Rutkowskiego i powiedzieć ze złością: "Macie ten swój wywiad". "To był sygnał, że coś jest nie tak" - zeznał świadek.

Rutkowski powiedział też, że na początku - poza mężczyzną w kapturze, który miał porwać jej dziecko z wózka - jako potencjalnych podejrzanych wskazała sąsiadów, młodych ludzi, którzy - jak sama mówiła - zazdrościli jej i Bartłomiejowi córki. Ta teza szybko okazała się nieprawdziwa. Rutkowski powiedział też, że gdy nabrał pewności, że to Katarzyna W. sama stoi za zniknięciem dziecka, poinformował o tym policję.

W przeciwieństwie do męża, Katarzyna W. - podkreślił Rutkowski - od początku unikała badania wariografem. Aby wydobyć prawdę na temat zniknięcia Magdy, Rutkowski uciekł się do podstępu. Umówił się z Katarzyną W. na rozmowę w jednym z hoteli, pod drzwiami kazał stać swojemu znajomemu z narzeczoną. Katarzynie W. powiedział, że to świadkowie, którzy widzieli jak Katarzyna - jak sama twierdziła - wcale nie została zaatakowana, ale sama położyła się na chodniku i uderzyła głową o podłoże; nikt też nie zabrał jej dziecka z wózka. Katarzyna miała wówczas powiedzieć: "Niech oni trzymają się swojej wersji, ja będę trzymała się swojej". Chwilę później jednak W. powiedziała Rutkowskiemu, że dziecko wypadło jej z rąk, uderzyło o podłogę lub próg i zmarło. Rozmowa Rutkowskiego z W. została zarejestrowana przez kamery jednej z gazet, a później przekazane mediom.

O nagrania i kulisy organizowanych konferencji prasowych z udziałem bliskich Magdy, także samej Katarzyny W. pytał Rutkowskiego obrońca oskarżonej. Świadek odpowiadał, że nikogo nie namawiał do kontaktu z mediami, a konferencje organizował, by uporządkować pojawiające się w mediach informacje, nieraz nieprawdziwe.

"Osoba, która patologicznie kłamie"

"Jest to osoba, która patologicznie kłamie" - powiedział o Katarzynie W. Rutkowski, a sędzia zwrócił mu uwagę, by skupił się na faktach, a nie na ocenach.

W dalszej części zeznań Rutkowski oświadczył, że nie czuje do Katarzyny W. nienawiści, złości, czy niechęci, mimo że składała obciążające go zeznania. Chodzi o śledztwo dotyczące zaangażowania Rutkowskiego w sprawę Magdy.

Śledztwo w tej sprawie umorzyła gliwicka prokuratura, nie dopatrując się przestępstwa. Poza samym Rutkowskim, sąd przesłuchał w poniedziałek też pracowników jego biura. Jeden z nich zeznawał w kamizelce z nazwą agencji Rutkowskiego. Wychodząc z sali założył na głowę kominiarkę.

Poniedziałkowa rozprawa była trzecią w procesie, który ruszył miesiąc temu. 23-letnia Katarzyna W. oświadczyła wtedy, że nie przyznaje się do winy i odmówiła złożenia wyjaśnień. Zdaniem prokuratury Katarzyna W. udusiła swoją córkę, a plan zabójstwa przygotowywała co najmniej od 19 stycznia, wcześniej próbując zatruć córkę tlenkiem węgla. 24 stycznia miała cisnąć dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut. Sama oskarżona twierdzi, że Magda zmarła na skutek wypadku. Według oskarżonej dziecko wypadło jej z rąk na podłogę, gdzie zmarło po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza.

Wasze komentarze
No hate

Dodawanie komentarzy pod tym artykułem zostało wyłączone

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym, nasyconym nienawiścią komentarzom, niezależnie od wyrażanych poglądów. Jeśli widzisz komentarz w innych serwisach, który jest hejtem – wyślij nam zgłoszenie.
Dowiedz się więcej na temat: Krzysztof Rutkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje