Reklama

Reklama

Rewolucja w krajach islamskich

Reżim Kadafiego grozi dziennikarzom

Dziennikarze, którzy przebywają na terenie Libii bez zgody władz w Trypolisie, są uznani za wyjętych spod prawa - ogłosił wiceszef libijskiego MSZ-etu. Reżimowe władze grożą reporterom aresztowaniem, jeśli nie będą wykonywali poleceń przedstawicieli władz.

- Zakładamy, że ci dziennikarze mogą współpracować z Al-Kaidą - twierdzi wiceminister spraw zagranicznych Libii Chaled Chaim. Jednocześnie poinformował, że terrorystyczna organizacja ustanowiła emirat islamski w Dernie - na wschodzie kraju. Ma nim kierować były więzień z Guantanamo. Jego zdaniem Al-Kaida chce w Libii scenariusza "a la talibowie".

Reklama

Jak dodał wiceminister, Al-Hasadi ma "zastępcę" w Bajdzie, "który także jest członkiem Al-Kaidy i nazywa się Cheirallah Baraasi".

Dysponują obecnie rozgłośnią na falach FM i zaczynają wprowadzać obowiązek noszenia burki - oświadczył, dodając, że ci islamiści "zabijali ludzi, gdyż odmawiali oni współpracy".

Według ostatnich szacunków organizacji humanitarnych, od początku zamieszek zginęło w Libii co najmniej 640 osób. Wcześniej szef włoskiej dyplomacji Franco Frattini mówił o 1000 ofiar śmiertelnych.

Tymczasem według francuskiego lekarza, na którego powołuje się agencja AFP, w samym Bengazi zginęło "ponad 2000 ludzi". - Bengazi zostało zaatakowane w czwartek (w zeszłym tygodniu). Pierwszego dnia nasze karetki policzyły 75 zabitych; drugiego - 200, następnie - ponad 500 - powiedział Gerard Buffet, który pracuje w Bengazi od półtora roku. - Myślę, że w sumie w Bengazi zginęło ponad 2000 ludzi - dodał. Jego wypowiedź zamieścił na swojej stronie internetowej francuski tygodnik "Le Point".

Dowiedz się więcej na temat: Muammar Kaddafi

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje