W poszukiwaniu zrabowanych dzieł sztuki

Anders Rydell: To była największa w historii akcja grabienia dzieł sztuki

Nikt jeszcze nie znalazł "złotego pociągu", a już ustawiła się po ewentualne skarby, jakie może skrywać w swoich wnętrzach, kolejka chętnych z zagranicy. Polskim władzom - uważa Anders Rydell, autor książki "Bezcenne. Naziści opętani sztuką" - brakuje podobnej gorliwości w odzyskiwaniu zagrabionego w czasie II wojny światowej mienia Polaków.

Niemcy, pisze w swojej publikacji szwedzki dziennikarz, przeprowadzili w czasie II wojny światowej największą akcję grabienia dzieł sztuki w dziejach ludzkości. Specjalnie powołane do tego celu grupy przeszukiwały tereny okupowane w poszukiwaniu drogocennych dzieł sztuki i kosztowności.

Reklama

- Ważnym elementem niemieckiego planu było również niszczenie polskiej kultury. Naziści realizowali go bardzo precyzyjnie. Ofiarą ich barbarzyństwa padały polskie zabytki, między innymi pałac królewski w Warszawie - przypomina nasz rozmówca.

Dariusz Jaroń, Interia: Słyszał pan o "złotym pociągu"?

Anders Rydell: Tak, i to całkiem sporo. Media w Szwecji poświeciły tej sprawie wiele miejsca. To fascynująca historia, ale z tego, co wiem, nie ma pewności, że rzeczywiście znaleziono "złoty pociąg".

Generalny Konserwator Zabytków dwa tygodnie temu mówił, że to na 99 procent "złoty pociąg"...

- 99 procent? To całkiem blisko pewności... Sam nie wiem, chociaż jedna rzecz wskazuje na to, że tam rzeczywiście mógł zostać ukryty pociąg. Na terenach znajdujących się w pobliżu granic Polski, Niemiec i Czech naziści pod koniec wojny ukryli wiele cennych przedmiotów, to bardzo atrakcyjna lokalizacja dla łowców skarbów. Miejsce na poszukiwania bardzo dobre, a czy jest tam "złoty pociąg"? Zobaczymy.

Od lat pisze pan o odzyskiwaniu dzieł sztuki skradzionych w trakcie II wojny światowej. Z jaką skalą zjawiska mamy do czynienia?

- Dokładnej liczby nie sposób ustalić. Szacuje się, że jest około 100-200 tysięcy zaginionych dzieł sztuki. Dwa lata temu bardzo głośna była sprawa Corneliusa Gurlitta. W jego mieszkaniu w Monachium odnaleziono 1379 obrazów wartych miliard dolarów, większość zbiorów została skradziona rodzinom żydowskim w czasie wojny. Wciąż odkrywane są kolejne zrabowane eksponaty, ten proces trwa i będzie trwać.

Jak funkcjonował system kradzieży dzieł sztuki w trakcie wojny?

- To nie był jeden spójny system, tylko cały zespół mniejszych grup grabieżców. Kradli dzieła sztuki, cenne książki, kosztowności; nieustająco ze sobą rywalizowali o to, kto pierwszy dotrze do wartościowego łupu. To rozdrobnienie było odgórną decyzją Adolfa Hitlera. Nie chciał, żeby jakakolwiek organizacja zdobyła zbyt wielką władzę nad zagrabionym majątkiem.

Kto najbardziej się obłowił? Wiemy, że naziści walczyli między sobą o dzieła sztuki.

- O te najcenniejsze rywalizowali ze sobą Hermann Goering, Joachim von Ribbentrop, Alfred Rosenberg i wielu innych czołowych oficjeli nazistowskich. Oczywiście pierwszeństwo w wyborze dzieł, przynajmniej w przypadku obrazów, miał Adolf Hitler.

Co się stało z dziełami sztuki po zakończeniu wojny?

- To zależy czy mówimy o Europie Wschodniej czy Zachodniej. Na Zachodzie alianci przynajmniej część dzieł sztuki zwrócili, ale wiele z nich w latach 50. i 60. znalazło się w muzeach publicznych, chociażby w Luwrze. Inne trafiły na rynek dzieł sztuki. Wciąż na aukcjach, głównie w Szwajcarii gdzie jest łagodne prawo i powszechnie stosuje się klauzulę tajności, można trafić na przedmioty skradzione w czasie II wojny światowej. 

- Natomiast w Europie Wschodniej o restytucji dóbr kultury nie było mowy. Na polecenie Józefa Stalina powstały oddziały zajmujące się zbieraniem dzieł sztuki i kosztowności i wywożeniem ich w głąb ZSRR. Większość zagrabionych dóbr nigdy nie wróciła do swoich właścicieli. W zbiorach Państwowego Muzeum Ermitażu w Sankt Petersburgu znajdziemy sporo obrazów ukradzionych w trakcie wojny. Restytucja stała się w Europie Wschodniej tematem tabu.

Jest szansa na odzyskanie dzieł sztuki z rosyjskich zbiorów?

- W latach 90. sporo mówiło się w kraju o restytucji, Borys Jelcyn był nawet jej zwolennikiem, ale nacjonaliści stanowczo się temu sprzeciwili. Przy dzisiejszym klimacie politycznym wokół Rosji o rozmowach na temat restytucji nie ma mowy.

Po publikacji książki w Szwecji zgłaszały się do pana osoby, które podejrzewały, że mogą mieć w swoich mieszkaniach dzieła sztuki skradzione podczas wojny. Co im pan radził?

- Poleciłem im kontakt z organizacjami zajmującymi się zwrotem skradzionych dzieł sztuki, zwłaszcza jedna w Londynie działa dość prężnie. Organizacje te działają non profit, oferują wsparcie prawnika, pomagają ludziom, którzy chcą odzyskać dzieła sztuki, a także zwrócić, kiedy podejrzewają, że mogą dysponować skradzionym mieniem.

Jak pan ocenia działania polskich władz w sprawie zwrotu zagrabionych dzieł sztuki?

- Mam wrażenie, że polscy politycy nie są chętni do rozmów o restytucji i poważnego zajęcia się zwrotem skradzionych w czasie wojny dzieł sztuki. Polska w ostatnich latach niewiele w tej kwestii zrobiła, brakuje dobrej woli polityków, a przecież Polska była najbardziej poszkodowanym krajem w całej Europie. Naziści kradli nie tylko mienie żydowskie, plądrowali muzea, biblioteki, zamki i prywatne majątki. Niewiele z tego co zrabowano wróciło do Polski.

Widzi pan szansę na rozwiązanie problemu restytucji?

- Minęło 70 lat od zakończenia wojny, a my wciąż o tym rozmawiamy. To pokazuje jak ważny i aktualny jest to problem. Restytucja jest silnie związana z poczuciem winy. Oczywiście istotna jest kwestia ekonomicznej rekompensaty, ale w pierwszej kolejności zwrócenie skradzionych dóbr jest przyznaniem się do winy. Bardzo ważne jest także oddanie pamięci i wspomnień. Często skupiamy się na zwrocie najdroższych dzieł sztuki, bo to są najgłośniejsze i najbardziej spektakularne przypadki, ale więcej znaczą osobiste rzeczy, niewiele warte na rynku. Te drobne przedmioty są bezcenną pamiątką dla rodzin ofiar zagłady.

Książka "Bezcenne. Naziści opętani sztuką", która ukaże się w Polsce 18 września, to pierwszy tom historii grabieży w trakcie II wojny światowej. O czym będą kolejne?

- Druga część, o kradzieży cennych ksiąg, właśnie ukazała się w Szwecji. Ostatnia będzie dotyczyć muzyki. Zbierając materiał do publikacji wiele podróżowałem po Europie, szukałem skradzionych książek, również Polsce. Naziści palili biblioteki, niszczyli książki, niszcząc tym samym m.in. polskie dziedzictwo. W bibliotekach i archiwach zapisane są dzieje kraju, niszczenie tych dokumentów to zacieranie jego historii.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje