Reklama

Reklama

Rewolucja w krajach islamskich

Co się dzieje na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej?

Od stycznia w krajach Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej dochodzi do protestów przeciwko autorytarnym władzom, rosnącym cenom i kosztom utrzymania, ubóstwu i wysokiemu bezrobociu. Wydarzenia w Tunezji i Egipcie stały się inspiracją dla wielu krajów regionu. Przedstawiamy sytuację w regionie:

BAHRAJN:

Reklama

Na Placu Perłowym w stolicy kraju, Manamie, wojsko zastąpiło oddziały policji do walki z manifestantami; w nocy ze środy na czwartek zlikwidowano siłą powstałe tam obozowisko demonstrantów. W pacyfikacji 3 osoby zginęły, a ponad 230 zostało rannych.

Po ataku policji na demonstrantów Ali Salman, przywódca opozycyjnego ruchu szyitów, Narodowego Stowarzyszenia Islamskiego al-Wifak, ogłosił wycofanie swych 18 posłów z 40-osobowej Izby Reprezentantów. Opozycja domaga się dymisji rządu i powołania nowego, który zaproponuje reformy polityczne, co pozwoli na zmianę konstytucji. Opozycja żąda też dochodzenia w sprawie ataku na protestujących.

W ocenie bahrajńskiego MSZ interwencja była konieczna, gdyż kraj znalazł się "na skraju przepaści podziałów religijnych" i mógł się w nią stoczyć. Szyicka większość w Bahrajnie, stanowiąca ok. 70 proc. ludności, uskarża się, że jest dyskryminowana przez rządzącą dynastię sunnicką.

Rząd ogłosił w czwartek stan wyjątkowy w całym kraju.

Wiceprzewodniczący parlamentu Adel al-Moauda zapewnił, że rząd królestwa jest gotów rozmawiać ws. ewentualnych reform politycznych, ale "wymaga to czasu".

Próbując załagodzić napięcia w kraju król szejk Hamad ibn Isa al-Chalifa obiecał każdej rodzinie pomoc w wysokości 1000 dinarów (2650 dolarów).

W Bahrajnie znajduje się dowództwo i główna baza V Floty USA; kraj ten uważany jest przez swoich sojuszników - Arabię Saudyjską i USA - za zaporę przed wpływami szyickiego Iranu w regionie. Bahrajn zajmuje powierzchnię zaledwie 750 km kw.; kraj ten zamieszkuje według różnych źródeł od 740 tys. do 1,2 mln ludzi. Najwyższą władzą w państwie jest król, a członkowie jego rodziny sprawują najważniejsze urzędy państwowe i funkcje wojskowe. Szef rządu od 1971 roku, szejk Chalifa ibn Salman al-Chalifa, jest wujem króla.

LIBIA:

Od środy w kilku libijskich miastach, w tym w Bengazi i Al-Bajdzie, trwają antyrządowe demonstracje. "Dniem gniewu" ogłosili czwartek przeciwnicy rządzącego krajem od ponad 40 lat pułkownika Muammara Kadafiego, próbując naśladować protesty, które doprowadziły do ustąpienia przywódców Tunezji i Egiptu. Tego dnia doszło do starć z policją, w wyniku których mogło zginąć ponad 20 manifestantów. Na ulice stolicy kraju, Trypolisu, wyszły też setki zwolenników Kadafiego.

Ścisła kontrola nad komunikacją i mediami sprawia, że trudno jest ocenić prawdziwe rozmiary niepokojów. W piątek na portalach społecznościowych pojawiły się informacje o ponad 50 zabitych. Tego dnia w Bengazi, drugim największym mieście, rozmieszczono wojsko.

Zdaniem analityków zapasy ropy naftowej dają libijskim władzom możliwość załagodzenia protestów.

JEMEN:

Piątek jest ósmym dniem protestów i starć pro- i antyrządowych manifestantów. Jemeńczycy protestują w stolicy - Sanie, w Adenie na południu i mieście Taizz w południowo-zachodniej części kraju. Do czwartku na skutek zajść rannych zostało co najmniej 57 osób.

Głównym żądaniem uczestników antyrządowych protestów jest odejście rządzącego od 32 lat prezydenta, marszałka Alego Abd Allaha Salaha, jednego z sojuszników Waszyngtonu w walce z Al-Kaidą.

Starając się uspokoić ulicę, prezydent poszedł na ustępstwa: obiecał ustąpić z końcem kadencji w 2013 r. i nie przekazywać władzy synowi. Koalicja opozycyjna zgodziła się na rozmowy.

Według analityków jest mało prawdopodobne, by protesty w Jemenie, sąsiadującym z zasobną w ropę Arabią Saudyjską, doprowadziły do nagłego załamania rządu. Ale niepokoje mogą rozwijać się powoli i doprowadzić do większego rozlewu krwi w kraju, w którym co drugi mężczyzna ma broń. Jedna trzecia ludności Jemenu cierpi głód, a 40 proc. żyje za mniej niż 2 dolary dziennie.

ALGIERIA:

W sobotę 12 lutego wielotysięczny kordon policyjny zablokował centrum Algieru, nie pozwalając przeciwnikom rządu na marsz protestacyjny. Zwolennicy opozycji domagają się odejścia rządzącego od 1999 r. prezydenta Abdelaziza Butefliki.

Sobotniej demonstracji nie wsparły główne związki zawodowe ani najważniejsze partie polityczne. Nie brali w niej też udziału członkowie radykalnych ugrupowań islamskich - oficjalnie zakazanych, ale nadal dysponujących wpływami wśród mas. Opozycja ogłosiła, że zamierza kontynuować protest i wezwała Algierczyków do udziału w demonstracjach co sobotę aż odejdzie obecna ekipa rządowa.

Prezydent obiecał więcej swobód demokratycznych i skuteczniejszą walkę z bezrobociem.

W środę premier Algierii Ahmed Ujahia zapowiedział, że obowiązujący od 19 lat stan wyjątkowy w jego kraju zostanie zniesiony jeszcze przed końcem lutego. Na początku lutego prezydent zaznaczał, że stan wyjątkowy został wprowadzony w 1992 r. "wyłącznie w związku z walką z terroryzmem i tylko z tego powodu go utrzymywano". W Algierii nadal utrzymuje się zbrojny konflikt sił rządowych z islamistami, a w związanych z nim walkach, masakrach i zabójstwach zginęło około 200 tys. ludzi.

IRAK:

Od środy trwają protesty w wielu miastach, głównie na południu kraju; dochodziło do starć z policją, w których w sumie zginęło co najmniej pięć osób. Trzy osoby zginęły, a ok. 30 zostało rannych w mieście Al-Kut na wschodzie kraju w starciach sił bezpieczeństwa z demonstrantami żądającymi polepszenia podstawowych usług komunalnych.

Dwie osoby zginęły, a ponad 40 zostało rannych w Sulejmanii, w irackim Kurdystanie, gdzie strażnicy użyli broni, gdy manifestanci próbowali zaatakować siedzibę władz, domagający się reform, w tym pracy dla bezrobotnych.

W piątek demonstranci zablokowali most w Basrze na południu Iraku. Około tysiąca osób żądało pracy, wyższych rent i emerytur oraz poprawy usług bytowych - nieprzerwanych dostaw energii elektrycznej, wody pitnej, wywożenia śmieci itp. Uczestnicy protestów domagają się też, żeby dochody z ropy naftowej trafiały do narodu, a nie do kieszeni skorumpowanych urzędników.

IRAN:

Tysiące ludzi odpowiedziało w poniedziałek na wezwania opozycji i wzięło udział w demonstracjach poparcia dla rewolty w Tunezji i Egipcie - pierwszych opozycyjnych manifestacjach zorganizowanych w Iranie od ponad roku. Protesty odbyły się Teheranie, Szirazie na południu i Isfahanie w środkowej części kraju. Według opozycyjnej strony internetowej, aresztowano co najmniej 1500 osób; zginęły dwie osoby, w tym student Sani Zaleh. O zabicie go rząd obwinił antyrządowych manifestantów, natomiast według opozycyjnych stron internetowych, student zginął z rąk sił bezpieczeństwa. Dla obu stron Zaleh stał się męczennikiem. W środę w Teheranie doszło do starć zwolenników irańskich władz z antyrządowymi demonstrantami podczas uroczystości pogrzebowych zabitego studenta.

O zorganizowanie poniedziałkowych demonstracji wymierzonych w rząd władze oskarżyły dwóch przywódców opozycji: byłego premiera Mir-Hosejna Musawiego i byłego przewodniczącego parlamentu Mehdiego Karubiego - kandydatów w wyborach prezydenckich z czerwca 2009 r. Ponowny wybór Mahmuda Ahmadineżada na przywódcę Iranu doprowadził wówczas do fali protestów opozycji, według której wybory były sfałszowane. 27 grudnia 2009 r. doszło do najkrwawszych zamieszek, w których zginęło 8 osób, a kilkudziesięciu zwolenników ruchu reformatorów aresztowano.

Na początku lutego obaj liderzy irańskiej opozycji wystąpili do władz o zgodę na zorganizowanie wiecu solidarności z demonstrantami w Tunezji i Egipcie. Prokurator generalny odrzucił jednak ich wniosek i ostrzegł przed ewentualnymi konsekwencjami.

Władze w Teheranie obawiają się, że manifestacje poparcia dla rewolt w państwach Afryki Północnej mogą przerodzić się w masowe antyrządowe demonstracje w samym Iranie.

EGIPT:

Pod presją społeczeństwa, które przez blisko trzy tygodnie manifestowało w Egipcie, 11 lutego ustąpił prezydent Hosni Mubarak, powierzając władzę tymczasowo Najwyższej Radzie Wojskowej. Według oficjalnych danych w demonstracjach zginęło 365 ludzi. Na czele Rady stanął minister obrony marszałek Mohammed Husejn Tantawi. Wojsko zawiesiło konstytucję i rozwiązało parlament. W ciągu sześciu miesięcy mają się odbyć demokratyczne wybory, w których wyłoniony zostanie nowy rząd.

Zarówno armia jak i Bractwo Muzułmańskie, najlepiej zorganizowana siła polityczna w kraju, zapowiedziały, że nie będą wystawiać swoich kandydatów w wyborach prezydenckich.

Według analityków, Bractwo jest głównym wygranym rewolty. Oficjalnie zdelegalizowane, obecnie cieszy się bezprecedensowym uznaniem ze strony państwa. Ma swojego przedstawiciela w komisji powołanej do zreformowania konstytucji.

W piątek na kairskim placu Tahrir, który stał się symbolem antyrządowych demonstracji, zgromadziły się tysiące Egipcjan, by wziąć udział w planowanym po południowych modlitwach "marszu zwycięstwa" i uczcić rewolucję.

JORDANIA:

W ostatnich tygodniach doszło do kilku wielkich antyrządowych protestów, wywołanych rosnącymi cenami, bezrobociem, inflacją, korupcją, a także zainspirowanych wydarzeniami w Tunezji i Egipcie. Jordańczycy domagali się także ustąpienia premiera Samira ar-Rifaia. Stanął on na czele rządu w grudniu 2009 roku w następstwie listopadowych wyborów parlamentarnych.

Podczas protestów zorganizowanych przez Front Akcji Islamskiej (FAI), główne ugrupowanie opozycyjne będące skrzydłem Bractwa Muzułmańskiego, oraz różne gremia lewicowe i panarabskie, mówcy zarzucali rządowi, że nie zrobił nic w celu zmniejszenia korupcji w administracji państwowej.

By powstrzymać protesty, w połowie stycznia Rafai, prawdopodobnie za radą króla Abdullaha II, ogłosił 6-procentową obniżkę cen podstawowych artykułów konsumpcyjnych i benzyny. Podniósł także płace urzędników i wojskowych oraz emerytury.

Na początku lutego jednak król przyjął rezygnację Rafaia i zwrócił się do swojego byłego doradcy wojskowego Marufa al-Bachita o utworzenie nowego rządu oraz o "podjęcie szybkich i jasnych działań w celu przeprowadzenia prawdziwych reform politycznych". 63-letni Bachit, były wojskowy i ambasador Jordanii w Turcji oraz Izraelu, popiera bliskie stosunki z USA i układ pokojowy z Izraelem. FAI skrytykował ten wybór i ogłosił, że będzie kontynuować protesty.

W środę ponad tysiąc ludzi demonstrowało w mieście Irbid na północy, domagając się reform politycznych; przedstawiono 14 żądań, w tym obniżki cen paliw, ukarania skorumpowanych przedstawicieli władzy i rewizji prawa wyborczego. Z kolei przed pałacem królewskim w Ammanie kilkudziesięciu wykładowców uniwersyteckich domagało się ograniczenia władzy króla i reform konstytucyjnych.

TUNEZJA:

Sytuacja wewnętrzna w Tunezji jest nadal niestabilna. Sprawujący władzę od 23 lat prezydent Zin el-Abidin Ben Ali zbiegł z kraju 14 stycznia w następstwie trwających od tygodni demonstracji, których uczestnicy domagali się poprawy warunków życia i politycznej liberalizacji.

We wtorek MSW poinformowało, że zniosło nocną godzinę policyjną, ale stan wyjątkowy w kraju zostanie na razie utrzymany do odwołania.

Dowiedz się więcej na temat: Afryka | Bliski Wschód

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne