Rewolucja w krajach islamskich

Egipt: Kolejne protesty w rocznicę wybuchu rewolty

W przypadającą w środę rocznicę wybuchu 18-dniowej rewolty, w wyniku której po 30 latach obalony został prezydent Egiptu Hosni Mubarak, organizacje prodemokratyczne planują nowe protesty. Będą domagać się m.in. przyspieszenia wyborów prezydenckich.

Jednak większość Egipcjan sceptycznie podchodzi do tych planów - pisze anglojęzyczny dziennik "Al-Ahram". Obawiają się ponownego wybuchu przemocy, zakłócenia publicznych obchodów rocznicy i nie wierzą, że wcześniejsze wybory szefa państwa są konieczne. Najwyższa Rada Wojskowa, która jest u władzy od ustąpienia Mubaraka, obiecała, że przekaże władzę cywilom do 1 lipca 2012 r.

Reklama

Wybuchu przemocy najwidoczniej boją się też turyści - pisała w poniedziałek agencja dpa. Kilka linii lotniczych, m.in. Air France, Austrian Airlines, a także przewoźnicy z Włoch, Libii, Jemenu i Tunezji anulowali w poniedziałek loty do Kairu, ponieważ nie było na nie zapotrzebowania.

Środa będzie dniem wolnym od pracy. Władze zapowiadają huczne obchody, w tym pokazy fajerwerków i pochody. Ruch 6 Kwietnia, prodemokratyczna organizacja zrzeszająca młodych ludzi, która odegrała znaczącą rolę w organizowani zeszłorocznych demonstracji, a także ok. 55 innych ruchów i ugrupowań odrzuca państwowe obchody. Utrzymują, że wojskowi chcą wykorzystać pierwszą rocznicę dla własnych celów politycznych.

Organizatorzy demonstracji tłumaczą, że chcą wywrzeć presję na wojskowych, by dotrzymali słowa i przekazali władzę najpóźniej 1 lipca. Protesty mają też na celu wzmocnienie politycznej roli parlamentu przed transferem władzy oraz uniemożliwienie wojskowym zagwarantowania sobie w konstytucji kontroli nad parlamentem lub prezydentem.

Ruchy prodemokratyczne twierdzą, że już 25 stycznia wojskowi powinni zacząć przyjmować nominacje prezydenckie, aby umożliwić przeprowadzenie wyborów najpóźniej w kwietniu. Domagają się też, aby władza ustawodawcza została przekazana nowo wybranemu parlamentowi, a władza wykonawcza - przyszłemu prezydentowi. Niektóre organizacje są zdania, że Rada powinna przekazać władzę spikerowi parlamentu lub tymczasowemu prezydentowi, wybranemu przez parlament.

Ostrzegają, że jeśli te żądania nie zostaną spełnione, 25 stycznia będzie początkiem kolejnego powstania. Zapowiadają połączenie ogólnopaństwowych protestów z bezterminowymi strajkami.

25 stycznia 2011 r. Egipcjanie wyszli na ulice, domagając się ustąpienia szefa państwa. Protesty, zainspirowane obaleniem prezydenta Tunezji Zina el-Abidina Ben Alego, zorganizowano m.in. za pomocą mediów społecznościowych. Impulsem była też utworzona przez młodego pracownika Google Waela Ghonima strona na Facebooku poświęcona pamięci Chaleda Saida, młodego człowieka z Aleksandrii zabitego w 2010 r. przez egipską tajną policję.

Plac Tahrir w centrum Kairu przez 18 dni wypełniały tłumy. Dochodziło do krwawych walk między uczestnikami protestów a siłami bezpieczeństwa. Do najbardziej brutalnych należał atak sprzymierzeńców Mubaraka, którzy wjechali w tłum na wielbłądach i koniach. 11 lutego 2011 r. prezydent ustąpił, a władzę przejęła Rada z marszałkiem Mohammedem Husejnem Tantawim na czele. Według oficjalnego bilansu w ciągu rewolty zginęło 846 osób.

W sierpniu Mubarak stanął przed sądem za współudział w zabójstwie demonstrantów i korupcję. Prokuratura zażądała dla niego kary śmierci.

Tymczasem od obalenia prezydenta kraj pogrążony jest w głębokim kryzysie gospodarczym. Rezerwy walutowe topnieją, a deficyt budżetowy rośnie. Niestabilna sytuacja sprawiła, że dochody z turystyki, jednej z głównych gałęzi gospodarki, zmniejszyły się w 2011 r. o 30 procent. Obecnie władze prowadzą rozmowy z Międzynarodowym Funduszem Walutowy (MFW) w sprawie pożyczki opiewającej na 3 mld dolarów.

Pod koniec listopada rozpoczęły się wieloetapowe wybory do izby niższej, które zakończyły się w styczniu. Przed głosowaniem plac Tahrir znowu wypełniły tłumy, domagające się szybszego przekazania władzy cywilom. Dochodziło do krwawych zamieszek.

W wyniku wyborów około dwóch trzecich mandatów w Zgromadzeniu Ludowym zdobyła umiarkowanie islamistyczna Partia Sprawiedliwości i Rozwoju (FJP) oraz skrajnie islamistyczna partia Nur. Na trzecim miejscu uplasowała się najstarsza egipska partia nacjonalistyczna Wafd, a na czwartym koalicja laicka pod nazwą Blok Egipski.

Źródeł sukcesu Bractwa można upatrywać w prowadzonej przez nich od lat działalności społecznej. W kraju, w którym 40 proc. mieszkańców żyje za mniej niż 2 dolary dziennie, islamiści wydawali znaczne środki na pomoc żywnościową czy lekarską dla najuboższych. Ponadto zdelegalizowane od lat Bractwo było lepiej zorganizowane niż młode ugrupowania liberalne, które doprowadziły do obalenia Mubaraka.

Parlament powinien mianować 100 członków Zgromadzenia Konstytucyjnego, którego zadaniem będzie przygotowanie nowej ustawy zasadniczej przed czerwcowymi wyborami prezydenckimi. Nowa konstytucja będzie przedmiotem referendum.

Wcześniej odbędą się wieloetapowe wybory do Szury, izby wyższej parlamentu. Zostaną one przeprowadzone między 29 stycznia a 22 lutego.

Według ekspertów w Egipcie nie doszło do rewolucji w sensie politycznym, lecz jedynie do obalenia prezydenta. U władzy nadal są przedstawiciele byłych władz. Stanowisko premiera piastuje mianowany przez wojskowych Kamal al-Ganzuri. Stał on na czele rządu za rządów Mubaraka. "Był wojskowy reżim i jest wojskowy reżim" - podkreślał w rozmowie z PAP arabista z Uniwersytetu Łódzkiego prof. Marek M. Dziekan. Według George'a Friedmana ze Stratforu "doszło do wojskowego zamachu stanu, który pod przykrywką protestów zmusił Mubaraka do odejścia, a którego celem było zachowanie reżimu".

W połowie stycznia laureat Pokojowej Nagrody Nobla, demokratyczny polityk Mohamed ElBaradei oznajmił, że wycofuje się z kandydowania w wyborach prezydenckich. Jako powód podał brak warunków do ich demokratycznego przebiegu.

Dowiedz się więcej na temat: rewolta | Hosni Mubarak | Egipt | protesty

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje