Reklama

Reklama

Proces Katarzyny W.

Zapadł wyrok ws. Katarzyny W.

Sąd Okręgowy w Katowicach skazał Katarzynę W., oskarżoną o zabicie swojej półrocznej córki Magdy w styczniu 2012 roku, na karę 25 lat pozbawienia wolności. Oznacza to, że kobieta będzie mogła ubiegać się o warunkowe wcześniejsze zwolnienie po 15 latach. Wyrok odczytał sędzia Adam Chmielnicki. Obrona domagała się uniewinnienia.

Według sędziego, część dowodów wskazujących na winę skazanej jest bezspornych. Kobietę uznano także winną preparowania fałszywych dowodów w sprawie. Katarzyna W. sfingowała bowiem uprowadzenie córki, po tym jak już dziecko nie żyło. Sędzia argumentował, że kobieta nie akceptowała tego, iż została matką i chciała wrócić do życia, jakie prowadziła przed narodzinami dziecka.

Reklama

Bulwersująca opinię publiczną sprawa Katarzyny W. zaczęła się 24 stycznia 2012 r., gdy policja przekazała mediom informację o zaginięciu półrocznej dziewczynki z Sosnowca. 

Według pierwszej relacji matki, dziecko porwano jej z wózka w centrum miasta. Na początku lutego ciało małej Magdy znaleziono w zrujnowanym budynku w parku przy torach kolejowych w Sosnowcu.

Proces rozpoczął się w lutym tego roku. Od tego czasu odbyło się kilkanaście rozpraw, na których sąd przesłuchał kilkudziesięciu świadków. Jednym z najważniejszych dowodów były opinie biegłych medyków.

Według nich półroczna Magda zmarła na skutek gwałtownego uduszenia. Na tej podstawie prokuratura zarzuciła oskarżonej zabójstwo dziecka. 

Śledczy zarzucali Katarzynie W. także powiadomienie organów ścigania o niepopełnionym przestępstwie - rzekomym uprowadzeniu dziecka - i próbę skierowania postępowania przeciwko innej osobie.

Zdaniem prokuratury Katarzyna W. plan zabójstwa przygotowywała co najmniej od 19 stycznia, wcześniej próbowała zatruć córkę czadem. 24 stycznia miała cisnąć dzieckiem o podłogę, a kiedy okazało się, że mimo to niemowlę przeżyło, dusić je przez kilka minut.

Katarzyna W.: Jestem niewinna i nie zabiłam Magdy

Sama oskarżona twierdzi, że Magda zmarła na skutek wypadku. Według niej dziecko wypadło jej z rąk na podłogę i zmarło po kilku nieudanych próbach nabrania powietrza.  

W poniedziałek prokurator zażądał dla podsądnej kary dożywotniego więzienia z ograniczeniem możliwości starania się o warunkowe przedterminowe zwolnienie najwcześniej po 30 latach kary.

Obrońca chciał uniewinnienia argumentując, że dowody nie dają podstaw do skazania.

Sama oskarżona w ostatnim słowie oświadczyła, że jest niewinna, dziecko po prostu wypadło jej z rąk.

- Mam świadomość tego, jak jestem postrzegana, jak został wykreowany mój wizerunek w mediach, natomiast kiedy zdarzył się ten wypadek, kiedy zmarła mi na rękach moja córka, nie wiedziałam co mam zrobić. Pierwszą osobą, której chciałam powiedzieć o tym, co się stało, był mój mąż Bartek - powiedziała.

- Przepraszam wszystkich za to, że wprowadziłam ich w błąd. Przepraszam za to, że moje działania przyniosły negatywne skutki, ale jestem niewinna i nie zabiłam Magdy. Ona po prostu wypadła mi z rąk i to był wypadek. Dlatego proszę wysoki sąd o uniewinnienie - zakończyła.

Czy Katarzyna W. powinna zostać skazana na dożywocie? Dyskutuj na żywo!


Jesteś świadkiem ważnych zdarzeń lub ciekawych sytuacji? Masz wyczucie chwili i zmysł reporterski? Zrób zdjęcia i przyślij je do nas! Może to Twoja fotografia zostanie wybrana jako zdjęcie miesiąca



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje