Reklama

Reklama

Rewolucja w krajach islamskich

Okręty desantowe USA płyną w stronę Libii

Dwa duże okręty desantowe marynarki wojennej USA, Kearsarge i Ponce, przeszły w środę przez Kanał Sueski na Morze Śródziemne - poinformował w środę Reutera zastrzegajacy sobie anonimowość przedstawiciel Pentagonu.

Stany Zjednoczone oświadczyły w poniedziałek, że przesuwają swe okręty i samoloty bliżej Libii, gdzie trwa społeczna rewolta przeciwko dyktatorskim rządom Muammara Kadafiego.

Reklama

Kearsarge może przewozić do 2 tys. żołnierzy piechoty morskiej, dysponuje też śmigłowcami oraz samolotami myśliwsko-bombowymi pionowego startu i lądowania Harrier.

Krążownik rakietowy na Morzu Śródziemnym

USA wysyłają na Morze Śródziemne krążownik rakietowy Monterey z elektronicznym systemem wykrywania celów i kierowania ogniem AEGIS jako pierwszy element systemu obrony przeciwrakietowej, chroniącej Europę przed zagrożeniem ze strony Iranu - poinformował Pentagon.

Jak oświadczył dziennikarzom we wtorek czasu lokalnego dyrektor do spraw polityki nuklearnej i antyrakietowej w ministerstwie obrony John Plumb, Monterey opuści swą bazę w Norfolk w stanie Wirginia w przyszłym tygodniu, podejmując półroczną służbę na Morzu Śródziemnym. Misja okrętu położy fundament pod rozwój obrony przeciwrakietowej w tym regionie - zaznaczył.

"To nasza pierwsza konkretna demonstracja naszego zaangażowania w obronę przeciwrakietową naszych sił oraz sił naszych sojuszników i partnerów w Europie. Powiedzieliśmy, że zamierzamy podjąć takie działania, i teraz je podejmujemy" - dodał Plumb.

W ramach planu, przedstawionego w 2009 roku przez prezydenta Baracka Obamę, tworzenie obrony przeciwrakietowej rozpocznie się od rozmieszczenia okrętów wyposażonych w systemy wykrywania i przechwytywania nadlatujących pocisków balistycznych. Potem mają do tego dojść radary rozlokowane na lądzie w południowej Europie. Według Plumba, z kilkoma państwami prowadzi się rokowania w tej sprawie, ale jeszcze nie wiadomo, gdzie radary dokładnie się znajdą.

Kadafi grozi "tysiącami ofiar"

Przywódca Libii Muammar Kadafi ostrzegł w środę przed zagraniczną interwencją wojskową, grożąc tysiącami ofiar, gdyby do niej doszło. Ponownie zaprzeczył, że w kraju doszło do demonstracji, a o niepokoje oskarżył Al-Kaidę oraz "uzbrojonych gangsterów".

Przemawiając w Trypolisie podczas obchodów 34. rocznicy wprowadzenia ustroju "dżamahirii" (republiki ludowej) Kadafi oznajmił, że nigdy nie wyjedzie z kraju. Utrzymywał, że podczas buntu zginęło jedynie 150 osób. Ocenił jednocześnie, że jeśli dojdzie do zagranicznej interwencji zbrojnej, zabitych będą tysiące.

"Tysiące Libijczyków zginą w razie interwencji w Libii Ameryki lub NATO" - groził.

Według libijskiego przywódcy, w kraju trwa "spisek mający na celu przejęcie kontroli na libijską ropą i ziemią".

Kadafi uprzedził, że nie zgadza się, aby rebelianci w dalszym ciągu kontrolowali część miast w kraju.

"Nikt nie zaakceptuje obecności w swoim kraju zbrojnych grup, które terroryzują mieszkańców. To musi się skończyć. Jeśli nie dojdziemy do tego drogą pokojową, nie będziemy mogli pozostawić naszego państwa w takiej sytuacji" - powiedział, czyniąc aluzję do użycia siły.

"Nawet jeśli wszyscy Libijczycy wyjadą, ja nigdy nie opuszczę Libii, której ziemia jest nasiąknięta krwią moich przodków. Mówię tym wszystkim łobuzom, którzy nakłaniają Kadafiego do wyjazdu: +to wy powinniście wyjechać, a Kadafi pozostanie na ziemi swych przodków+" - podkreślił.

Kadafi powtórzył, że to nie on, lecz naród pełni prawdziwą władzę w Libii. "W 1977 r. ja i oficerowie (którzy w 1969 r. obalili króla Idrisa) oddaliśmy władzę narodowi libijskiemu. To on sprawuje władzę" - ocenił Kadafi, dodając, że świat nie rozumie libijskiego systemu władzy ludu.

Libijski przywódca oświadczył, że nie jest prezydentem kraju, więc nie może ustąpić. "Nie mam stanowiska, z którego mógłbym ustąpić" - przekonywał. "Zawsze będę Kadafim, przywódcą rewolucji" - podkreślił.

Dodał, że w Libii nie ma parlamentu, który mógłby rozwiązać.

Zaprzeczył, jakoby w kraju dochodziło do protestów. "Na wschodzie nie było żadnych demonstracji" - stwierdził przywódca Libii, dodając, że "małe, uśpione komórki" Al-Kaidy "przejęły broń i atakowały siły zbrojne".

Libijski przywódca obiecał także amnestię tym wszystkim, którzy złożą broń.

Zaapelował do ONZ i NATO o przeprowadzenie międzynarodowego śledztwa w celu zbadania obecnych wydarzeń. Oskarżył ONZ o podejmowanie decyzji, które opierają się "w 100 procentach na fałszywych informacjach".

Kadafi zapowiedział walkę do samego końca. "Będziemy walczyć do ostatniego mężczyzny i ostatniej kobiety" - powiedział.

Przyznał, że w związku z opuszczeniem kraju przez pracowników firm naftowych produkcja ropy jest "na najniższym poziomie".

Zapewnił jednocześnie, że libijskie złoża ropy i porty są bezpieczne oraz znajdują się pod kontrolą władz.

Zdaniem Kadafiego, "złoża ropy są bezpieczne, ale firmy boją się (...) uzbrojonych gangsterów". Zagroził, że zastąpi zachodnie firmy naftowe firmami z Indii i Chin.

Nazwał zamrożenie libijskich aktywów "kradzieżą pieniędzy należących do narodu libijskiego".

Podczas rocznicowej akademii Kadafi wyglądał na rozluźnionego i zadowolonego. Jego zwolennicy krzyczeli: "Pozostaniesz wielki" oraz "Allah, Muammar, Libia i nic poza tym".

W następstwie upadku reżimów w Tunezji i Egipcie od połowy lutego w Libii trwa krwawa rewolta przeciwko reżimowi Kadafiego. Według szacunków ONZ, w jej wyniku zginąć mogło nawet kilka tysięcy osób.

Narodowa Rada Libijska apeluje o naloty

Utworzona przez przeciwników libijskiego przywódcy Narodowa Rada Libijska zaapelowała o przeprowadzenie przy wsparciu ONZ nalotów z powietrza przeciwko najemnikom wykorzystywanym przez Muammara Kadafiego.

Przedstawiciel Rady Hafiz Ghoga oświadczył w środę, że wykorzystywanie przez Kadafiego "afrykańskich najemników w libijskich miastach" jest równoznaczne z inwazją na ten kraj. Rada ma siedzibę w opanowanym przez powstańców Bengazi.

"Wzywamy do przeprowadzenia ataków konkretnie na cele najemników" - oświadczył Ghoga na konferencji prasowej. Zastrzegł, że "zdecydowanie sprzeciwia się obecności jakichkolwiek zagranicznych sił na libijskiej ziemi", ale istnieje ogromna różnica między taką obecnością a "strategicznymi uderzeniami z powietrza".

Zdaniem Ghogi, swoich żołnierzy do wsparcia Kadafiego wysyłają m.in. Niger, Mali, Kenia i Algieria.

W niedzielę przeciwnicy Muammara Kadafiego ogłosili utworzenie Narodowej Rady Libijskiej, podkreślając, że nie jest to rząd tymczasowy, lecz "twarz rewolucji". Wówczas Hafiz Ghoga, prawnik, powiedział, że nie widzi możliwości negocjowania z reżimem.

Od rozpoczęcia w ubiegłym miesiącu antyrządowych demonstracji w Libii przeciwnicy Kadafiego opanowali wschodnią część kraju do wysokości Bregi.

Dowiedz się więcej na temat: morze | Libia | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje